statystyki

Reemisja programów radiowych i telewizyjnych: Historia pozornie błahej poprawki

autor: Jan Błeszyński02.08.2016, 09:46; Aktualizacja: 02.08.2016, 10:21
Telewizja

Konsekwencja jest oczywista: twórcy zostają ograniczeni w swoich prawach.źródło: ShutterStock

Dzięki usilnym staraniom lobbystów wyjątek od zasady zawartej w dyrektywie w polskim projekcie implementacji stał się sprzeczną z nią zasadą.

Od dłuższego czasu nie ustają kontrowersje związane z obowiązkiem zawierania umów o reemisję programów radiowych i telewizyjnych. Co do zasady powinny w tym pośredniczyć organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi (OZZ). Jest to bowiem gwarancja, że nie tylko wynagrodzenia z reemisji będą wypłacane twórcom i artystom, lecz także tego, że ich wysokość będzie słuszna. Od tej zasady przewidziany jest ściśle zdefiniowany wyjątek. Istota sporu polega na tym, czy jego ujęcie może w praktyce przekreślać znaczenie całej zasady.

Szczególnie interesujące w kontekście omawianej sprawy są wypowiedzi uczestników posiedzenia sejmowej komisji kultury i środków przekazu z 6 lipca 2016 r., którego pełen zapis został niedawno opublikowany. Ukazują one bowiem legislacyjną kuchnię oraz bardzo niepokojące mechanizmy forsowania w pracach legislacyjnych konkretnych zapisów ustawowych, odpowiadających postulatom silnych i dobrze zorganizowanych grup interesów.

Batalia o implementację

Wspomniane posiedzenie było drugim spotkaniem komisji poświęconym nowelizacji art. 211 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który reguluje kwestię obowiązku zawierania umów o reemisję przez OZZ. Oficjalnym motywem proponowanej zmiany jest wcześniejsze nieimplementowanie art. 10 dyrektywy Rady nr 93/83/EWG z 27 września 1993 r. w sprawie koordynacji niektórych zasad dotyczących prawa autorskiego oraz praw pokrewnych stosowanych w odniesieniu do przekazu satelitarnego oraz retransmisji drogą kablową. Głównym przedmiotem kontrowersji jest natomiast sposób implementacji tego przepisu. Spór sprowadza się do tego, czy ma ona ściśle odpowiadać sensowi art. 10 dyrektywy, czy też powinna być ujęta tak, aby z wyjątku, którego dotyczy, uczynić zasadę. Gdyby wygrała ta druga opcja, to art. 9 dyrektywy przewidujący, że umowy o reemisję powinny być zawierane za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi, praktycznie zostałby pozbawiony znaczenia. A niestety taką właśnie wymowę miała propozycja zapisu przedłożona Sejmowi przez rząd, zawarta w druku sejmowym nr 546.

Po moim ostatnim tekście na temat nowelizacji przepisów dotyczących reemisji, który ukazał się na łamach Prawnika („Karuzela nowelizacyjna w sprawie reemisji”, Prawnik z 29 marca 2016 r.), nastąpił zasadniczy przełom. Komisja kultury Sejmu zaleciła bowiem sformułowanie brzmienia nowelizacji w sposób ściśle odpowiadający regulacji unijnej. Chodziło o to, aby osiągnąć cele dyrektywy bez jednoczesnego negowania ustanowionych przez nią zasad podstawowych. Brawo! Środowiska twórcze od dawna tego oczekiwały.

Tu jednak zaczyna się nowy etap sprawy, który pokazuje, że nie tak łatwo jest zrealizować oczywisty postulat, który pozostaje przeciwny oczekiwaniom silnej i dobrze zorganizowanej grupy interesów.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane