USA wykorzystują korzystny klimat polityczny i wchodzą z LNG na Stary Kontynent. Ale dominacja rosyjskiego giganta nie jest zagrożona.
Europa coraz wyraźniej stawia na dywersyfikację dostaw gazu i w coraz większym stopniu polega na LNG. Według analityków Cedicgaz w ubiegłym roku import gazu skroplonego wzrósł o blisko 16 proc. W tym roku, zgodnie z wyliczeniami analityków z Energy Aspects Ltd., import LNG do Europy ma wzrosnąć o kolejne 13 proc. i osiągnąć 45 mln ton.
Reklama
W ubiegłym tygodniu Komisja Przemysłu Parlamentu Europejskiego zaleciła większe wykorzystanie LNG na kontynencie. Potencjał jest – istniejąca już infrastruktura umożliwiłaby pokrycie ponad 40 proc. popytu na gaz skroplonym surowcem, a dziś jej zdolności są wykorzystywane zaledwie w jednej piątej.

Reklama
Większość importowanego obecnie LNG pochodzi z Kataru, widać jednak coraz wyraźniejsze zaangażowanie Amerykanów. Na razie mowa o pojedynczych transportach, ale warto zauważyć, że trafiają one także w regiony zdominowane dotychczas przez Rosję. Pod koniec ubiegłego miesiąca pierwszy transport LNG ze Stanów dotarł do tureckiego terminalu Aliaga. Turcja w tym roku zwiększyła import LNG kosztem rosyjskiego gazu, chociaż poniedziałkowe porozumienie o budowie gazociągu Turkish Stream może oznaczać, że ten przyczółek Gazpromowi uda się utrzymać.
Do amerykańskiego gazu przymierza się Litwa. W 2017 r. spółka zależna państwowego Lietuvos Energija sprowadzi LNG od amerykańskiej firmy Koch Industries. Litwini już zyskują na swoim terminalu LNG i możliwości dywersyfikacji: ceny sprowadzanego od Statoilu gazu skroplonego spadły rok do roku o 40 proc.
Strona amerykańska nie ukrywa, że będzie chciała walczyć o europejski rynek. Administracja USA zgodziła się już na eksport 150 mld m sześc. LNG rocznie w ciągu najbliższych pięciu lat.
Katar zapewne nie złoży broni, tym bardziej że na azjatyckim rynku wyrasta mu poważny konkurent – Australia, która w ubiegłym roku oddała do użytku terminal Gorgon o przepustowości 20 mld m sześc. Efekty już widać – dostawy Kataru do trzech głównych azjatyckich odbiorców: Chin, Korei Płd. i Japonii spadły o 3,6 proc. Australijski eksport LNG do tych krajów wzrósł o ponad 8 proc.
Walka o azjatycki rynek będzie miała zapewne przełożenie na Europę i może zaowocować dalszymi obniżkami cen. Zdaniem analityków Bank of America Merril Lynch realna cena gazu zbliży się do 120 dol. za 1000 m sześc. To ok. 20 proc. mniej niż obecna cena rosyjskiego gazu.
Trzeba pamiętać, że popyt na gaz na naszym kontynencie będzie rósł. W ubiegłym roku Wielka Brytania ogłosiła koniec swojej przygody z energetyką węglową, chce korzystać z energii atomowej i właśnie gazu.
Polska nie zamierza pozostawać na uboczu tych trendów i uważa dostawy LNG za jeden z filarów bezpieczeństwa gazowego, zwłaszcza w obliczu perspektywy budowy Nord Stream 2. – To, co możemy robić, to przyspieszyć realizację naszych planów, w tym zakładających sprowadzanie gazu LNG z USA – twierdzi Piotr Naimski, rządowy pełnomocnik ds. infrastruktury energetycznej.