statystyki

Gazowy zwrot na północ. Odżywa pomysł budowy gazociągu z Norwegii do Polski

autor: Adam Sofuł03.02.2016, 07:17; Aktualizacja: 03.02.2016, 08:40
PGNiG

Nowa magistrala wzmocniłaby naszą pozycję względem Gazpromuźródło: Materiały Prasowe

Odżywa pomysł budowy gazociągu z Norwegii do Polski. Pozwoliłby on nam – przynajmniej teoretycznie – uniezależnić się od rosyjskiego surowca

Na możliwość powrotu do koncepcji gazociągu z Norwegii jako pierwszy wskazał kilka tygodni temu Piotr Woźniak, który od grudnia pełni obowiązki prezesa PGNiG. – Projekt budowy rurociągu dającego Polsce dostęp do gazu ze złóż na Morzu Północnym pozwoli PGNiG na wykorzystanie naturalnych synergii pomiędzy segmentami grupy. Mam na myśli sprowadzanie na polski rynek gazu, który PGNiG wydobywa na norweskim szelfie kontynentalnym – mówił Woźniak. W ubiegłym tygodniu stawkę podbił prokurent spółki Janusz Kowalski. – Zadaniem PGNiG jest budowa połączenia gazowego z Norwegią, by do 2022 r. sprowadzać kilka miliardów metrów sześciennych gazu, które grupa będzie wydobywać na Morzu Północnym – stwierdził podczas Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego PowerPol.

Wczoraj rozmowy weszły na jeszcze wyższy poziom – ewentualny gazociąg był jednym z tematów spotkania premier Beaty Szydło z szefową norweskiego rządu Erną Solberg. – Rząd polski zrobi wszystko, by zapewnić dobry klimat i warunki do zrealizowania budowy gazociągu z Morza Północnego do Polski; wierzę, że ta inwestycja wreszcie będzie mogła być zrealizowana – powiedziała polska premier. Rozmowa szefowych rządów trwała wprawdzie zaledwie godzinę, ale można przypuszczać, że wizyta nie ograniczała się jedynie do politycznych deklaracji, a doszło również do nawiązania bardziej konkretnych kontaktów – w skład polskiej rządowej delegacji wchodzili m.in. rządowy pełnomocnik ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski i wspomniany Piotr Woźniak.

Z powrotu do pomysłu gazu z Norwegii cieszy się jeden z autorów pierwszej jego koncepcji – były wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff. – Każdy projekt zwiększający dywersyfikację kierunków dostaw gazu jest racjonalny – ocenia Steinhoff. Przypomina, że gdyby zrealizowano pierwotny projekt gazociągu, w 2004 r. odbieralibyśmy 2 mld m sześc. z gazociągu Baltic Pipe łączącego Polskę z Danią, a w 2008 r. po połączeniu ze złożami na Morzu Norweskim – 5 mld m sześc. – Bylibyśmy dziś w zupełnie innej sytuacji. Już dziś mamy możliwość większej dywersyfikacji dostaw dzięki łącznikom transgranicznym i gazoportowi, ale dodatkowe połączenie ze złożami na Morzu Norweskim znacznie wzmocniłoby naszą sytuację. Nie oznacza to, że nie kupowalibyśmy gazu od Rosji, ale kupowalibyśmy wówczas, gdyby cena nam odpowiadała – twierdzi Steinhoff.

Baltic Pipe wydaje się dziś realnym projektem – jest na liście inwestycji o szczególnym znaczeniu dla UE i może skorzystać z dofinansowania ze środków unijnych. Szacowany pierwotnie koszt budowy to ok. 240 mln euro. Strona polska musiałaby wyłożyć ok. pół miliarda złotych.


Pozostało jeszcze 60% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie