Architekci unijnej polityki klimatycznej z Brukseli powinni pamiętać, że głowy państw, już raz, w 2007 r., umówiły się na konkretne cele redukcji i narzędzia, którymi będą je osiągać. Kolejne próby ingerencji w rynkowe narzędzie, jakim z założenia jest system handlu emisjami EU ETS, mogą budzić obawy o prawo państw członkowskich do swobodnego kształtowania polityki paliwowej. Konsekwencje płynące z proponowanej reformy systemu handlu emisjami będą dla Europy poważne. Spadek konkurencyjności unijnej gospodarki jest najważniejszą z nich. Dla Polski oznaczać to może wzrost rachunków za energię elektryczną oraz obniżenie bezpieczeństwa energetycznego opartego na własnych zasobach węgla brunatnego i kamiennego.
Dlaczego Polski Komitet Energii Elektrycznej, skupiający branżę energetyczną, sprzeciwia się przemodelowaniu systemu EU ETS, wspierając tym samym polski rząd na międzynarodowej arenie?