Krzysztof Tchórzewski najpierw domagał się od branży cięcia wydatków, a teraz chce, by firmy wydały 16 mln zł na laurkę dla rządu – ustalił DGP.
Na spotkaniu w Ministerstwie Energii pojawiło się żądanie, by cztery podległe resortowi spółki – PGE, Enea, Energa i Tauron – wysłały do swoich klientów z gospodarstw domowych listy z zapewnieniem, że ich rachunki za prąd nie wzrosną. – I najlepiej, żeby gdzieś między wierszami wspomnieć, że to zasługa rządu – relacjonuje jeden z naszych rozmówców. To miała być dodatkowa wysyłka, która całą „wielką czwórkę” kosztowałaby ok. 16 mln zł – potwierdzają dwaj inni informatorzy.
Widać politycy uznali, że Polaków nie przekonały działania rządu i parlamentu. I nie uwierzyli, że nie zapłacą za prąd więcej, choć hurtowe ceny energii elektrycznej są wyższe o ok. 100 zł, kilkakrotnie zdrożały prawa do emisji CO2, drogi jest też węgiel, z którego produkujemy 80 proc. energii elektrycznej. Obowiązująca od 1 stycznia ustawa ma zatrzymać podwyżki kosztem co najmniej 9 mld zł. A według naszych obliczeń na podstawie analiz banków, może to być nawet 16 mld zł.
Reklama
Ale spółki powiedziały solidarnie „nie”, uznając list do klientów za nieuzasadniony wydatek. Kompromisem ma być tzw. insert, znacznie tańszy, bo dołączany przy okazji wysyłki faktur.
– Enea prowadzi komunikację z klientami, wykorzystując m.in. kanały elektroniczne. Cyklicznie wysyła również swoim klientom faktury i informacje dotyczące rozliczeń za energię elektryczną – mówi nam Piotr Ludwiczak, rzecznik poznańskiej grupy. – Rozważamy obecnie, w jakiej formie połączymy informację dot. nowych uwarunkowań prawnych z wystawianiem i wysyłaniem faktur. Dopuszczamy połączenie tej informacji z planowanym przekazywaniem klientom innych, np. dotyczących bonifikat – dodaje rzecznik PGE Maciej Szczepaniuk.

Reklama
– Rozważana komunikacja w formie listownej podyktowana jest troską o klientów, którzy nie korzystają z narzędzi cyfrowych, a ponadto możliwością odciążenia zespołów odpowiedzialnych za bezpośredni kontakt z klientami – uzupełnia Daniel Iwan, rzecznik Tauronu.
Energa na nasze pytania nie odpowiedziała. KPRM odesłała nas do resortu energii, ale ten też nie odpowiedział. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że rozważana jest jeszcze kampania w radiu i telewizji. Także za pieniądze firm energetycznych.
Pośrednio one też zapłaciły za opublikowany w piątkowym „Super Ekspressie” artykuł powstały „we współpracy” ze stowarzyszeniem branżowym Polski Komitet Energii Elektrycznej: „Gospodarstwa domowe wdzięczne za brak podwyżek cen prądu”.
– Mam na utrzymaniu rodzinę, moja żona nie pracuje, a dodatkowo zajmujemy się chorą mamą. Ustawa o cenach energii elektrycznej pozwoliła mi odetchnąć z ulgą. Nie rozumiem, dlaczego po jej wprowadzeniu spotkała się z falą krytyki – dziwi się cytowany w reklamowym tekście Jan K., technik z Lublina (35 lat). Jak ustalił DGP, artykuł, który stał się pośmiewiskiem w mediach społecznościowych, nie był konsultowany z działem komunikacji żadnej z państwowych spółek energetycznych, które są płatnikami składek członkowskich PKEE. Nie udało się nam dowiedzieć, czy jedna z największych agencji PR Partner of Promotion obsługująca PKEE miała wpływ na tę publikację. Nie wiemy też, ile ona kosztowała. Anna Trzeciakowska, rzeczniczka PKEE, obiecała przysłać odpowiedź na nasze pytania we wtorek. – Mają rekordowy budżet, a z nami nie ustalają nic – słyszymy od energetyków. „Wściekłość” jest najłagodniejszym określeniem, jakiego można użyć, żeby opisać reakcję na tekst w zarządach spółek.
W tym samym czasie, kiedy rząd i spółki energetyczne starają się uspokoić ponad 16 mln prywatnych odbiorców energii, przedsiębiorcy nie mają pojęcia, co będzie z ich rachunkami za prąd, które na przestrzeni ostatniego półrocza znacząco wzrosły. „Dostałem z PGE fakturę uwzględniającą wzrost ceny prądu o 40 proc. od stycznia 2019 r. Pozostałe elementy faktury pozostają bez zmian. Czy cena prądu wróci do poziomu z połowy 2018 r., jak zapisano w ustawie?” – napisał do nas jeden z czytelników. Jest odbiorcą z grupy płacącej najwyższe stawki za prąd – to mali i średni przedsiębiorcy, którzy generują ok. 70 proc. PKB i podobny odsetek miejsc pracy. Niektórzy dostali jesienią podwyżki cen energii o 70 proc. Nie udało mu się uzyskać odpowiedzi od sprzedawcy, co będzie z tą umową.
Energetycy próbują uspokajać, że obecne zamieszanie z cenami to sytuacja przejściowa, a wszystkie opłaty powinny wrócić do stawek z połowy 2018 r. – Zgodnie z nowelizacją ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw płatności zarówno gospodarstw domowych, jak i klientów biznesowych za energię kupowaną od 1 stycznia 2019 r. będą rozliczane po takich samych stawkach jak w połowie 2018 r. Ewentualnie nadwyżki zostaną potraktowane jako nadpłata i zostaną odjęte od faktur w kolejnych okresach – wyjaśnia Maciej Szczepaniuk.