Ani wielki, ani mały. Kanada stawia na reaktory „wagi średniej”

Cztery reaktory Enhanced CANDU 6 (EC6) – każdy o mocy 750 MW brutto – to promowana przez Kanadyjczyków oferta w postępowaniu na drugą elektrownię jądrową (EJ2), która ma powstać w centralnej części Polski. Według ministra energii i zasobów naturalnych Tima Hodgsona, który prezentował ją w Warszawie, przybliżona wartość tego projektu to 45-50 mld dol. kanadyjskich, czyli ekwiwalent 117-130 mld zł (40-44 mln zł za megawat netto). Z tego 60-70 proc. środków może, jego zdaniem, zasilić polski łańcuch dostaw. – To perspektywa ogromnychkorzyści dla Polski, znacznie większych niż alternatywne opcje, ale także wielka szansa dla Kanady – podkreślał polityk, odpowiadając na pytanie DGP.

Jak mówił Gary Rose, szef Candu International, spółki odpowiedzialnej za międzynarodowe projekty związane z kanadyjską technologią, są to bardzo wstępne szacunki kosztów potencjalnej drugiej inwestycji jądrowej w Polsce. Nie uwzględniają one wielu parametrów i koniecznych decyzji dotyczących modelu kontraktacji czy wyboru poddostawców. – Jesteśmy przekonani, że koszt budowy reaktora CANDU (...) będzie niższy niż w przypadku alternatywnych technologii – zaznaczył.

Choć formalnie na stole jest też inny wariant technologii CANDU – większy reaktor Monark o mocy ok. 1000 MW – to właśnie bardziej kompaktowy EC6 jest wyraźnie preferowany przez stronę kanadyjską jako technologia, która jest możliwa do stosunkowo szybkiego wdrożenia. Jak podkreślają nasi rozmówcy z kanadyjskiej delegacji, jej kluczową zaletą jest fakt, że funkcjonuje już w Europie. Dwa reaktory CANDU 6 o podniesionym standardzie działają w rumuńskiej elektrowni Cernavodă, a w planach na najbliższe lata jest budowa dwóch kolejnych takich jednostek. To – jak tłumaczą Kanadyjczycy – tworzy nie tylko potencjał synergii (i związanych z tym oszczędności) z polskim projektem, ale również stanowi znaczące ułatwienie z punktu widzenia postępowania zezwoleniowego, oznacza bowiem, że technologia EC6 dysponuje już licencją na terenie Unii Europejskiej.

4 bloki po 750 MW (ok. 735 MW w ujęciu netto) to nieco mniej niż zdolności obecnej elektrowni Opole czy pierwszej z planowanych „atomówek”, która ma stanąć w nadmorskiej lokalizacji Lubiatowo-Kopalino. Źródło jądrowe o tej mocy byłoby w stanie zaspokajać do ok. 8 proc. prognozowanego na 2040 r. rocznego zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce (według założeń Polskich Sieci Elektroenergetycznych).

– Kanadyjczycy oferują bloki po ok. 700 i 1000 MW, niejako wypełniając istniejącą przez lata w ofercie lukę pomiędzy nieustannie rozrastającymi się SMR-ami (obecnie najczęściej w formacie po 300-500 MW na reaktor) a bardzo dużymi konstrukcjami określanymi jako „wielkoskalowe” (obecnie 1250–1750 MW). Nie wiem, jak to ostatecznie wpisze się w ostateczną formę Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, ale z technicznego punktu widzenia taka oferta może być użyteczna: bez przesadnej koncentracji mocy pod jednym wyłącznikiem, a jednocześnie bez pójścia „daleko w dół” z potencjalnie negatywnymi skutkami dla kosztów mocy – zauważa Adam Rajewski ze spółki doradczej Nuclear PL.

Czemu służy wizyta w Warszawie? Kurs na „współpracę średniaków”

W przeciwieństwie do inwestycji na Pomorzu, gdzie decyzja o wskazaniu technologii została podjęta rządową uchwałą w trybie bezprzetargowym, tym razem postępowanie ma mieć charakter konkurencyjny. Wśród kluczowych kryteriów oceny ofert mają znaleźć się parametry technologiczne, harmonogram, koszt budowy elektrowni i oferta w zakresie jej finansowania, udział krajowego przemysłu w projekcie, transfer technologii oraz inwestycje powiązane (offset).

We wtorek 17 lutego delegacja z Ottawy – na czele z ministrem Hodgsonem – odbyła kolejną już serię rozmów w ramach rozpoczętego latem zeszłego roku wstępnego dialogu w sprawie rywalizacji o drugą z planowanych przez polski rząd wielkoskalowych jednostek zasilanych energią jądrową. Hodgson spotkał się w Polsce z ministrem energii Miłoszem Motyką, a także pełnomocnikiem ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Wojciechem Wrochną i ministrem aktywów państwowych Wojciechem Balczunem. – Kanada jest jednym z najważniejszych partnerów Polski w sektorze energii – podkreślał później minister Motyka.

Przedstawiciele Candu Energy i właściciela tej spółki, grupy AtkinsRéalis, rozmawiali też z przedstawicielami Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ) i Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) oraz z firmami zainteresowanymi ewentualną współpracą przy inwestycji w atom w ramach zorganizowanego pod ich kątem w Warszawie sympozjum.

– Rząd Kanady jest przekonany, że nasza technologia CANDU to najlepsze rozwiązanie dla Polski, które pomoże waszemu krajowi realizować interesy gospodarcze w zakresie bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju – mówił dziennikarzom Hodgson. Podkreślił też, że Ottawa jest gotowa zaoferować szerokie i „bardzo znaczące” wsparcie w zakresie finansowania inwestycji. – Jesteśmy tutaj, bo uważamy, że Polska jest dziś na najlepszej drodze do realizacji projektów w energetyce jądrowej – dodał.

Elementem kanadyjskiej narracji były też motywy znane z głośnego wystąpienia premiera Marka Carney'a z niedawnego Forum Ekonomicznego w Davos. Szef kanadyjskiego rządu mówił w nim m.in. o załamywaniu się dotychczasowego porządku światowego, dążeniu supermocarstw do dominacji nad słabszymi stolicami oraz potrzebie wzmocnionej współpracy pomiędzy państwami średniej wielkości. – Postrzegamy Polskę jako podobnie myślącego sojusznika ze znaczącym potencjałem rozwojowym. Chcemy rozwijać nasz eksport właśnie do takich krajów – mówił minister energii Kanady. Członkowie kanadyjskiej delegacji nie ukrywali, że Polska jest dziś priorytetowym dla ich technologii rynkiem zagranicznym. Kolejnym krokiem po regularnych wizytach w Warszawie ma być oddelegowanie do Polski na stałe przedstawiciela koncernu, który ma być zaangażowany w prace robocze związane z przetargiem.

Oprócz projektu jądrowego wśród tematów rozmów znalazły się m.in. kanadyjski gaz skroplony (LNG) – w którego dostawach, jak sugerował Hodgson, Kanada może być alternatywą dla krajów wykorzystujących surowce energetyczne jako instrument „ekonomicznego przymusu” – oraz współpraca w zakresie surowców krytycznych. W wypowiedziach członków delegacji pojawiały się również nawiązania do technologii małych reaktorów jądrowych BWRX-300 planowanych w Polsce przez spółkę Orlen Synthos Green Energy. Pierwsza taka jednostka powstaje w kanadyjskim Darlington, a inwestorem jest publiczna spółka Ontario Power Generation. Członkowie delegacji sygnalizowali nam jednak, że obecnie to CANDU jest priorytetem eksportowym dla strony kanadyjskiej.

Dżoker w grze o atom numer dwa. Konkurencja zamiast duopolu

– Wejście Kanadyjczyków do gry to pewien „powiew świeżości”, bo przyzwyczailiśmy się już do myślenia, że na tym rynku są głównie Amerykanie i Francuzi (po tym, jak wycofali się Koreańczycy). Już z tego punktu widzenia to dobrze, że się pojawili. Nie mam nic przeciwko ofercie amerykańskiej czy francuskiej, ale szersza konkurencja na pewno nam nie zaszkodzi, zwłaszcza jeśli pochodzi z kraju przyjaźnie nastawionego do Europy – ocenia Adam Rajewski.

Także zdaniem osób z otoczenia projektu jądrowego oferta kanadyjska ma potencjał, żeby mocno namieszać w rywalizacji o atom. O jej „ożywieniu” mówią nawet osoby zbliżone do rywali CANDU.

Nie chodzi tylko o konkurencyjność cenową. Nieoficjalnie mówi się też o atrakcyjnej wstępnej ofercie w zakresie finansowania projektu, którą miał przywieźć do Warszawy Hodgson. W rozmowach z dziennikarzami pojawiły się w tym kontekście wzmianki z jednej strony o wsparciu ze strony agencji kredytów eksportowych (które jednak stanowią „transakcję wiązaną”, bo pożyczki takie są warunkowane udziałem danego kraju w zamówieniach), ale również o zaangażowaniu kanadyjskich funduszy emerytalnych, które dysponują bilionami dolarów kapitału.

Zaletą „nie do przecenienia”, jak przekonuje jeden z naszych rozmówców, jest w przypadku kanadyjskiej technologii brak konieczności wzbogacania uranu. Będąca wyróżnikiem CANDU praca w oparciu o paliwo produkowane z naturalnego uranu oznacza ograniczenie zależności od skupionych w rękach wąskiej grupy koncernów zdolności jego wzbogacania (z Rosatomem jako największym graczem na światowym rynku). Z kolei pod względem wydobycia uranu to właśnie Kanada jest jednym ze światowych potentatów.

Na liście atutów technologii kanadyjskiej są przyzwoite osiągnięcia w zakresie realizacji swoich projektów w założonym terminie i budżecie. Budowy zupełnie nowej jednostki nie prowadzili jednak od lat. Faktem jest jednak, że ostatnie budowy obu CANDU 6 realizowanych w Chinach na przełomie wieków udało się doprowadzić do końca w niecałe 5 lat (od momentu wylania tzw. pierwszego betonu jądrowego – zgodnie z harmonogramem dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej na Pomorzu tak rozumiana budowa ma potrwać 8 lat), a ostatnie lata przyniosły pozytywne doświadczenia związane z – dość głębokimi na tle tych realizowanych w innych technologiach – remontami kanadyjskich jednostek.

Atutem technologii CANDU na tle konkurentów ma też być możliwość wykorzystywania reaktorów do produkcji radioizotopów. – To dodatkowa zaleta CANDU, która pomogłaby Polsce rozwiązać potencjalny problem związany ze starzeniem się naszego jedynego reaktora badawczego, a nawet uczynić z nas ważny ośrodek produkcji tych substancji w Europie. Na pewno stanowi to czynnik wart wzięcia pod uwagę w kategorii „argumentów strategicznych” – komentuje Adam Rajewski.

Postępowanie na atom toczy się nieformalnie. Czy zdąży rozstrzygnąć się przed kolejnymi wyborami?

Zgodnie z projektem zaktualizowanego programu energetyki jądrowej jeszcze w zeszłym roku resort energii powinien był opracować i ogłosić „szczegóły procesu wyboru partnera strategicznego” dla drugiej elektrowni. Do dziś rządowi nie udało się jednak nie tylko zakomunikować parametrów postępowania, ale i zatwierdzić nowej wersji programu, do którego zgłoszono setki uwag. W rezultacie dialog z potencjalnymi partnerami pozostaje na wstępnym etapie, a wiodąca rola w nim spółki PGE Energia Jądrowa (d. PGE PAK Energia Jądrowa), w której 100 proc. udziałów ma od zeszłego roku Polska Grupa Energetyczna, pozostaje niesformalizowana (w rozmowach bierze udział także PEJ, czyli gospodarz projektu na Pomorzu).

Na razie dialog toczył się przede wszystkim właśnie z Kanadą oraz Francją, której koncern EDF oferuje Polsce reaktory EPR o mocy ponad 1,6 GW każdy. Następni w kolejności do podjęcia rozmów są Amerykanie jako „najlepiej znany” stronie polskiej uczestnik postępowania. Niejasne pozostaje stanowisko Koreańczyków, którzy zasygnalizowali w zeszłym roku wycofanie się z rynków europejskich innych niż czeski (u naszych południowych sąsiadów skutecznie rywalizowali o projekt w Dukovanach), w tym z Polski. Wiązano to z porozumieniem zawartym między KHNP a Westinghousem kończącym spór koncernów o własność intelektualną i związane z nią prawa do eksportu technologii APR.

Mimo to, według naszych rozmówców, kwestia ich udziału w postępowaniu polskim nie jest przesądzona w sposób jednoznaczny: KHNP nie wykluczyło przystąpienia do dialogu, jednak z ostateczną decyzją czeka na powołanie nowego prezesa koncernu. Poprzedni, Whang Jooho, został odwołany właśnie w związku z kontrowersjami wokół umowy z Amerykanami zawierającej klauzule dotyczące podziału rynków.

Dwa reaktory CANDU 6 o podniesionym standardzie (EC6) działają w rumuńskiej elektrowni Cernavodă. W planach na najbliższe lata jest tam budowa dwóch kolejnych jednostek. Jak tłumaczą Kanadyjczycy, tworzy to nie tylko potencjał synergii z polskim projektem (i związanych z tym oszczędności), ale również stanowi istotne ułatwienie z punktu widzenia postępowania zezwoleniowego: technologia EC6 dysponuje już licencją na terenie UE. Na liście argumentów, które na rzecz swojej technologii podnosi AtkinsRéalis, jest też m.in. wysoki potencjał „polonizacji” łańcucha dostaw (Kanadyjczycy oferują włączenie polskich firm już do projektu rumuńskiego).