W środę rząd przyjął projekt tzw. ustawy sieciowej (UC84). Główny cel: optymalizacja wykorzystania infrastruktury sieciowej, w tym usprawnienie procesu przyłączenia instalacji OZE do sieci, m.in. dzięki pozbyciu się kolejki projektów, które uzyskały warunki przyłączenia, a nie są realizowane. „Koniec z projektami-zombie blokującymi moce w sieci” – pisał Miłosz Motyka, minister energii w serwisie X. - Reforma odpowiada na postulaty branży energetycznej zgłaszane od lat: skraca czas przyłączeń, porządkuje planowanie rozwoju sieci i pozwala na optymalizację kosztów oraz nakładów inwestycyjnych. Celem nowych przepisów jest odblokowanie niewykorzystywanych warunków przyłączenia i pełniejsze wykorzystanie istniejącej infrastruktury energetycznej - dodał podczas konferencji.

PIGEOR: Ustawa sieciowa nie może podważać zaufania do państwa

Choć uzyskanie warunków przyłączenia do sieci jest wskazywane jako jedno z wąskich gardeł transformacji energetycznej (w 2024 r. operatorzy wydali ponad 7,8 tys. odmów wydania warunków przyłączenia), to część inwestorów protestuje przeciwko pomysłom Ministerstwa Energii. Polegają one bowiem nie tylko na wprowadzeniu kamieni milowych, które musi wykazać inwestor, czy skróceniu ważności warunków przyłączenia do roku, ale także na zwiększeniu istniejących lub dodaniu nowych opłat. Chodzi o podwyższenie kwoty zaliczki na poczet opłaty przyłączeniowej, wprowadzenie bezzwrotnej opłaty za rozpatrzenie wniosku i zabezpieczenie, które przepada, jeśli inwestor nie zrealizuje przyłączenia. Ma to „ograniczyć mechanizmy spekulacyjne”. Tylko że dodatkowe opłaty mają też obowiązywać w stosunku do niektórych sytuacji, w których warunki przyłączenia do sieci zostały już wydane, a umowy przyłączeniowe – podpisane.

- Ustawa, która miała odblokować moce przyłączeniowe, nie może działać wstecz ani podważać zaufania do państwa – bo wtedy zamiast sieci odblokujemy odpływ kapitału, wzrost kosztów energii i realne zahamowanie transformacji energetycznej – mówi DGP Ewa Krasuska, dyrektor generalna Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej. Według niej, w obecnym brzmieniu projekt idzie zdecydowanie dalej niż to konieczne i obejmuje również inwestycje będące realnie w toku, które “działały zgodnie z prawem, poniosły już gigantyczne koszty i podejmowały decyzje finansowe w oparciu o obowiązujące zasady”.

Na problem zwróciło też uwagę Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Wskazało, że dla instalacji o mocy 10 MW kwota, którą wytwórca będzie musiał zapłacić, wyniesie ok. 910 tys. zł, czyli ok. trzykrotnie więcej niż obecnie. Dla instalacji o mocy 251 MW kwota będzie ponad sześciokrotnie wyższa niż przy aktualnych przepisach i wyniesie ponad 18 mln zł. „W przypadku wytwórców rozwijających równolegle wiele projektów, planowany poziom dodatkowych obciążeń będzie bardzo trudny do udźwignięcia. Dotyczy to w szczególności projektów zaawansowanych, których rozwój pochłonął już istotne koszty” – wskazuje MKiŚ. Polskie Sieci Elektroenergetyczne wskazywały jednak, że dla inwestorów, którzy rzeczywiście planują realizację projektu, koszty nie ulegną znaczącej zmianie, bo zaliczka będzie zaliczana na poczet kosztów przyłączenia, a zabezpieczenie nie jest zatrzymywane w przypadku realizacji inwestycji.

Resort energii wskazuje, że wprowadzenie nowych obowiązków dla podmiotów, które rozpoczęły już proces przyłączeniowy jest „konieczne dla realizacji celu projektu, jakim jest odblokowanie mocy przyłączeniowej dla tych inwestycji, których prawdopodobieństwo realizacji jest wysokie”.

Zmiany w projekcie na etapie prac rządowych. "System powinien eliminować projekty spekulacyjne, nie karać rzetelnych inwestorów"

Jak przekazuje nam Ministerstwo Energii, podczas posiedzenia RM w projekcie uwzględnione zostały uwagi MKiŚ, które dotyczyły dodania dodatkowej przesłanki zwrotu zabezpieczenia oraz zmniejszenia o połowę kwoty zabezpieczenia dla niektórych projektów, które otrzymały już warunki przyłączenia lub w stosunku do których zawarto już umowę o przyłączenie do sieci.

Aleksandra Lindner, partner w kancelarii Hewelt Wojnowski Lindner i Wspólnicy, pozytywnie ocenia te propozycje. - Przywrócenie dodatkowej przesłanki zwrotu zabezpieczenia zwiększa symetrię ryzyka – system powinien eliminować projekty spekulacyjne, nie karać rzetelnych inwestorów. Obniżenie zabezpieczenia do połowy kwoty dla projektów objętych przepisami przejściowymi adresuje zarzut nieproporcjonalności retroaktywnych obowiązków finansowych – mówi. Według niej, terminy na wniesienie zabezpieczeń, nawet przy połowie kwoty mogą być obiektywnie trudne do dotrzymania dla mniejszych podmiotów. - Dla mniejszych inwestorów wymóg zamrożenia 30-60 zł/kW w zabezpieczeniach przy zaliczce 60 zł/kW może stanowić barierę nie do przekroczenia. Paradoksalnie ustawa może przyspieszyć konsolidację rynku zamiast zwiększyć konkurencję – zauważa.

Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, pozytywnie ocenia zaproponowane rozwiązania. - Projekt przede wszystkim realizuje swój kluczowy cel, jakim jest odblokowanie mocy przyłączeniowych dla rzetelnych podmiotów oraz inwestycji o wysokim prawdopodobieństwie realizacji, tym samym „czyszcząc” system z tzw. projektów widmo, które od lat blokowały dostęp do sieci i ograniczały rozwój realnych, gotowych do realizacji przedsięwzięć energetycznych – mówi prezes PSEW.

Adam Szłapka, rzecznik rządu, nazwał ustawę „masywną”. Zawiera bowiem szereg innych zapisów, w tym umożliwia zawieranie elastycznych umów przyłączeniowych, upraszcza proces przyłączeniowy oraz zobowiązuje operatorów do publikowania informacji o przepustowości sieci i dostępnych mocach przyłączeniowych.