statystyki

Masowa produkcja dyplomów. Uczelnie robią interes na doktorantach bez stypendium

autor: Konrad Wojciechowski18.11.2016, 07:27; Aktualizacja: 18.11.2016, 09:13
uniwersytet

Z promocji korzystają uczelnie, które robią interes na doktorantach bez stypendiumźródło: ShutterStock

Produkcja magistrów na masową skalę spowodowała, że maturą dla studenta jest doktorat. Ale w kuźni elit też coraz ciaśniej, bo na studia doktoranckie walą tłumy jak do sklepu podczas wyprzedaży. Z promocji korzystają uczelnie, które robią interes na doktorantach bez stypendium.

W akademickiej hierarchii statut doktoranta jest niedookreślony. To już niby nie student niedosypiający z powodu nadmiaru zajęć, kolokwiów i egzaminów, ale jeszcze nie pracownik, który posiada stopień naukowy i znaczący dorobek. Doktorant ma się przyuczać do samodzielnej pracy naukowej, zdawać egzaminy, robić badania, pisać rozprawę, a jednocześnie prowadzić zajęcia ze studentami, za które uczelnia nie zapłaci mu złamanego grosza, bo nie jest jej pracownikiem. Dydaktykę trzeba więc traktować jak trening motywacyjny. A trening – jak wiadomo – czyni mistrza. Choć od doktoranta do profesora droga nieskończenie długa. – Doktorant to ni pies, ni wydra. Wisi na promotorze albo na dziekanie i lepiej, żeby nie podskakiwał. A jeśli podpadnie, czeka go śmierć cywilna. Najgorzej jest na uczelniach artystycznych, których jest mniej, więc wszyscy dziekani dobrze się znają i wystarczy kilka telefonów, by na dobre uziemić człowieka i zablokować mu karierę – słyszę w fundacji Fundusz Pomocy Studentom.

Andrzej postanowił robić doktorat, bo magisterium nie wyczerpuje jego ambicji naukowych. – Kategoria studenta się pauperyzuje. Papier magistra przestał cokolwiek znaczyć – narzeka. Jest humanistą, zna języki, biegle operuje fachową terminologią, co i rusz wplatając do naszej rozmowy elementy łaciny, bynajmniej nie podwórkowej, lecz akademickiej. Znaczy się – intelektualista! Teraz kontynuuje naukę na Uniwersytecie Warszawskim i jest szczęśliwy, że dostaje jakiekolwiek stypendium, bo większość towarzyszy niedoli na roku nie ma i tego, ciesząc się z legitymacji i zniżki na pociąg. W dodatku zawnioskował o środki na badania statutowe i dostał 3 tys. zł, z czego kupił parę książek i sfinansował sobie udział w kilku konferencjach. Wcześniej nie dostał, ponieważ nie wiedział, że może się ubiegać. Studia doktoranckie nazywa metaforycznie terra incognita, czyli nieznanym lądem, który trzeba odkrywać na własną rękę. Ale już stwierdzeniem, że na dużą karierę naukową nie ma szans, Andrzej nie odkrywa Ameryki. U niego na wydziale doktorzy po pięćdziesiątce nie osiągają profesury. A on sam dopiero ledwo przekroczył trzydziestkę. Jeśli więc wytrwa w akademickim znoju, na najważniejszy awans poczeka do spokojnej starości.

Takich jak Andrzej – uczestników studiów trzeciego stopnia – jest na polskich uczelniach ponad 40 tys., z czego nieco ponad trzy czwarte nie płaci za naukę. Liczba doktorantów od początku lat 90. lawinowo rośnie. W 1991 r. doktorat robiło zaledwie 2,7 tys. młodych naukowców, ale w ciągu dziesięciu lat chętnych przybyło aż dziesięciokrotnie! Największy, bo aż 40-proc. przyrost, przypadł na lata 2006–2013. Kłopot w tym, że ta krzywa rosnąca nijak nie pokrywa się z krzywą efektywności doktoranckiej włóczęgi, bo tempo nadawania stopni doktorskich już tak szaleńcze nie jest. W 2014 r. udało się zamknąć niecałe 6 tys. przewodów doktorskich. To dość mizerny bilans, zważywszy na to, że pretendentów do dyplomu jest nadpodaż, a szczęśliwców z dyplomem – przy tej nadprodukcji – wstydliwa mniejszość. Składa się na to kilka czynników.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (26)

  • dqdqdq(2016-11-18 19:20) Zgłoś naruszenie 564

    magistrów naprodukowali, że zdegradowali ten tytuł do zera, wstyd mieć teraz mgr na pieczątce... teraz obecnie produkują doktoraty z byle czego i aby był... ich poziom jest niższy, niż mgrów z lat 70, 80 i nawet 90. Pani ma dr, a z czego? Z nauk o rodzinie!!! buhahahhaha

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • dr(2016-11-19 19:19) Zgłoś naruszenie 203

    Większość znanych mi doktorantów robi to co robi, bo nie ma nic lepszego do roboty. A pasja i chęć do nauki....To już nie te czasy. Doktoranci to zazwyczaj ludzie z przypadku, chociaż zdażają się też wyjątki od tej reguły.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Asystent po doktoracie(2016-11-20 11:09) Zgłoś naruszenie 172

    Na części uczelni wszyscy doktoranci otrzymują stypendium podstawowe, w przypadku którego występuje gradacja stypendium np. podwyżka do 1670 zł przy otwartym przewodzie. Do tego dochodzą możliwe stypendia naukowe, projakościowe oraz stypendia z dotacji KNOW. W sumie może uzbierać się suma jaka asystentowi się nawet nie śniła ;)

    Odpowiedz
  • JajkoCzyKura(2016-11-20 15:19) Zgłoś naruszenie 81

    Jeżeli mgr matematyki nie ma pracy to jest debilem! Tylko jak wtedy skończył tę matematykę...?

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • akademik(2016-11-20 00:21) Zgłoś naruszenie 76

    Na ścisłych też doktoranci to w większości ludzie z przypadku. Co ma zrobić absolwent takiej np. fizyki? Przecież wiadomo, że nie pójdzie do pracy, bo nie umie nic przydatnego dla pracodawców. No to idzie na doktorat i zarabia np. 1500 zł w Warszawie i ledwo zipie

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Klamstwa, Katynskie, Jedwabne, Smolenskie ta sama(2016-11-20 18:09) Zgłoś naruszenie 620

    Mafja zlodzieji i bandytow !!! Tak zwane "prof. belwederskie" to dzisiejsza elyta III RP, PO-PSL-. N i KOD-u , ktora obala Rzad Dobrej Zmiany !!! Totalna opozycja wspolnie z Angela Merkel i UE ! ! !

    Odpowiedz
  • adiunkt(2016-11-24 08:40) Zgłoś naruszenie 55

    Tytuł doktora się też spauperyzował, to nic nie znaczący świstek "za pochodzenie" - pochodzisz, pokopiujesz z internetu, zapłacisz i dostajesz. Jedynym sposobem na przywrócenie rangi doktoratu jest likwidacja tzw. studiów doktoranckich i droga do niego poprzez asystenturę.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Mariana Kozłowska(2016-11-23 11:48) Zgłoś naruszenie 40

    Po przeczytaniu całego artykułu pozwolę sobie na delikatne wyjaśnienie kilku kwestii. Po pierwsze, dużo prawdy "z życia doktoranckiego" można tu znaleźć i się bardzo cieszę, że o tym się mówi, ale wiele spraw jest opisanych ogólnie, co nie uwzględnia do końca tych uczelni, na których system działa trochę lepiej. I nawet nigdzie wzmianki nie ma o tym, że gdzieś jest inaczej! Opisana sytuacja - o "interesie uczelni na doktorantach bez stypendium" - dotyczy wyliczeń, które były do 2014 roku. Obecnie, dzięki akcjom Krajowej Reprezentacji Doktorantów, jest inaczej, lepiej, co, moim zdaniem, powinno być również opisane, bo istanieje od kilku lat. Niestety, dokładnie jest opisana sytucja z przed kilku lat, ale wplątana w stan obecny, co nie jest co końca prawdą. Co więcej, nawet przy starych przelicznikach nie uwzględniono kosztochłonności, która powoduje, że doktoranci na kierunkach ścisłych, mające stypendium, nie są stratą dla uczelni, wręcz odwrotnie! Powoduje to, że doktoranci na takich kierunkach powinni dostawać stypendia i nie jest to ŻADNA strata dla uczelni. Niestety, doktoranci z kierunków humanistycznych, którzy się wypowiadali dla gazety (oprócz Pana Przewodniczącego KRD), mają niski ten współczynnik i nie są "opłacalni" uczelni. Ale, nie ukrywam, że doktorat "ścisłowca" a "humanisty" są różnymi rzeczami i wymagają innego zaangażowania w prowadzenie badań. 1) Co do godzin dydaktycznych, użyte zostało stwierdzenie: "Lepiej zagonić do roboty doktoranta, który i tak w ramach praktyk ma obowiązek odbębnić rocznie jedną trzecią z 240 godzin pensum asystenta. Pańszczyźniany obowiązek". W rzeczywistości jest tak, że doktorant W CIĄGU 4 lat studiów musi poprowadzić lub uczestniczyć w prowadzeniu zajęć w wysokości 70 (50) godzin (zależy od uczelni, ECTS itd.), ale MOŻE poprowadzić max 90 h w roku, ale nie MUSI. To zależy od doktoranta, czy chce, ale nikt nie może mu kazać. Jeżeli ktoś tak robi, to nie jest to wina systemu czy Ministerstwa. 2) "Stypendium podstawowe dostają wybrani". Nie wiem, jak to jest wszędzie, ale jeżeli na wydziale są ludzie uczciwi, to istnieją sprecyzowane przeliczniki osiągnięc doktoranta, na podstawie których są tworzone listy rankingowe. To wydziały podają listę doktorantów *************** do stypendium, które później przyznaje Rektor. Jeżeli na wydziale jest system uznaniowy, to jest zasługa lokalnego samorządu doktorantów, który nie wnioskuje o zmiany. U nas na wydziale (Wydział Biologiczno-Chemiczny UwB) system oceniania doktorantów jest dobry i z pewnością mogę stwierdzić, że stypendia dostają osoby najlepsze! Niestety, w artykule nie napisano, że w ogóle może te stypendium być przyznawane prawdziwym najlepszym, lecz są opisane "tajemnice władz" w wyborze tych najlepszych. 3) "Zasady przyznawania podstawowego stypendium określa rozporządzenie ministra z 2014 r." Niestety nie, bo od 13 kwietnia 2016 obowiązuje inne Rozporządzenie. Owszem, zacytowane fragmenty są takie jak w nowym, ale pokazuje to dokładność poszukiwań przeprowadzonych przez media. 4) "Andrzej, który robi doktorat, ma średnią 5,0 i wierzy, że mi.in. dlatego dostaje comiesięczny bonus, mimo, że ustawodawca - w przypadku doktorantów drugiego roku i starszych - milczy w kwestii uwzględniania ocen wpisywanych do indeksu." Szanowny Panie Dziennikarzu, zgodnie z zacytowanym wyżej Rozporządzeniem, o którym Pan pisze, średnia z ocen nie jest wliczana do stypendium podstawowego! Ustawodawca to reguluje!!! Zmieniło się to w październiku 2014 roku. 5) "...do doktoranta stypendysty trzeba tylko dokładać". Jest to nieprawdziwe stwierdzenie w przypadku nauk ścisłych, techniczych itd. Szczegóły w artykule Prof. Cieślińskiego: http://n.czasopisma.pan.pl/images/data/n/wydania/No_1_2016/09_Nauka_1-2016.pdf

    Odpowiedz
  • PRL(2016-11-26 14:12) Zgłoś naruszenie 34

    MNOŻĄ SIĘ JAK KRÓLIKI W AUSTRALII

    Odpowiedz
  • MM(2016-11-21 10:37) Zgłoś naruszenie 37

    Studia doktoranckie powinny być właśnie z tego powodu zlikwidowane, to marnowanie pieniędzy podatnika, bo przecież i tak większość tych studentów , studiów nie kończy, a ci co uzyskują dyplom nie mają szans na zostanie na uczelni! Miejsca już bowiem są obsadzone, a instytuty poza uczelniami i tak wszystkich nie mogą zatrudnić!

    Odpowiedz
  • gitek(2016-11-27 17:05) Zgłoś naruszenie 10

    A ile wyprodukowano tzw kontraktowych naczelników i ich zastepców w PKP. S.A.

    Odpowiedz
  • joanna(2017-02-02 23:07) Zgłoś naruszenie 10

    Jak ktoś ma pieniądze to przecież nie będzie tracić czasu na pisanie doktoratu , tylko płaci i ma.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • buchalter(2016-11-26 14:59) Zgłoś naruszenie 00

    Wlasciwie cale zycie mozna liczyc opierajac sie na zasadzie:mniej..wiecej,z zastrzezeniem odnosnie tego ostatniego*dla mnie.

    Odpowiedz
  • Polok(2018-09-09 12:00) Zgłoś naruszenie 00

    Poloki to bydloki

    Odpowiedz
  • Doktorant(2018-03-29 23:24) Zgłoś naruszenie 00

    Dlaczego więcej osób zaczyna studia doktoranckie niż je kończy? W mojej dziedzinie (medycyna, biologia medyczna, biologia molekularna) na studia doktoranckie przyjmowane są osoby, którym nie zapewnia się odpowiednich warunków do pracy. Na wykonanie projektu potrzeba ok. 150-300 tys. Jeśli promotor nie ma grantu a występuje o doktoranta żeby robił za sekretarkę to taka osoba nie ma szans na jakiekolwiek wyniki, żeby się obronić. Bez pieniędzy nie da się w tej dziedzinie uzyskać odpowiedniej ilości wyników do napisania rozprawy doktorskiej. Ponadto jeśli osoba pokaże że jest zdolna, pracowita i kreatywna to ma jeszcze więcej problemów bo wówczas promotor najczęściej utrudnia jej ukończenie doktoratu, aby nadal dla niego pracowała. Po obronie doktoratu Instytut w Warszawie oferuje na rok pracę na stanowisku specjalisty inżynieryjno-technicznego z pensją netto 1600zł. Czy dziwicie się że ludzie nie chcą robić doktoratu? Jest to bardzo ciężka praca po 10-12h dziennie, do laboratorium hodowli komórek często trzeba przychodzić także w weekendy. Nawet po powrocie do domu człowiek myśli dalej o pracy. Bo jedno zaniedbanie może zniszczyć trwający kilka miesięcy eksperyment i trzeba będzie rozpoczynać od nowa! Niestety studenci nie wiedzą że tak wygląda sytuacja aż nie spróbują.... Dodatkowo badania do doktoratu przeciągają się i trwa to nawet 7-8lat bez żadnych perspektyw na pracę w Instytucie czy na Uczelni. To naprawdę nie ma sensu. Obecnie całą pracę w grantach (oczywiście przeważnie bezpłatnie) wykonują doktoranci plus pracę techniczne dla całego laboratorium, sprawozdania, plakaty, publikacje, wykłady, prezentacje w dużej mierze przygotowują doktoranci. Nie ma czasu na życie ani na założenie rodziny. Mało tego nie ma czasu na badania do doktoratu!

    Odpowiedz
  • Doktorant(2018-03-29 23:33) Zgłoś naruszenie 00

    Faktycznie studia doktoranckie nie mają sensu pod katem organizacyjnym. Na przykład osoba zajmuje się innowacyjnym tematem ale w Polsce tylko 3 laboratoria prowadzą w tym temacie badania. Jeśli osoba ta nie znajdzie pracy w tych 3 laboratoriach to w tym momencie przestaje się rozwijać w danym temacie. Zmiana tematyki jest czasem wskazana ale po 15 latach można pracować w 5 różnych miejscach i zajmować się: modyfikacją genetyczną Danio pręgowanego, biogenezą mitochondriów u fasoli, wirusem Zika, bakteriami mlekowymi i produkcją piwa itp. Jak jesteś od wszystkiego to jesteś do niczego.... Doktorat przez asystenturę był jednak lepszym rozwiązaniem i wówczas była gwarancja i sens rozwoju w danym temacie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane