- W ostatnich dwóch dekadach doszło do zmiany obyczajów - niechodzenie do szkoły przestało być powodem do wstydu - mówi DGP dr Iga Kazimierczyk, prezeska fundacji „Przestrzeń dla Edukacji”, badaczka oświaty związana z Uczelnią Korczaka.
Powody nieobecności na lekcjach bywają różne, jednak uczniowie najczęściej opuszczają zajęcia w czerwcu, gdy oceny są już wystawione i zajęcia mają luźniejszy charakter, w dniach wokół egzaminów ósmoklasistów i we wrześniu, gdy szkoła dopiero się rozkręca.- Rodzice sami planują urlopy w roku szkolnym, co stało się społecznie akceptowalne. To nie dzieci, a rodzice odpowiadają za rosnącą skalę nieobecności - zaznacza.
Absencja uczniów. Recepta MEN na walkę z niską frekwencją w szkole
Ministerstwo Edukacji Narodowej problem frekwencji w szkole widzi i postanowiło go rozwiązać za pomocą zmian w prawie oświatowym. Chce, żeby niespełnianie obowiązku szkolnego było rozumiane jako nieusprawiedliwiona nieobecność przez co najmniej 50 proc. dni w miesiącu lub 25 proc. dni w całym roku szkolnym.
„Aktualny próg pozwala być nieobecnym w co drugi dzień zajęć szkolnych. Jest to zdecydowanie zbyt dużo, ponieważ częste nieobecności ucznia sprawiają, że nie nadąża on z przerabianym materiałem, w konsekwencji czego w jego wiedzy oraz umiejętnościach narastają luki, które w dalszych latach edukacji mogą być trudne do uzupełnienia” - czytamy w uzasadnieniu projektu MEN. Zdaniem nauczycieli taka regulacja nie rozwiąże sprawy.
- To nie dotyka sedna problemu - mówi DGP Judyta Rudnicka, nauczycielka z Warszawy. Bo problemem nie są wagary, o których rodzice nie wiedzą, tylko nieobecności, na które dają przyzwolenie swoim dzieciom.
MEN wskazało w projektowanych przepisach, że rodzice lub pełnoletni uczeń będą podawali powód usprawiedliwianej nieobecności, a decyzja o jego akceptacji miałaby pozostawać w gestii nauczyciela. Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer wskazuje, że wymóg będzie "dodatkowym wsparciem dla nauczycieli". - Chodzi o to, by rodzice składali te oświadczenia o powodzie nieobecności w sposób świadomy. Obecnie często, nie zwracając nawet uwagi, którego dnia faktycznie nie było w szkole, czy dotyczy to pojedynczych lekcji, po prostu klikają w dzienniku elektronicznym - wyjaśnia.
Martwe przepisy nie poradzą sobie z wagarami
Z punktu widzenia nauczycieli takie regulacje to nie pomoc, tylko dodatkowe obciążenie. Nauczyciel nie ma żadnych możliwości podważenia usprawiedliwień rodziców, nawet jeśli mogą się one wydawać bezpodstawne czy błahe. Nie mówiąc o tym, że w żaden sposób nie są w stanie zweryfikować ich prawdziwości. Jeśli faktycznie miałoby się coś zmienić, powinien powstać dokładny wykaz usprawiedliwionych powodów nieobecności. Ale to tylko jeszcze bardziej skomplikowałoby przepisy.
Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO), podkreśla, że dyrektorzy nie postulowali zmian w zakresie frekwencji m.in. "z powodów praktycznych". Tłumaczy, że oświata mierzy się z dużo poważniejszymi wyzwaniami - brakami kadrowymi, niejasnymi zasadami dotyczącymi kwalifikacji nauczycieli, przeciążeniem biurokracją, niedofinansowaniem systemu itd.
- To właśnie te kwestie wpływają na samopoczucie uczniów w szkole, a w konsekwencji również na ich motywację do uczestniczenia w zajęciach - zaznacza.- Wielu rodziców bagatelizuje spóźnienia, które stały się dziś plagą i dezorganizują pracę całej klasy. To poważna bolączka, która naprawdę czeka na rozwiązanie - zaznacza.
Szef OSKKO mówi, że przed opracowaniem nowych przepisów zabrakło rozmów z doświadczonymi praktykami. - Zwrócono się do nas, gdy projekt ustawy był już gotowy, by w konsultacjach zapytać jedynie o opinię. Skutek? Jeśli regulacje wejdą w życie, będą martwym prawem - wskazuje.
- To tworzy jedynie nową fikcję i pokazuje brak znajomości praktyki szkolnej - być może projektodawcy mieli dobre intencje, ale nie uwzględnili realiów pracy nauczycieli - dodaje.
Jak inne kraje rozliczają z obecności w szkole?
Dr Kazimierczyk zaznacza, że dowolność, jaka obecnie panuje w kwestii uczęszczania lub nieuczęszczania dziecka do szkoły, jest „czymś niespotykanym w skali europejskiej”. Z opinią zgadza się Pleśniar. - Aby skutecznie egzekwować przepisy, potrzebne byłyby systemy znane z Niemiec czy Francji, gdzie dzieci nie mogą swobodnie opuszczać szkoły, a kontrolę wspiera nawet policja. W Polsce społeczeństwo nie jest na to gotowe, a rygorystyczne podejście nie odpowiada realiom funkcjonowania placówek oświatowych - zaznacza. Dr Kazimierczyk zauważa, że proponowane regulacje mogą postawić belfrów w trudnej sytuacji.
- Na wywiadówkach rodzice mogą oznajmić: „Proszę usprawiedliwić nieobecność, nie mam obowiązku podawać podstawy”. „Co pani z tą informacją zrobi? To moja sprawa, moje dziecko, moja odpowiedzialność”. I faktycznie. Zgodnie z art. 47 Konstytucji „każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”.- Prawo, które nie daje możliwości egzekucji, jest martwe –mówi dr Kazimierczyk.
- Wszystkie ustawy podlegają również analizie m.in. Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Rodzice w Polsce mają prawo usprawiedliwiać nieobecności swoich dzieci, zwłaszcza że w Polsce nie ma formalnych zwolnień lekarskich wystawianych dla szkoły przez lekarzy, L4 dotyczy tylko osób pracujących. Jednak realizacja obowiązku szkolnego przez dzieci to odpowiedzialność rodziców. Nikt tego nie zmienia – broni Lubnauer.