Ustawę o systemie oświaty trzeba napisać od nowa, nie nowelizować. Może się uda prześledzić, na co idą pieniądze.
Rosną wydatki na oświatę. Jednak pieniądze nie zawsze są wydawane zgodnie z przeznaczeniem. Zdaniem Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych winne są przepisy.
Samorządy nie oszczędzają na oświacie. Z najnowszego sprawozdania Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych wynika, że w ubiegłym roku największe wydatki ogółem gminy poniosły w działach oświata i wychowanie oraz edukacyjna opieka wychowawcza – na ten cel przeznaczyły aż 30,2 proc. budżetu (średnio na jednego mieszkańca wydały 1261 zł – wzrost w stosunku do 2014 r. o 3,2 proc.). Dla porównania na transport i łączności wydały 16,5 proc. budżetu, pomoc społecznej 12,6 proc., a na administrację publiczną 9,1 proc.
Reklama
Najwięcej dla edukacji
– Raport potwierdza, że samorządy nie zmniejszają wydatków na oświatę, nawet gdy maleje liczba uczniów. Z pewnością trochę do tego zmuszają nas przepisy, jak np. te dotyczące limitu klas I–III i na świetlicach, w których nie może przypadać na jednego nauczyciela więcej niż 25 uczniów – przyznaje Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Reklama
Rosną wydatki na oświatę przy malejącej liczbie uczniów / Dziennik Gazeta Prawna
Podkreśla, że wzrost wydatków na oświatę jest związany z wyższą subwencją z budżetu państwa, to własnych środków na szkoły nie żałują także gminy. Jednak związki oświatowe zwracają uwagę, że bynajmniej nie wszystkim jednostkom w tym samym stopniu zależy na utrzymaniu wysokiego poziomu nauczania. – Około 10 proc. gmin nie wydaje całej kwoty subwencji. Część z nich jest po prostu w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jednak są i takie, które celowo oszczędzają na oświacie. Dlatego złożyliśmy w Sejmie obywatelski projekt ustawy, aby wynagrodzenia pracowników oświaty były finansowane w formie dotacji, a nie subwencji oświatowej – przekonuje Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Tłumaczy, że ta inicjatywa ma nie tylko zmusić samorządy do wydawania budżetowych pieniędzy zgodnie z celem, na jaki są przyznawane, lecz także wymusi na rządzie rzetelną wycenę wydatków na oświatę.
Zracjonalizować koszty
Nie wszyscy samorządowcy opowiadają się za tym, aby zabrać im subwencje i przyznać dotację, nawet gdyby była ona znacznie wyższa. Temu rozwiązaniu sprzeciwia się również Anna Zalewska, szefowa MEN, która podkreśla, że zamiana subwencji na dotację spowoduje, że niektóre jednostki nie mogłyby zaciągać kredytów. Powód? Dotacji w odróżnieniu od subwencji nie wlicza się do dochodu jednostki samorządowej.
Zarówno po stronie MEN, jak i samorządu jest jednak zgoda na tzw. standaryzację w edukacji.
– Jest ona konieczna, bo obecnie nikt tak naprawdę nie wie, czy pieniędzy w oświacie jest za mało, czy też za dużo – stwierdza Marek Olszewski. Przy czym podkreśla, że samorządy równocześnie będą się domagać zracjonalizowania wydatków na prowadzenie placówek oświatowych przez zmianę m.in. Karty nauczyciela i zlikwidowanie niemotywujących dodatków.
Niejasne przepisy
Tymczasem Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych wnioskuje w raporcie o rezygnację z kolejnych nowelizacji obowiązującej ustawy o systemie oświaty. Jej zdaniem rząd zamiast modyfikować obowiązujące przepisy, powinien przygotować nową ustawę. Rada wnosi m.in. o uregulowanie zasad udzielania dotacji podmiotom publicznym i niepublicznym na zadania oświatowe – stają się coraz mniej czytelne. Dodaje, że wpływa to na jakość podejmowanych przez jednostki samorządu terytorialnego uchwał i liczbę rozstrzygnięć nadzorczych regionalnych izb obrachunkowych w tym zakresie.
Co więcej, w obecnie obowiązujących przepisach brak jest definicji wynagrodzenia osoby fizycznej prowadzącej szkołę czy przedszkole. Ponadto w ustawie nie wskazano, według jakich zasad i przez jaki podmiot powinno być ono ustalone. W efekcie prowadzi to do „rozliczania z dotacji oświatowych wynagrodzeń tych osób w kwotach wielokrotnie przekraczających wynagrodzenia kierowników gminnych jednostek oświatowych, co stoi w rażącej sprzeczności z zasadą oszczędnego i celowego gospodarowania środkami publicznymi”.
O konieczności zmiany przepisów w tym zakresie mówią także samorządowcy. – Teoretycznie pensja dyrektora prywatnego przedszkola lub szkoły może wynieść 100 proc. przyznanej dotacji z gminy i wszystko będzie zgodnie z przepisami – tłumaczy Tadeusz Kołacz, zastępca burmistrza Chrzanowa.
Jak do tej pory żaden z rządów nie zajął się problemem rozliczania dotacji z prywatnymi placówkami oświatowymi. – Co roku wskazujemy na konieczność zmian w przepisach. Niestety, nie wszystkie nasze postulaty są brane pod uwagę – ubolewa Lucyna Hanus, zastępca przewodniczącego Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych. Dodaje jednak, że także gminy mają nieczyste sumienie. – Nasze kontrole potwierdziły, że samorządy dotacje dla niepublicznych podmiotów naliczają niezgodnie z przepisami – stwierdza Lucyna Hanus.