statystyki

Zawodówki zależne od rynku pracy. Samorządy przestrzegaja przed cięciem subwencji

autor: Urszula Mirowska-Łoskot30.06.2016, 07:50; Aktualizacja: 30.06.2016, 12:13
Student

Eksperci, samorządy i szkoły mają wiele wątpliwości.źródło: ShutterStock

Finansowanie kształcenia zawodowego będzie uzależnione od rynku pracy. Szkoły uczące w zawodach, których pracodawcy nie potrzebują, dostaną mniej pieniędzy. Taką propozycję zmiany zasad naliczania subwencji oświatowej ma Ministerstwo Edukacji Narodowej. – Nie może być tak, że osoba, która kończy szkołę zawodową, nie może znaleźć pracy w Polsce i musi szukać jej za granicą. Musimy kształcić w takich zawodach, jakich potrzebują regionalni pracodawcy – przekonywała Anna Zalewska, minister edukacji narodowej. Aby to się udało, konieczna będzie diagnoza zapotrzebowania pracodawców. Tym mają się zająć wojewódzkie urzędy pracy.

Eksperci, samorządy i szkoły mają jednak wiele wątpliwości do tej propozycji.

Niepewne dane

– Ogólnie pomysł, żeby szkoły zawodowe kształciły w takich profesjach, jakich potrzebuje rynek, jest słuszny. Ale jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach – mówi Marek Wójcik ze Związków Powiatów Polskich.

Samorządowcy są zaniepokojeni, ponieważ nie mają pewności, kto ostatecznie zdecyduje, jakie zawody są deficytowe, a które nadwyżkowe, czyli za kształcenie których budżet zapłaci im więcej. – Jeżeli miałby tym sterować centralnie ktoś z Warszawy albo kurator, to jesteśmy przeciwni temu rozwiązaniu. To lokalny samorząd odpowiada za to, w jakich profesjach kształcą szkoły. To on współpracuje z pracodawcami, przyjmuje strategię rozwoju, wie np., jakie firmy mają powstać czy jakie branże będą się rozwijać w powiecie. Dlatego będziemy się dobijali o autonomię, bo to my bierzemy odpowiedzialność za politykę oświatową – podkreśla Wójcik.

Podobne obawy ma Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Trudno odnieść się do propozycji MEN, ponieważ nie znamy obliczeń ani symulacji proponowanego rozwiązania. Co gorsza, obawiam się, że nie przeprowadził jej również rząd, zanim zaproponował wprowadzenie takiej zmiany – mówi Pleśniar.

Eksperci uważają też, że dane, na których podstawie będzie bazował budżet przy określaniu dotacji, mogą się okazać chybione i w efekcie przyniosą więcej szkód niż pożytku. Obecnie urzędy pracy mogą jedynie wskazać, w jakich zawodach jest najwięcej bezrobotnych (czyli jakie profesje są nadwyżkowe), a także w jakich najtrudniej pracodawcom znaleźć pracowników (deficytowe).


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane