W ubiegłym roku szkoły nagminnie pobierały od rodziców około 20 zł za zdalny wgląd do elektronicznych dzienników. Wtedy Joanna Kluzik-Rostkowska na łamach DGP zapowiedziała, że doprecyzuje przepisy w tym zakresie, tak aby nie było wątpliwości, że rodzice są zwolnieni z tego obowiązku. Słowa dotrzymała – 1 września weszły w życie przepisy, które definitywnie rozwiązują ten problem. Koszty tych zmian poniosły samorządy.

Za darmo

Placówki, które wprowadzały elektroniczne dzienniki, od początku miały obowiązek umożliwienia rodzicom bezpłatnego wglądu do niego w zakresie dotyczącym ich dzieci. Tak wynika z par. 22 ust. 3 pkt 5 rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 29 sierpnia 2014 r. w sprawie sposobu prowadzenia przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki dokumentacji przebiegu nauczania, działalności wychowawczej i opiekuńczej oraz rodzajów tej dokumentacji (Dz.U. poz. 1170 ze zm.). Niestety, opiekunowie na zebraniach byli informowani, że bezpłatny dostęp do e-dziennika mają wyłącznie na terenie szkoły, a jeśli chcą sprawdzać oceny i frekwencję swoich dzieci np. z domu, to muszą płacić.

E-dziennik zamiast papierowego

E-dziennik zamiast papierowego

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ze względu na skargi opiekunów resort znowelizował art. 5g ustawy z 20 lutego 2015 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 357). Zgodnie z nowymi przepisami placówki publiczne w ogóle nie mogą pobierać opłat za zdalne udostępnianie elektronicznie informacji o uczniach i przedszkolakach. – Od tej pory nie ma już żadnych skarg w tym zakresie – informuje Joanna Dębek, rzecznik prasowy MEN.

Nowe regulacje przyniosły zamierzony efekt. W Gimnazjum nr 94 w Warszawie zaprzestano pobierać opłaty. Podobnie postąpiły szkoły na terenie Legionowa.

– Nowelizacja przepisów jednoznacznie przesądziła, że od rodziców nie pobiera się już opłat za zdalny dostęp do e-dziennika. Niestety, koszty placówek edukacyjnych zwiększyły się średnio o kilka tysięcy, co obciążyło dodatkowo budżet samorządu – zauważa Marcin Kempka, prezes firmy Librus, dostawcy e-dzienników.

Zauważa, że tylko nieliczne szkoły zaczęły wycofywać się z prowadzenia e-dziennika. – Na około 3,5 tys. obsługiwanych przez nas szkół 95 proc. z nich wciąż pozostało naszymi klientami – dodaje.

Dają gminy

Firm nie interesuje to, jak szkoły pozyskują pieniądze na prowadzenie e-dzienników. Większość placówek o dodatkowe pieniądze zwróciła się do gmin. Są jednak i takie, które pozyskują środki z wynajmu pomieszczeń lub są nieformalnie wspierane z pieniędzy rady rodziców. Samorządy nie widzą w tym nic złego. – Dyrektorzy szkół mają własne budżety i w ramach posiadanych środków mogą z nich przekazać pieniądze na zakup programu – stwierdza Anna Łasińska, naczelnik wydziału edukacji i sportu w Urzędzie Miasta w Legionowie.

Burmistrzowie twierdzą jednak, że uszczelnienie przepisów przez resort powinno się wiązać z przekazaniem dodatkowych pieniędzy z budżetu państwa.

– Ministerstwo wprowadziło zakaz wnoszenia opłat za e-dzienniki, ale już nie zadbało o jego skutki finansowe – oburza się Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Ubezpieczenia z gadżetami

Kwestia opłat za e-dziennik została wyjaśniona, ale rodzice do tej pory są namawiani przez dyrektorów szkół i placówek do wnoszenia składek na ubezpieczenie wypadkowe, które są nieobowiązkowe. W tym przypadku spore emocje budzą gadżety, które za pośrednictwem szkoły czy przedszkola są przekazywane maluchom.

– Jeśli nie zapłacę, to moje dziecko będzie źle się czuło, bo przedszkolaki co roku otrzymują od firmy ubezpieczeniowej odblaski i zestaw do pokolorowania – informuje ojciec sześciolatka z warszawskiego przedszkola. – To skandal, że placówki uczestniczą w promocji firm – dodaje.

Resort edukacji przyznaje, że tego typu akcje nie powinny mieć miejsca. – Dyrektorzy nie mogą pozwalać, aby przy okazji ubezpieczenia dzieci prowadzone były działania marketingowe w postaci wręczania gadżetów z logo firmy – mówi DGP Joanna Berdzik, wiceminister edukacji narodowej.