statystyki

Szkoła jest niedopasowana do współczesnych uczniów?

autor: Anna Wittenberg30.11.2014, 09:00; Aktualizacja: 30.11.2014, 09:23
Nastolatki często nie wiedzą, co jest prawdziwe, a co wirtualne

Nastolatki często nie wiedzą, co jest prawdziwe, a co wirtualneźródło: ShutterStock

Wysłać snapa, zalajkować na Facebooku, sprawdzić, co na demotach, wygooglować streszczenie lektury. Znów wysłać snapa. Zapytać na asku. Odpisać na messengerze. Przeciętny nastolatek spędza przed komputerem trzy do czterech godzin dziennie. Tak naprawdę do sieci jest podłączony dużo dłużej – większość z nich nieustannie korzysta ze smartfonów, z których można obsłużyć wszystkie potrzebne do życia aplikacje. Nastolatki w sieci są pewne siebie, sprawiają wrażenie zdecydowanie bardziej biegłych niż ich rodzice. To one dyktują, jak będzie urządzony cyfrowy świat – do ich preferencji dopasowują się strony informacyjne, portale społecznościowe, a nawet witryny banków.

Pewność siebie nie wytrzymuje jednak konfrontacji z badaniami. Okazuje się, że młodzi umieją mniej, niż im się wydaje, a jako przewodników wciąż potrzebują starszych. To po ich stronie jest teraz piłka. Będą potrafili mądrze pokierować ich predyspozycjami, czy zamkną oczy, udając, że problemu nie ma?

Cyfrowi tubylcy

„To niesamowite, jak w rozmowie o upadku amerykańskiej edukacji ignorujemy najważniejszą z jego przyczyn. Nasi uczniowie radykalnie się zmienili. Dzisiaj to zupełnie inne osoby niż te, dla których kształcenia nasz system został zaprojektowany” – zaczął swoją pracę o cyfrowych tubylcach i cyfrowych imigrantach socjolog Marc Prensky. Tubylcy to oczywiście młodzież, która wyrosła, oglądając telewizję i grając w gry wideo. Imigranci to dorośli – ich rodzice i nauczyciele, którzy nie urodzili się w cyfrowym świecie, ale do niego aspirują. Dwie strony barykady, które do końca miały nigdy się nie zrozumieć – tubylec zawsze pozostanie o krok przed imigrantem.

Prensky w swojej pracy już w 2001 r. zauważał różnice między sposobem, w jaki uczą się amerykańskie nastolatki, a tym, jak chcą ich uczyć amerykańscy nauczyciele. „Cyfrowi tubylcy przywykli do otrzymywania bardzo szybkiej informacji. Lubią podejmować działania równolegle, są wielozadaniowi. Przedkładają grafikę nad tekst. Chcą mieć swobodny dostęp do treści. Funkcjonują najlepiej, kiedy są połączeni. Chcą dostawać częste nagrody. Wolą gry od poważnej pracy” – napisał i wyjaśnił, że to nie powinno dziwić. „Nasze dzieci zostały zsocjalizowane w zupełnie inny sposób niż my. Liczby są porażające – 10 tys. godzin gier wideo, 200 tys. odebranych e-maili, 10 tys. godzin rozmów telefonicznych, 20 tys. godzin oglądania telewizji (duża część spędzona na MTV), ponad 500 tys. obejrzanych reklam, a to wszystko zanim dziecko opuści uniwersytet. Do tego może 5 tys. godzin czytania” – wyliczył.

Zdaniem socjologa to wszystko nie pozostało bez wpływu na mózgi młodych ludzi. Prensky posłużył się przykładem 5-latków oglądających „Ulicę Sezamkową” w pokoju pełnym zabawek i w pomieszczeniu zupełnie ich pozbawionym. Pierwsza grupa dzieci poświęcała na śledzenie programu około 47 proc. swojej uwagi, resztę skupiając na zabawkach. Druga poświęciła na przygody Elmo i Wielkiego Ptaka 87 proc. Kiedy jednak przetestowano, ile dzieci zrozumiały z właśnie obejrzanego programu, okazało się, że obie grupy były na tym samym poziomie. Dzieci, które miały do dyspozycji zabawki, skupiały swoją uwagę na telewizji w najważniejszych momentach. Pozwoliło im to wyciągnąć z programu maksimum informacji. Zrozumienie nie wzrastało, kiedy poświęcały mu więcej uwagi.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • aaaa(2014-11-30 09:53) Zgłoś naruszenie 00

    po 3 latach pracy w szkole boli mnie serce, imponują mi koleżanki z dłuższym stażem ; czy to wina systemu czy moja

    Odpowiedz
  • gtsbese(2014-11-30 12:17) Zgłoś naruszenie 00

    A może to jednak hodowane bezmyślnie dzieci, podrzucane różnym instytucjom do zajęcia się, są niedostosowane do edukowania? Najwyższa pora zacząć patrzeć na ręce rodzicom i co oni robią, że te dzieci są jakieś bardziej "felerne" niż w poprzednich pokoleniach.

    Odpowiedz
  • filologini(2014-11-30 18:19) Zgłoś naruszenie 00

    Kosmiczne bzdury. Dziwne, że ucząc od 30 lat, stosuje technologie cyfrowe odkąd pojawił się komputer i Internet. Nie należę do wyjątków. Problemy z edukacją leżą zupełnie gdzie indziej. Mityczna wielozadaniowość młodych pokoleń objawia się brakiem umiejętności dłuższej koncentracji, analizowania i wnioskowania. Kuleje dyscyplina, która jest niezbędna w nauczaniu grupowym. Wreszcie, obecność sprawowanej przez polityków-ignorantów aroganckiej strategii w decyzjach dotyczących systemu oświaty prowadzi do nędzy edukacyjnej. 'Wszechwiedzący' politycy, 'znający się na wszystkim' i na niczym skupiają się na manipulacjach zamiast współpracować ze środowiskiem oświatowym. Rząd nie inwestuje w oświatę publiczną wspierając równocześnie biznesy edukacyjne, które nie są przeznaczone dla plebsu, choć to on płaci podatki.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane