W polskich warunkach realny jest wariant, w którym urzędnik zostaje pociągnięty do odpowiedzialności za nierzetelne gospodarowanie pieniędzmi publicznymi. Na tym tle odpowiedzialność polityka, który decyduje o strategicznej reformie – w tym wypadku edukacji – jest minimalna.
Kontrola NIK wykazała błędy we wprowadzonych zmianach. Wskazała również, kto jest za to odpowiedzialny – MEN (resort w wydanym wczoraj oświadczeniu zapewniał, że zarzuty są bezzasadne). Kontrolerzy piszą bez ogródek, że ministerstwo nie dysponowało „pełnymi i rzetelnymi” informacjami na temat m.in. kosztów reformy, stanu przekształcenia lub likwidacji gimnazjów czy możliwości przyjęcia do szkół podwójnego rocznika.
Co w tym nowego i co to zmienia? Moim zdaniem bardzo wiele. Po raz pierwszy można bowiem poruszyć wątek odpowiedzialności. O błędach reformy mówi kontrolny organ państwa, a nie opozycja czy media.