statystyki

Czy naprawdę dyrektor przedszkola może poszaleć [POLEMIKA]

autor: Robert Kamionowski29.01.2018, 20:00
Przedszkole

Dofinansowania w postaci dotacji oświatowych dla szkół i przedszkoli niepublicznych stanowią przeważającą część ich finansowania.źródło: ShutterStock

Opublikowany w Gazecie Prawnej w dniu 24 stycznia 2018 r. artykuł pt. „Dyrektorzy obchodzą przepisy, które miały ograniczyć ich pensje” w swojej wymowie może sugerować, iż prowadzący niepubliczne i publiczne szkoły i przedszkola w większości są kombinatorami czy wprost oszustami. Pokazane zaś w nim „sztuczki” mają obrazować, w jaki sposób celowo obchodzone są przepisy, by jak najwięcej z samorządowej kasy trafiło do rąk prywatnych właścicieli. To nie jest zasada, a raczej wyjątek od reguły.

Dofinansowania w postaci dotacji oświatowych dla szkół i przedszkoli niepublicznych stanowią przeważającą część ich finansowania. Znam w praktyce dziesiątki placówek przedszkolnych, które za opiekę albo nie pobierają żadnych opłat od rodziców, albo są to znikome kwoty (które nawet razem z dotacją nie zbliżają się w żaden sposób do poziomu 1000 zł czesnego, który tak chętnie był przywoływany przez panią minister edukacji narodowej, choćby w Sejmie przy procedowaniu ustawy). Przedszkola te żyją z dotacji wynoszącej 75 proc. kosztów, które ich gmina bądź najbliższa przeznacza na swoje przedszkola. A te dotacje to często kwoty poniżej 400 zł miesięcznie na ucznia.

Czy za to naprawdę można poszaleć? Rzeczywistość jest taka, że dotacje wystarczają, czasem z trudem, na wynagrodzenia zatrudnionych nauczycieli i może na wynajem lokalu. A gdzie wszystkie zakupy, pomoce dydaktyczne, wyjścia do teatru czy zajęcia dodatkowe dla dzieci? To muszą już finansować bezpośrednio i wyłącznie rodzice. Na wynagrodzenie właściciela naprawdę niewiele już zostaje, wielu może tylko pomarzyć o 7,6 tys. zł miesięcznie. Tak wygląda rzeczywistość przedszkoli w Polsce. Może nie w wielkich miastach, ale niemal wszędzie poza nimi.

Truizmem i wręcz banałem jest powtarzanie, że samorządy od lat oszukują właścicieli, zaniżając im należne dotacje. Stąd wysyp spraw sądowych, przed którymi ministerstwo tak broni samorządowców. Ale gdyby MEN raczej zajęło się kontrolą, czy samorządy dobrze wyliczają dotacje, zamiast bronić ich przed słusznymi roszczeniami placówek, byłoby to na pewno z większym pożytkiem przede wszystkich dla uczniów i dzieci. Trochę to przypomina filozofię Kalego. Z jednej strony piętnujemy, a z drugiej bronimy oszustów. Bo nasi.

A jak się dzieje w przedszkolach publicznych, prowadzonych przez osoby fizyczne i prawne, oraz tzw. konkursowych? W zamian za 100 proc. dotacji nie pobierają żadnych opłat, poza wyżywieniem i tą symboliczną złotówką za dodatkową godzinę opieki. Z tego muszą sfinansować wszystko. A gdyby okazało się, że jakiś wydatek nie mieści się, zdaniem kontrolujących urzędników, w dozwolonych, to pokrywają z własnej kieszeni. MEN bardzo dla siebie (i samorządów) wygodnie przerzuca w istocie całą odpowiedzialność i ciężar finansowy na barki właścicieli, mówiąc, że skoro prowadzą taką zarobkową działalność, to powinni być traktowani jak inni przedsiębiorcy, z ryzykiem stąd wynikającym. Otóż nie! Przede wszystkim prowadzenie szkół i przedszkoli, zgodnie z poprzednią i obecną ustawą (Prawo oświatowe), działalnością gospodarczą nie jest. Więc nie jest też prowadzona na takich zasadach, jak robią to przedsiębiorcy. Państwo i samorządy nadal zdają się nie rozumieć tego faktu. Co więcej, nie rozumieją tego także sądy administracyjne. Tak więc pytam się pani minister: z jakich środków osoba prowadząca publiczne przedszkole w swoim budynku, zakupionym kilka lat temu za potężny kredyt, ma go spłacać, skoro nie wolno jej pobrać złotówki na ten cel z dotacji? Z jakich pieniędzy właściciel ma zapłacić za poważniejszy remont (nie bieżący, lecz inwestycyjny), skoro dotowane są tylko wydatki bieżące? A przecież, zgodnie z ministerialnym przekazem, z dotacji nie można grosza przeznaczyć na „zysk” właściciela! Jedynym zaś „zyskiem” jest wynagrodzenie za ciężką pracę jako dyrektor przedszkola czy szkoły. Czy w tej sytuacji owe niemal mityczne 12 tys. zł to takie kokosy, by rzucać wszystko i prowadzić przedszkole, ze wszystkimi tego konsekwencjami?


Pozostało 47% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane