Procedury są zbyt zbiurokratyzowane i skomplikowane – skarżą się beneficjenci. Tego nie ma ani na Zachodzie, ani nawet w Czechach – przyznają firmy doradcze. I tak wiele uprościliśmy, a to, co jest, być musi – twierdzi PARP.
ikona lupy />
Wykorzystanie środków z UE, którymi zarządza PARP / Dziennik Gazeta Prawna
Wczoraj zakończył się nabór wniosków na nowe inwestycje o wysokim potencjale innowacyjnym z unijnego Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Do podziału jest 850 mln zł. Konkurs wrócił po trzyletniej przerwie. Wtedy do podziału było 2,4 mld zł, a chętnych było kilkakrotnie więcej. W Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości trwa wielkie podliczanie, ale jak się dowiedzieliśmy, i tym razem beneficjenci złożyli wnioski na kwotę znacznie przekraczającą dostępną pulę. Stąd emocje.
– Sam wzór wniosku był kuriozalny, liczył ponad 40 stron. Po wypełnieniu to księga. Do tego wiele informacji się powtarza, a część, np. o historii firmy, nie dotyczy inwestycji. Na złożenie wniosku były trzy tygodnie, a trzeba dołączyć do niego pozwolenia na budowę i decyzje środowiskowe. Tego się nie da załatwić w tak krótkim czasie – skarży się jeden z przedsiębiorców.
– Takie podejście może oznaczać, że dotacje dostaną nie projekty najbardziej innowacyjne i potrzebne gospodarce, ale te, które mają pozwolenie na budowę – ostrzega Beata Tylman, dyrektor w PwC, firmie doradczej.
Dla wnioskodawców problemem była konieczność stworzenia biznesplanów. – Musiałem zrobić badania rynku docelowego i wyliczyć jego pojemność, pokazać bariery wejścia, przekonująco opisać, czym będzie się wyróżniał mój produkt poza ceną, przedstawić produkty konkurencyjne. Następnie dać prognozę, kiedy inwestycja zacznie się zwracać, kiedy i jaki przyniesie dochód. To nie do zrobienia samodzielnie przez małą firmę – narzeka inny przedsiębiorca.
Przedstawiciele firm nie chcą podawać nazwisk, bo mimo barier wystartowali w konkursie.
Sami sobie zgotowaliśmy taki los – mówią jednym głosem doradcy. – Ani tak obszernych wniosków z badaniami rynku włącznie, ani tylu zgód nie tylko w tym konkursie, ale także w innych nie wymaga od nas Komisja Europejska. Oczekuje jedynie, że beneficjent będzie przestrzegał obowiązującego prawa, z prawem pracy włącznie, jak każdy przedsiębiorca. KE nie narzuca nam ani wzoru wniosków, ani sposobu aplikowania – podkreśla Beata Tylman.
Przedstawiciele PARP nie zgadzają się z tymi opiniami. – Konieczność badania rynku to absurdalny zarzut. To podstawa – jak inaczej przedsiębiorca ma wykazać, że projekt ma sens, jeśli nie w ten sposób, że wytworzone w ramach niego produkty będą miały szansę zaistnieć na rynku. Wnioskodawca musi o tym przekonać oceniających. Do tego niezbędne jest przeprowadzenie badań rynku – mówi Miłosz Marczuk, rzecznik PARP. Twierdzi, że skoro inwestor może dostać 42 mln zł, to projekt musi być dobrze uzasadniony, stąd obszerność wniosku. Tłumaczy, że wymóg dołączania dokumentacji środowiskowej i pozwoleń na budowę wynika z krótkiego czasu na podpisywanie umów. Muszą być zawarte do końca roku.
Eksperci podkreślają jednak, że ten konkurs nie był wyjątkiem. Nadmiar procedur sprawia, że inwestorzy mają problem niemal z każdym wnioskiem i z każdym rozliczeniem projektu. – Prowadzimy 494 projekty i większość beneficjentów ma problem z ich rozliczeniem – przyznaje Tomasz Lewandowski, dyrektor Wielkopolskiej Regionalnej Instytucji Finansującej. – Ale w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Kosztem bezzwrotnych dotacji jest konieczność wywiązywania się z obowiązków, w tym raportowania – dodaje.
Tyle że nie wszystkie kraje tak komplikują życie beneficjentom. – Nasi klienci, którzy korzystali z dotacji w krajach Europy Zachodniej, np. w Niemczech, kompletnie nie rozumieją ani poziomu skomplikowania wniosków, ani wymaganej dokumentacji, ani papierowego obrotu dokumentów, ani konieczności ich przechowywania również w papierze, ani sytemu kontroli – podkreśla Magdalena Jabłońska, menedżer firmy konsultingowej Deloitte. – Nawet w Czechach, jeśli porównujemy podobne projekty, wniosek ma kilka stron, a nie kilkadziesiąt. Składa się go elektronicznie do godziny 24 ostatniego dnia, a nie do końca czasu pracy urzędników – dodaje. Wyjaśnia, że tam beneficjent nie musi załączać wielu dokumentów, wystarczą oświadczenia, a system już dawno przeszedł na elektroniczny obieg dokumentów.
Także Jabłońska podkreśla, że KE nie wymaga od nas ani postaci papierowej dokumentów, ani dostarczania kopii faktur zamiast bankowych przelewów, ani wielu innych papierków, których wymagają nasze urzędy. Bruksela chce, by pieniądze były wydane zgodnie z projektem, a beneficjenci wybierali dostawców drogą rynkowych przetargów z zachowaniem konkurencji, a nie kupowali od rodziny.