Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz dostał 1,2–1,3 mld zł na dodatkowe podwyżki emerytur w 2016 r. – ustalił DGP. Byłyby one skierowane do osób, które mają najniższe świadczenia. Resort pracy opracowuje szczegóły rozwiązania. Rozważa wysokość dodatków w przedziale 300–400 zł. Ostatecznie będzie ona zależała od kryteriów określających liczbę świadczeniobiorców, którym byłyby one przyznane.

Pieniądze z tej puli zostałyby wypłacone w marcu przyszłego roku razem z waloryzacją świadczeń. Z naszych wyliczeń wynika, że gdyby dodatki wyniosły 300 zł, skorzystałoby na nich 4,3 mln rencistów i emerytów. Jeśli zaś wysokość dodatku zostanie ustalona na wyższym poziomie 400 zł, jego beneficjentami zostanie 3,2 mln świadczeniobiorców. Z kolei gdyby resort pracy zdecydował się na jeszcze niższe podwyżki – np. 250 zł – trafiłyby one do 5,2 mln osób.

Mniej prawdopodobny wariant zakłada podwyżkę emerytury minimalnej lub zwiększenie wskaźnika waloryzacji. – Osoby o wysokich świadczeniach i tak dostaną podobne kwoty z tytułu waloryzacji – tłumaczy osoba z rządu. Decyzja, jak te pieniądze zostaną podzielone i który wariant będzie wybrany, zapadnie prawdopodobnie na dzisiejszym posiedzeniu rządu, gdzie zostaną podjęte kolejne decyzje budżetowe. Prawdopodobnie poinformuje o nich premier Ewa Kopacz. To ona razem z ministrami zdecydowała o zwiększeniu pieniędzy na emerytury i renty podczas czwartkowego posiedzenia rządu poświęconego budżetowi na 2016 r.

Sama koncepcja jednorazowego przyznania emerytom i rencistom dodatkowych pieniędzy wynika z obaw PO i PSL, że dla opozycji i tabloidów przewidywana przyszłoroczna waloryzacja w wysokości zaledwie 0,52 proc. w gorącym okresie kampanii parlamentarnej stałaby się argumentem przeciwko rządowi. Emeryci i renciści to olbrzymi 9-milionowy elektorat. Tymczasem poziom waloryzacji oznaczałby, że minimalna emerytura wzrosłaby o zaledwie 5 zł, a przeciętna – o nieco ponad 10 zł. Taka podwyżka wygląda na niską, ale spełnia podstawowe założenie waloryzacji, jakim jest nadgonienie wzrostu cen.

Rząd na potrzeby prognozy waloryzacji oszacował, że ceny w tym roku spadną o 0,2 proc., ale prawdopodobnie ten spadek będzie jeszcze większy. Poza tym relatywnie szybko – powyżej 3 proc. – rosną wynagrodzenia, tymczasem na wysokość ustawowej waloryzacji ma także wpływ 20 proc. realnego wskaźnika wzrostu płac. To ostatnie zjawisko powoduje, że świadczenia emerytów i rencistów realnie i tak wzrosną w tempie szybszym niż zwykle. Mimo to skorzysta na tym budżet, bo przyszłoroczna waloryzacja ma kosztować 940 mln zł – najmniej od lat.

Dyskusje, o ile ponad planowaną waloryzację zwiększyć w przyszłym budżecie kwotę przyznaną emerytom i rencistom, trwały przez całe wakacje. Resort pracy zaczął licytację od ponad 2 mld zł, potem chciał minimum 1,5 mld zł, by ostatecznie zadowolić się sumą mniejszą o 200 mln. Z kolei forma jednorazowych dodatków jest najbardziej strawna dla resortu finansów, który niechętnie patrzył na plany resortu pracy. Bo choć wydatki na podwyżki świadczeń w 2016 r. wyniosą ponad 2 mld zł, to ponad połowa tego zostanie przeznaczona na dodatki jednorazowe, a więc nie podwyższy na stałe sumy wydawanej z budżetu na emerytury. Waloryzacja na 2017 r. będzie naliczana od niższej podstawy. 

300–400 zł tyle mogłyby wynieść jednorazowe dodatki do emerytur

3,2 mln co najmniej tylu emerytów mogłoby liczyć na dodatkowe środki

0,52 proc. taka jest przewidywana wysokość waloryzacji wszystkich świadczeń