Tak wynika z danych zebranych na prośbę DGP przez Naczelną Izbę Lekarską. Część ekspertów mówi wprost: lekarze się nie szkolą. Inni przekonują, że jedynie nie rozliczają się z odbytych kursów. – Lekarze się dokształcają, ale nie wykazują zamiłowania do sprawozdawczości. To ich pięta achillesowa – przekonuje prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Maciej Hamankiewicz. I przyznaje, że odsetek osób, które zdobyły ze szkoleń wymagane 200 pkt w ciągu ostatniego okresu rozliczeniowego (2008–2012), wynosił kilka procent. – Sądząc po liczbie kursów, które prowadzą izby lekarskie, oraz liczbie ich uczestników, lekarze chętnie podwyższają swoje kwalifikacje – przekonuje.

Najwięcej, bo 29,2 proc. lekarzy, rozliczyło się z kursów w okręgowej izbie lekarskiej (OIL) w Płocku. Tyle samo zdobyło wymagane 200 pkt. W Świętokrzyskiem ten wskaźnik wyniósł zaledwie 1,5 proc., z czego 1 proc. lekarzy osiągnęło limit. Nie lepiej wygląda to w stolicy: na 26 tys. lekarzy tylko 1,5 proc. wykazało, że zdobyło 200 pkt. Przelicznik jest prosty: 1 pkt za obecność na jednym wykładzie czy warsztatach. To oznacza, że przy dużej, dwudniowej konferencji można uzyskać nawet 20 pkt. Jednak za brak zdobycia wymaganych punktów nie ma żadnych ustawowych sankcji.

Zdarzają się lekarze, którzy wyrabiają dużo ponad obowiązkowe 200 pkt. – Ale są i tacy, którzy pojawiają się pod koniec okresu rozliczeniowego i skrzętnie wyliczają potrzebne punkty – twierdzi przedstawicielka firmy szkoleniowej Medius. – Nic nie skłania lekarzy do dopełniania obowiązku doskonalenia zawodowego – dodaje Krzysztof Halewski z OIL w Szczecinie. Choć może się to zmienić, bo sankcje zaczynają napływać z rynku. – Brak szkoleń może być utrudnieniem w przypadku zmiany zatrudnienia, np. przy przystępowaniu do konkursu na stanowiska kierownicze. Bywa, że Narodowy Fundusz Zdrowia uzależnia podpisanie kontraktu od tego, czy lekarze się dokształcają – zauważa Patrycja Malec z Dolnośląskiej Izby Lekarzy.

Może się też zdarzyć, że brak obowiązkowych szkoleń zaważy na rozstrzygnięciu skargi złożonej przez pacjenta. Jak wynika z informacji pochodzących z OIL, rzecznicy praw pacjentów zapowiedzieli, że przy rozstrzyganiu sporów będą brali pod uwagę stopień wykształcenia lekarzy. Eksperci dodają, że zainteresowanie lekarzy doszkalaniem zależy od specjalizacji i tematu. Na przykład w pediatrii czy neonatologii jest duży ruch. Ale już dla geriatrów nie opłaca się robić szkoleń, bo jest ich po prostu niewielu. Mniej zainteresowani treningami są też lekarze podstawowej opieki zdrowotnej.

Medycy skarżą się, że barierę stanowią pieniądze i czas. Z badań NIL przygotowanych we współpracy z PAN wynikało, że dla ok. 30 proc. lekarzy koszt szkoleń przekraczał 5 tys. zł. Kłopot w tym, że zakład pracy rzadko finansuje takie zajęcia. Część jest sponsorowana przez firmy farmaceutyczne; wtedy jednak uczestnicy dowiadują się zazwyczaj także o lekach danej firmy. – Lekarze często pracują na dwa etaty. Prowadzą własne firmy i do tego muszą się doszkalać w weekendy. Postulowaliśmy, by resort zdrowia pozwolił raz, dwa razy w miesiącu wydzielić na szkolenia lekarzy jedno popołudnie. Tak jest np. w Irlandii – mówi Andrzej Zapaśnik, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego.