Już prawie co drugi lekarz ma ponad 50 lat. Eksperci ostrzegają, że po zaprzestaniu przez nich wykonywania zawodu nie będzie miał kto ich zastąpić. Co więcej, pacjenci już teraz mają zapewnioną opiekę medyczną tylko dlatego, że w szpitalach łamie się normy czasu pracy, a wielu medyków po przejściu na emeryturę nadal pracuje.

– W tym roku kończę 90 lat i jestem najstarszym lekarzem zatrudnionym na etacie. Pracuję, bo jestem potrzebna pacjentom – mówi Zofia Grzechowiak z przychodni lekarza rodzinnego w Ślesinie.

Sytuacja jest szczególnie dramatyczna, gdy weźmie się pod uwagę strukturę wiekową w poszczególnych dziedzinach medycyny. Z analizy Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL), do której dotarł DGP, wynika, że najstarsi są specjaliści medycyny lotniczej (średnia wieku 67 lat) oraz diagności laboratoryjni (63 lata). Zwłaszcza wiek tych ostatnich niepokoi, bo to właśnie oni są uznawani za wąskie gardło sytemu (w całym kraju jest ich zaledwie 260). Do sześćdziesiątki zbliżają się także reumatolodzy, otolaryngolodzy i gastroenterolodzy dziecięcy. Ich średnia wieku to 57 lat. Tylko o rok mniej ma przeciętny pediatra, ginekolog i neurolog dziecięcy. Średnio 55 lat ukończył polski chirurg.

Zapaść wiekowa wśród kadry medycznej to efekt emigracji lekarzy (szacuje się, że do pracy za granicę wyjechał co 10. z nich). Ale nie tylko.

– To również zaniedbania w systemie kształcenia. Wydatki publiczne na ten cel przez lata były cięte. Jedyny pomysł rządu, czyli likwidacja stażu, nie rozwiązał problemu – uważa prof. Stanisława Golinowska z Instytutu Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Skutki luki pokoleniowej, która powstała w tym zawodzie, już niedługo zaczną odczuwać pacjenci. Popyt na pracę lekarzy będzie rósł, bo społeczeństwo się starzeje. Tymczasem ze względów demograficznych dostęp do specjalistów będzie coraz trudniejszy. Efekt? Dłuższe kolejki i gorsza opieka zdrowotna.

Z analizy NRL wynika, że w takich dziedzinach medycyny, jak: reumatologia, chirurgia dziecięca, pediatria czy położnictwo, już powstała trwała luka pokoleniowa.

– Jeśli nic się nie zmieni, w perspektywie kilkunastu lat liczba lekarzy zmniejszy się o 10 proc. – prognozuje Romuald Krajewski, wiceprezes NRL.

Za mało na kształcenie

Zdaniem ekspertów fatalna sytuacja demograficzna lekarzy to efekt błędów systemowych popełnionych przez kolejne ekipy urzędujące w resorcie zdrowia oraz emigracji medyków. Samorząd lekarski jeszcze w poprzedniej dekadzie ostrzegał, że lekarze się starzeją i polskiej medycynie grozi zapaść, jeśli nie będzie kształconych więcej osób w tym zawodzie.

– Kolejnym ministrom zdrowia nie udało się jednak zrealizować całościowej reformy, która powstrzymałaby niekorzystne trendy – podkreśla Andrzej Włodarczyk z Naczelnej Rady Lekarskiej, wiceminister zdrowia w latach 2007–2008.

Wylicza, że żaden minister od 15 lat nie doprowadził do znaczącego zwiększenia limitów przyjęć na studia medyczne, a to jest niezbędne. Jak policzył samorząd lekarski, aby zneutralizować efekt luki pokoleniowej, należałoby zwiększać co roku liczbę miejsc na studiach medycznych o co najmniej 320.

Tymczasem z danych Naczelnej Rady Lekarskiej wynika, że liczba absolwentów medycyny od 10 lat utrzymuje się na mniej więcej tym samym poziomie – średnio jest ich około 2560 rocznie. W ostatniej dekadzie nie nastąpił też radykalny przyrost nowych lekarzy uzyskujących specjalizację. Powód w obu przypadkach był ten sam – resortowi zdrowia nie udało się przekonać ministra finansów do wyasygnowania znaczących kwot z budżetu na kształcenie lekarzy.

Jak podkreśla Andrzej Włodarczyk, liczbę rezydentur, czyli etatów dla młodych lekarzy chcących się specjalizować, które opłacane są z Funduszu Pracy, udało się zwiększyć tylko, gdy ministrem zdrowia była obecnie urzędująca premier Ewa Kopacz.

Niestety potem już nic się nie zmieniło, w efekcie od kilku lat miejsc rezydenckich nie starcza dla wszystkich chętnych. Część z nich musi realizować specjalizację w trybie wolontariatu. Resort zdrowia postanowił naprawić ten błąd dopiero w tym roku.

– Liczba rezydentur w porównaniu z latami ubiegłymi została zwiększona dwukrotnie – podkreśla Piotr Warczyński, wiceminister zdrowia.

Stało się tak, ponieważ taką obietnicę młodym lekarzom złożyła w swoim exposé premier Ewa Kopacz. W efekcie w tym roku rezydentur będzie aż 6,5 tys., co powinno wystarczyć dla wszystkich absolwentów medycyny z lat 2012–2015.

Resort zdrowia nie ujawnia jednak, jaką politykę kadrową zamierza prowadzić w kolejnych latach, tak więc niewykluczone, że liczba specjalizacji wróci do poziomu z 2014 r. Eksperci, którzy uważają, że co roku powinno być dostępnych co najmniej 4 tys. rezydentur, ostrzegają przed takim scenariuszem.

Szybsza specjalizacja

Zaawansowany wiek lekarzy to także efekt długiej ścieżki kształcenia. Lekarz zostaje specjalistą średnio w wieku 36,5 lat. Co więcej, jeżeli wybrał specjalizację szczegółową, to tytuł uzyskuje jeszcze później – średnio w wieku 42,8 lat.

Dlatego sytuację ma poprawić wprowadzony niedawno przez Ministerstwo Zdrowia modułowy system specjalizowania się. – Umożliwia znaczące skrócenie procesu specjalizacji, w niektórych przypadkach nawet o trzy, cztery lata – podkreśla Piotr Warczyński.

Nie ma natomiast sposobu na powstrzymanie emigracji lekarzy. Po wejściu Polski do UE unijna dyrektywa umożliwiła ich swobodny przepływ do innych krajów. Kwalifikacje są uznawane automatycznie po udokumentowaniu, że ukończyli 5500 godzin kształcenia, w tym 700 godzin nauki praktycznej.

– Na podstawie liczby zaświadczeń wydawanych lekarzom przez izby lekarskie szacuje się, że za granicą przebywa ich około 10 tys. – podkreśla dr Anna Murdoch ze Szkoły Głównej Handlowej.

Szczyt wyjazdów medyków za pracą Polska ma już za sobą (najwięcej było ich w trzech pierwszych latach po wejściu Polski do UE), ale firmy rekrutujące ich w naszym kraju są nadal aktywne. Zmieniły się tylko kierunki emigracji.

– Polscy lekarze są zatrudniani w bardzo egzotycznych krajach. Niedawno w polskiej prasie ukazało się ogłoszenie ambasady Kuwejtu, która poszukiwała anestezjologów. Oferuje się im znakomite warunki finansowe i nie mam wątpliwości, że wielu z nich zdecyduje się na wyjazd ze względu na niskie zarobki i brak stabilizacji zawodowej w kraju – podkreśla prof. Zbigniew Szawarski z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.

Zdaniem ekspertów problem demografii w służbie zdrowia trzeba jak najszybciej rozwiązać systemowo. Tym bardziej że dotyczy nie tylko medyków, ale również pielęgniarek.

Także w ich przypadku występuje niekorzystna tendencja – średnia wieku pielęgniarek wynosi już 48,6 lat, a położnych 47,6 lat. Dramatycznie ubywa także nowych osób chętnych do pracy w tym zawodzie w Polsce. Szacuje się, że za granicę wyjechało już 6 tys. pielęgniarek bezpośrednio po studiach.

– Najwyższy czas na podjęcie działań systemowych, bo bez nich za kilka lat nie będzie miał kto leczyć pacjentów – alarmuje Andrzej Włodarczyk.