Jak wynika z zestawienia udostępnionego przez Główny Inspektorat Sanitarny, do końca 2014 roku w całym kraju zanotowano 2424 podejrzenia zatruć tzw. dopalaczami. To ponad dwa razy więcej niż w roku 2013, w którym było ich "jedynie" 1079.

Do największej liczby zatruć doszło w Łódzkiem (685) i Śląskiem (505). Oficjalnie w całym kraju zarejestrowano 7 zgonów. Najwięcej zatruć miało miejsce w ostatnim kwartale roku, a grudzień 2014 r. przoduje wśród miesięcy, podczas których było ich najwięcej.

Wciąż bez problemów głównie młodzi ludzie zamawiają interesujące ich substancje w Internecie, gdzie również wymieniają się wrażeniami z ich stosowania oraz adresami internetowymi dostawców, którzy kpią z prawa i kuszą rabatami w sieci. Im większe zamówienie, tym mniejsza cena w przeliczeniu za jeden gram specyfiku.

- Dopalacze pomimo wielu działań podejmowanych przez rząd przez blisko 5 lat wciąż stanowią realne zagrożenie. Dzieje się tak głównie dlatego, że regulacje prawne nie nadążają za życiem. Prawo goni dopalacze i ich twórców, jednak ciągle jest za nimi o kilka kroków w tył - uważa Witold Masionek z kancelarii Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy.

Jak powinno zwalczać się dopalacze?

Ustawodawca uznał, że łamanie zakazu wytwarzania i wprowadzania do obrotu środków zastępczych (czyli dopalaczy) podlega prawu administracyjnemu, podczas gdy handel innymi substancjami zakazanymi (takimi jak narkotyki) podlega prawu karnemu. 

- Uregulowanie walki z dopalaczami w trybie postępowań administracyjnych jest nieporozumieniem. Na razie żadne z takich rozwiązań, nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Problemem jest to, że w czasie prowadzenia działalności dochodzi często do likwidacji konkretnego podmiotu gospodarczego. Kiedy okazuje się, że jeden z nich kończy działalność, to w jego miejsce pojawia się nowy. Wprowadza on w te same produkty, które różnią się jedynie nową nazwą, etykietą, producentem. W sensie prawnym mamy więc znów do czynienia z czymś „nowym” - zauważa prawnik Witold Masionek.

Szansę na ograniczenie - przynajmniej częściowe - problemu dopalaczy Grzegorz Wodowski, szef krakowskiej Poradni Monar widziałby w zniesieniu kar za posiadanie niewielkich narkotyków na własny użytek. - Dopalacze stanowią alternatywę dla tradycyjnych narkotyków, za które grozi wysoka kara, często pozbawienia wolności. Jest to jeden z powodów, dla których ludzie wolą po nie sięgnąć, aby nie narobić sobie problemów z wymiarem sprawiedliwości. Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej drastyczne przypadki zatruć to te spowodowane przedawkowaniem syntetycznych kanabinoidów (które imitują działanie marihuany – przyp. aut.) – zauważa specjalista terapii uzależnień.

Przybywa nowych, groźniejszych substancji

Od dłuższego czasu liczba użytkowników dopalaczy utrzymuje się względnie na tym samym poziomie. - Eksperci alarmują natomiast, że rośnie liczba osób, które są od nich uzależnione - mówi rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar i zaznacza, że ciężko wskazać jednoznaczną przyczynę ponad dwukrotnego wzrostu podejrzeń zatruć środkami tego rodzaju. - Na pewno wynika to z poprawy zgłaszalności przez szpitale, ale również z tego, że na rynku pojawiają nowe, bardziej agresywne, substancje - dodaje.
Eksperci podkreślają, że dopalacze są szczególnie niebezpieczne, ponieważ ich producenci często ukrywają prawdziwy skład i są to substancje nowe, a więc nie wiadomo jaki mają wpływ na ludzki organizm.

- Na co dzień nasze neuroprzekaźniki funkcjonują w usystematyzowany sposób. Po wprowadzeniu do organizmu - nawet niewielkiej ilości - dopalaczy zaczyna się w nim rewolucja. Dochodzi do całkowitej deregulacji ośrodkowego układu nerwowego. Ta nierównowaga powoduje chociażby silne pobudzenie, halucynacje, agresję, wzrost ciśnienia tętniczego i inne objawy somatyczne. Wskutek zażywania tych substancji psychoaktywnych, szczególnie w ciężkich ostrych zatruciach może dojść do uszkodzenia organów, np. wątroby, a nawet śmierci - ostrzega Konsultant Krajowy w dziedzinie Toksykologii Klinicznej dr n. med. Piotr Burda z Ośrodka Kontroli Zatruć-Warszawa.
Dr n. med. Piotr Burda wskazuje, że walka z dopalaczami powinna przebiegać nie tylko w zakresie legislacji, ale też z szeroko zakrojonymi akcjami edukacyjnymi, aby nowi potencjalni użytkownicy nie sięgali po te środki psychoaktywne.

Kierownik krakowskiego Monaru wskazuje, że walka z dopalaczami jest bardzo kosztowna, a samo zjawisko jest słabo zbadane. - Dopalacze wprowadziły chaos do całego systemu. Brak jest badań klinicznych, na podstawie których lepiej poznalibyśmy te nowe substancje psychoaktywne. W oddziałach toksykologii, gdzie trafiają pacjenci, którzy przedawkowali, leczy się ich wyłącznie objawowo. Aby dokładnie przebadać zjawisko zatruć tymi substancjami potrzebne by były ogromne pieniądze, których nie ma. Nie sądzę również, żeby policja dysponowała wystarczającymi środkami na ekspertyzy toksykologiczne. Tak więc wprowadzanie kolejnych dopalaczy na listę substancji kontrolowanych daje nam raczej iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Coraz częściej zdarza się, że pacjenci trafiający do placówek leczenia uzależnień mają za sobą tylko i wyłącznie kontakt z „nowymi narkotykami” - wyjaśnia Grzegorz Wodowski.

Tłumaczy, że część placówek zajmujących się uzależnieniami prowadzi kontrolę abstynencji w oparciu o testy moczu. Jeśli chodzi o dopalacze, to nie mają one odpowiednich testów, a więc terapeuta nie ma jak monitorować pod tym względem swoich pacjentów.

Katarzyna Bańbor