statystyki

Bąk: O tym, jak nowoczesne auta nas ogłupiają

autor: Łukasz Bąk29.04.2016, 07:56; Aktualizacja: 29.04.2016, 07:58
Łukasz Bąk

Łukasz Bąkźródło: DGP

Są naszpikowane elektroniką bardziej niż centrum lotów kosmicznych NASA. Teoretycznie ma ona zapewniać nam komfort i bezpieczeństwo, jednak w praktyce może się okazać źródłem poważnych problemów. Testując dla was nowe auta, coraz częściej odnoszę wrażenie, że to nie ja eksperymentuję i zabawiam się z nimi, lecz one ze mną. Jestem królikiem doświadczalnym w rękach koncernów motoryzacyjnych. Wy również.

Kilka tygodni temu siedziałem za kierownicą 520-konnego audi S8, które rozpędzało się do setki szybciej, niż trwa kichnięcie, a po zdjęciu fabrycznej blokady bez najmniejszych oznak zadyszki było w stanie przekroczyć 300 km/h. Przypomnę tylko, że S8 nie jest – jak być może wielu z was sądzi – sportowym samochodem stworzonym z myślą o ściganiu się po torze, lecz elegancką, luksusową limuzyną zbudowaną po to, abyście w królewskich warunkach mogli podróżować pomiędzy bankiem, operą a ulubionym klubem nocnym. Wydaje mi się, że pod względem komfortu i szybkości tylko jeden środek transportu jest w stanie dorównać audi – to teleport. Na pewno jednak nie jest on tak bezpieczny jak S8.

Niemieccy inżynierowie najwyraźniej doszli do wniosku, że ich 520-konne arcydzieło zechcą kupować głównie ludzie kompletnie nieznający się na prowadzeniu pojazdów. Ludzie, którzy zamiast trzymania w palcach kierownicy wolą badać tymi palcami zawartość swoich nosów. I są tym samym jak hokejowy bramkarz – potrzebują mnóstwa ochraniaczy. Z myślą o nich audi wyposażono w więcej radarów, niż ma cała Polska armia. I tyle kamer, że James Cameron bez trudu nakręciłby za ich pomocą „Avatara”. Dzięki nim, a także licznym procesorom, światłowodom, silniczkom, płytom głównym etc. S8 potrafi samodzielnie hamować, przyspieszać, parkować, omijać przeszkody, jeździć w korkach, utrzymywać się na swoim pasie ruchu, wykrywać wrogów czających się w martwym polu lusterek, a także ostrzegać przez czyhającymi w ciemnościach pieszymi i bezpańskimi psami na długo, zanim dosięgną ich światła reflektorów. Innymi słowy, Niemcy najpierw stworzyli piekielnie mocny i szybki samochód, a następnie założyli mu smycz, kaganiec i nafaszerowali nervosolem. To trochę tak, jakby Bóg stworzył mężczyznę, ale na końcu doszedł do wniosku, że „bez tego czegoś między nogami będzie chyba bezpieczniej”, i po prostu to wyciął.

Domyślam się, że wykształceni ludzie wykrzykną w tym miejscu: „Ale przecież te wszystkie systemy bezpieczeństwa można dezaktywować!”. Oczywiście. Podobnie jak można „dezaktywować” małżeńską obrączkę na czas delegacji – zdjąć ją z palca i włożyć do kieszeni. Jednak za którymś razem, wracając do domu, zapomnicie założyć ją z powrotem. A wówczas rozegra się prawdziwy dramat – znajdziecie się w ogniu bardzo wielu bardzo trudnych pytań. I jeżeli wasze odpowiedzi będą mało satysfakcjonujące, zostaniecie zmuszeni do chwilowego zamienienia wygodnego ciepłego łóżka w sypialni na wilgotną derę w psiej budzie. Podobnie będzie z S8 – pewnego dnia wyłączycie wszystkie jego supersystemy, ale o tym zapomnicie i podczas zmiany pasa ruchu dojdzie do tragedii. Później, podczas składania zeznań przed prokuratorem, będziecie próbowali zwalić winę na producenta auta: „Bo nie zaświeciła się ta pomarańczowa dioda przy lusterku”.

Tak naprawdę problem ten nie dotyczy wyłącznie audi, lecz właściwie wszystkich produkowanych obecnie samochodów. Upycha się w nich najnowszą technologię, twierdząc, że to w imię naszego bezpieczeństwa, wygody i komfortu. Prawda jest jednak taka, że w rzeczywistości tego typu rozwiązania osłabiają naszą koncentrację, odmóżdżają nas, a czasami nawet sprawiają, że zamiast szlifować swoje umiejętności za kierownicą – stępiamy je. Koncerny motoryzacyjne naciągają nas na kosztowne bajery, które – w najlepszym przypadku – nigdy nie działają tak, jak powinny, zaś w najgorszym – mogą stać się źródłem tragedii. Pozwólcie, że teraz zajmę się kilkoma z nich.

Aktywny tempomat

W skrócie mówiąc, ustawiacie żądaną prędkość, a samochód sam przyhamowuje przed poprzedzającym autem i samodzielnie przyspiesza, gdy tamto zjedzie wam z drogi. Tyle teorii. W praktyce działa to tak: hamowanie rozpoczyna się już w momencie, gdy auto przed wami jest jeszcze w sąsiednim województwie, a przyspieszacie zawsze w tempie sparaliżowanego żółwia. Tempomat sprawdza się tylko wtedy, gdy droga przed wami jest całkowicie pusta, obowiązuje na niej tylko jedno ograniczenie prędkości, a do tego nigdzie się wam nie spieszy. Czyli nigdy.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie