Senat głosował wczoraj nad poprawkami, zgodnie z którymi zlecanie przez gminy własnym podmiotom zamówień bez przetargów będzie podlegało kontroli wojewody.
Jednocześnie, jak wszystkie umowy zawarte z wolnej ręki, przedsiębiorcy będą mogli podważać je przed Krajową Izbą Odwoławczą.
Reklama
Chodzi o tzw. zamówienia inhouse, które zgodnie z przyjętą przez Sejm nowelizacją ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2015 r., poz. 2164 ze zm.) mają być zlecane z wolnej ręki. W pierwszej kolejności będzie to dotyczyć gospodarki odpadami – gminy, które mają własne przedsiębiorstwa oczyszczania, będą mogły im zlecać zadania bez przetargów. Niewykluczone, że z czasem samorządy zaczną tworzyć nowe spółki do innych zadań. I nic zresztą nie będzie stało na przeszkodzie, by robiła to także administracja centralna, po to by udzielać zamówień inhouse.

Reklama
Choć sceptycyzmu wobec nowych regulacji nie krył wicepremier Mateusz Morawiecki – szef resortu rozwoju, które było gospodarzem projektu nowelizacji – to rząd bronił pomysłu. I ostatecznie został on przyjęty przez Sejm głosami posłów PiS i PSL.
Niespodziewanie jednak, podczas prac w senackiej Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności, rząd zgłosił autopoprawkę, proponując wprowadzenie dodatkowej kontroli nad umowami zawieranymi z wolnej ręki. Wczoraj miał ją przyjąć Senat (głosowanie odbyło się już po zamknięciu wydania). Zgodnie z nią organ nadzoru nad zamawiającym (w przypadku gmin czy powiatów będzie to wojewoda), będzie – sam z siebie lub na wniosek przedsiębiorców – badał spełnienie przesłanek do skorzystania z regulacji inhouse. Jeśli uzna, że nie zostały one spełnione, zakaże zawarcia umowy. Gdy będzie ona już zawarta – wystąpi do sądu o jej unieważnienie w całości lub części.
– Dobrze się stało, że wprowadzono dodatkowy mechanizm kontroli przesłanek zamówień inhouse. To istotne, tym bardziej że kontrola ta powinna być prowadzona w całym okresie wykonywania umowy, a nie jedynie w momencie jej zawierania – zauważa Wojciech Hartung, ekspert kancelarii DZP.
– Choć przepis mówi o kontroli przesłanek z ustawy, to wojewoda powinien badać również to, czy zamówienie inhouse jest zgodne z przepisami prawa konkurencji i pomocy publicznej – dodaje.
Co ważne, dodatkowy nadzór nie ogranicza przedsiębiorcom możliwości korzystania ze zwykłych środków ochrony prawnej. Innymi słowy wykonawca będzie mógł skorzystać z dwóch dróg: złożyć wniosek u wojewody o przeprowadzenie kontroli i wnieść odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej.
Co będzie korzystniejsze? Z jednej strony decydując się na odwołanie będzie on musiał zapłacić wpis (od 7,5 tys. do 20 tys. zł), ale będzie miał gwarancję, że KIO zbada sprawę. Z drugiej zaś wniosek do wojewody nie będzie go nic kosztował, ale od woli tego ostatniego będzie zależało, czy pochyli się nad problemem. Jeśli jednak już to zrobi, to – przynajmniej teoretycznie – będzie mógł zbadać wszystko bardziej kompleksowo. KIO może bowiem weryfikować jedynie przesłanki prawne (np. czy spółka komunalna nie prowadzi co najmniej 10 proc. działalności na rynku komercyjnym), a wojewoda również celowość czy gospodarność w wydawaniu publicznych środków.
Sceptycy uważają jednak, że o skuteczności kontroli ze strony wojewodów mogą decydować względy polityczne, a nie merytoryczne. Tam, gdzie władzę w gminie sprawuje PSL lub PO, organ nadzorczy może patrzeć bardziej krytycznie na zamiar oddawania zleceń bez przetargów spółkom komunalnym.
– Oczywiście nie załatwia to do końca problemów z jakimi borykać się będą przedsiębiorcy prywatni tracący zlecenia na rzecz spółek komunalnych. Niemniej jednak przyjęta przez senacką komisję poprawka to krok w dobrym kierunku, gdyż zwiększa kontrolę nad zamówieniami inhouse – ocenia Marek Kowalski, przewodniczący zespołu ds. zamówień publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego i ekspert Konfederacji Lewiatan.
8,8 mld zł wyniosła wartość samego rynku odpadów w Polsce w 2015 r.