„Trwają prace nad likwidacją niektórych urzędów stanu cywilnego od strony prawnej i technicznej” – wynika z wewnętrznych materiałów przygotowanych na potrzeby jednego z samorządowych zespołów Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, do których dotarł DGP. Dalej samorządowcy wskazują, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MSW) chce stworzyć możliwość obsługi gmin sąsiednich przez urząd w większej gminie, np. na zasadzie porozumienia gmin w kwestii finansowania. To z kolei mogłoby oznaczać, że niektórzy Polacy mieliby większe trudności w dotarciu do najbliższego urzędu.

Winny system

Z czego wynika niepewny los części USC? Wszystko z powodu wdrożenia w gminach w marcu tego roku Systemu Rejestrów Państwowych (SRP). Do tej pory każdy USC w codziennej pracy korzystał z własnego oprogramowania dostarczonego przez firmy komercyjne. Odkąd rząd podłączył wszystkie lokalne urzędy do jednego centralnego systemu, mieszkańcy mogą załatwić swoje sprawy w dowolnym. Tak więc np. po odpis aktu urodzenia nie trzeba już jechać specjalnie do USC znajdującego się w gminie, w której mamy meldunek, lecz wystarczy pójść do najbliższego.

Ta niewątpliwa korzyść, jak się okazuje, może też mieć niekorzystne efekty.

Jak wynika z materiałów, do których dotarliśmy, od czasu odmiejscowienia procedur niektóre urzędy nie radzą sobie z natłokiem obowiązków, a na korytarzach innych hula wiatr. „W nowym systemie wyraźnie widać liczbę wykonywanych operacji. W niektórych urzędach są to pojedyncze operacje w ciągu miesiąca” – twierdzą samorządowcy. Jako przykład najbardziej obciążonego urzędu podawana jest Warszawa.

Iluzoryczna decyzyjność

W Polsce jest ok. 2,3 tys. urzędów stanu cywilnego. Ilu z nich grozi likwidacja? Dziś trudno przesądzić. Choć to MSW jest administratorem danych zawartych w Systemie Rejestrów Państwowych, to obecnie nie dysponuje danymi, które pokazałyby, w ilu USC spraw istotnie ubyło, a w których przybyło. Resort na razie odcina się też od doniesień, jakoby miał szykować jakieś zmiany umożliwiające redukcję części urzędów. Rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak dodaje, że tego typu decyzja nie należy zresztą do MSW. – Inicjatywa w tym zakresie należy do gospodarza, czyli odpowiednio wójta, burmistrza bądź prezydenta miasta, który kieruje wniosek w tej sprawie do właściwego wojewody. Następnie wojewoda, biorąc pod uwagę wszystkie kwestie z tym związane, podejmuje ostateczną decyzję w sprawie utrzymania lub likwidacji USC – tłumaczy.

To tłumaczenie jednak nie uspokaja samorządowców. Twierdzą, że rząd może ich zmusić do zamykania poszczególnych placówek, przekazując na nie mniejsze dotacje. – Będzie to wyraźny sygnał dla gminy, że warto zastanowić się nad likwidacją deficytowej placówki – mówi nam jeden z nich.

Od takiego scenariusza nie odżegnuje się jeden z urzędników MSW proszący o anonimowość. – Jednym z założeń SRP było zweryfikowanie, które urzędy i w jakim stopniu są obłożone pracą, by racjonalnie rozdzielać środki publiczne na ich dalsze funkcjonowanie – mówi. – Na pewno będą takie, których utrzymywanie nie będzie miało ekonomicznego sensu – dodaje.

– Jest w tym jakaś logika – stwierdza prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza. – Jest pula usług, które są odpowiednio wycenione i na tej podstawie dotowane przez rząd. Jeśli tych spraw ubyło, to i dotacja jest mniejsza. A gminy nie będą przecież dokładać z własnych budżetów do zadań zleconych. Bo ich na to nie stać – zwraca uwagę prezydent.

Wtóruje mu burmistrz Radziejowa (woj. kujawsko-pomorskie). – Obecność USC nadaje gminie pewien status. Dlatego wójtowie, nawet jeśli mieliby otrzymać mniejszą dotację, zrobią wiele, by urząd utrzymać. Ale z pustego i Salomon nie naleje – stwierdza Sławomir Bykowski, burmistrz Radziejowa. – Samorządy muszą już dokładać sporą część swoich budżetów do systemu oświaty. Nie wszystkich będzie więc stać na utrzymywanie USC w przypadku przycięcia dotacji – przewiduje.

Trwa podział środków

Teorii o obniżaniu dotacji dla mniej zapracowanych urzędów (i ich możliwej likwidacji) sprzyja ponadto fakt, że od niedawna finansowanie zadań zleconych z zakresu spraw obywatelskich wynikających z ustaw: o ewidencji ludności, dowodach osobistych, i rejestracji stanu cywilnego, odbywa się w oparciu o kryterium liczby faktycznie zrealizowanych przez jednostki spraw z uwzględnieniem ujednoliconego czasu ich realizacji oraz stawki za roboczogodzinę w wysokości 22,92 zł. Czas i stawka zostały przyjęte dla całej Polski.

Na razie wojewodowie złożyli do Ministerstwa Finansów wnioski o przyznanie najbardziej obciążonym USC dodatkowych pieniędzy na realizację swoich zadań. Resort ma do dyspozycji kwotę 163,5 mln zł. Jak wynika z naszych ustaleń, zaledwie część tej kwoty zostanie skonsumowana. Przykładowo wojewoda mazowiecki zawnioskował o dodatkową kwotę 6,5 mln zł. Na Śląsk miałoby trafić 4,2 mln zł, do Wielkopolski i Małopolski – po ok. 7 mln zł, a do woj. łódzkiego – 4 mln zł. Ale już np. wojewoda świętokrzyski wnioskuje o kwotę zaledwie ok. 370 tys. zł, a pomorski czy podkarpacki uznali, że w ogóle nie trzeba wnioskować o dodatkowe pieniądze.

Jak samorządowcy interpretują to, że nie zostanie skonsumowana cała rezerwa MF? – To sugeruje, że pieniądze trafią tylko punktowo. Najwyraźniej wojewodowie doszli do wniosku, że w pozostałych urzędach spraw nie przybyło lub wręcz ubyło, oczywiście w różnym stopniu. A to wystawia je na odstrzał – komentuje jeden z naszych rozmówców.