8,3 proc. spośród wszystkich działań podjętych przez samorządy wobec dłużników alimentacyjnych przyczyniło się do tego, że udało się od nich odzyskać należności. Tak wynika z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej za 2014 r. Gminy zwracają uwagę, że wiele z tych czynności jest już od lat nieskutecznych, a mimo to prawo nakazuje ich powtarzanie co roku. Dlatego czekają na uchwaloną już zmianę przepisów, która pozwoli im ich uniknąć.

Pozywanie dziadków

Statystyki resortu pracy wskazują, że w ubiegłym roku gminy podjęły prawie 409 tys. działań wobec osób niepłacących na dzieci. Spośród nich najwięcej dotyczyło przekazywania komornikom danych uzyskiwanych w ramach wywiadów alimentacyjnych i pochodzących ze składanych oświadczeń majątkowych. W 2014 r. było ich 79,1 tys.

Na drugim miejscu znalazło się wszczynanie postępowania o uznaniu dłużnika za uchylającego się od zobowiązań na rzecz dzieci (75,2 tys.) oraz wystąpienie z wnioskiem do prokuratury o ściganie go za przestępstwo uporczywej niealimentacji (51,6 tys.).

Tyle tylko że duża liczba czynności nie przekłada się na ich skuteczność. Do pewnego stopnia takie powiązanie występuje jedynie w przypadku informacji trafiających do komorników, ponieważ prawie 16 proc. z nich doprowadziło do wzrostu ściągalności należności.

– Wprawdzie komornicy powinni okresowo sprawdzać sytuację rodzica niepłacącego na dzieci, ale zdarza się, że to właśnie od nas dowiadują się o tym, że znalazł pracę i możliwe jest wtedy zajęcie części jego wynagrodzenia – tłumaczy Magdalena Rynkiewicz-Stępień, zastępca dyrektora Miejskiego Centrum Świadczeń w Opolu.

Inaczej było już w przypadku postępowań prowadzących do uznania dłużnika za uchylającego się od obowiązku alimentacyjnego oraz wniosków kierowanych do organów ścigania. Wymierne efekty przyniosło odpowiednio 5,8 proc. oraz 6 proc. z nich.

Z punktu widzenia statystyk najskuteczniejsze było występowanie przez ośrodek pomocy społecznej o ustalenie alimentów od innej osoby, np. dziadków dzieci. 48 proc. takich działań przyczyniło się do wzrostu ściągalności alimentów. Gminy jednak rzadko sięgają po to narzędzie, bo w ubiegłym roku zrobiły tak zaledwie 28 razy. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami.

– Wpływa na to duże obciążenie pracą, a pozwy trzeba przygotować, uzasadnić, a potem stawiać się w sądzie na rozprawach – wskazuje Piotr Spiżewski, kierownik działu świadczeń rodzinnych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Puławach. Dodaje, że na taki krok powinna decydować się sama wierzycielka, ponieważ gmina nie zna relacji między członkami rodziny, a może się okazać, że dziadkowie utrzymują dobre kontakty z wnukami.

– Trzeba też pamiętać, że to komornik jako organ egzekucyjny jest przede wszystkim odpowiedzialny za odzyskanie należności, nasza rola jest bardziej pomocnicza – podkreśla Piotr Spiżewski.

Poprawione przepisy

Innym powodem niewielkiej skuteczności wielu działań podejmowanych wobec dłużników jest to, że dotyczą one tej samej od lat grupy osób, której sytuacja bardzo często w ogóle nie ulega zmianie.

– Jeżeli już raz wnioskowaliśmy o zatrzymanie prawa jazdy i zostało one odebrane, to wiadomo, że kolejny wniosek w tej sprawie nie przyniesie efektu – potwierdza Magdalena Rynkiewicz-Stępień.

Gminy muszą jednak podejmować określone czynności w stosunku do dłużników, każdorazowo kiedy przyznają świadczenia dla ich dzieci. Ten problem zmniejszy się, kiedy zacznie obowiązywać nowelizacja ustawy z 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1228 ze zm.), która czeka na podpis prezydenta. Zgodnie z jej przepisami, jeżeli na podstawie przeprowadzonego z dłużnikiem wywiadu alimentacyjnego okaże się, że jego sytuacja nie zmieniła się, gmina nie będzie musiała informować urzędu pracy o potrzebie jego aktywizacji zawodowej oraz nie będzie wszczynać postępowania o uznaniu go za uchylającego się od zobowiązań alimentacyjnych.

– To racjonalne rozwiązanie, które obniży rosnące z roku na rok koszty związane z prowadzeniem działań wobec osób niepłacących na dzieci – uważa Piotr Spiżewski.