Nowe przepisy dotyczące wartościowania stanowisk urzędniczych nie zniwelują różnicy w zarobkach. Powierzanie tego zadania przełożonym jest błędem.
Reklama
Opis stanowisk w administracji rządowej / Dziennik Gazeta Prawna
Dyrektorzy generalni, a także bezpośrednio przełożeni w administracji rządowej będą mogli bez zbędnych formalności dokonać wartościowania poszczególnych stanowisk. Takie rozwiązanie przewiduje zarządzenie prezesa Rady Ministrów z 24 lipca 2015 r. zmieniające zarządzenie w sprawie zasad dokonywania opisów i wartościowania stanowisk pracy w służbie cywilnej. Dokument ma być opublikowany w Monitorze Polskim do 20 sierpnia.
Nowe przepisy krytykują eksperci. Zgodnie twierdzą, że niewiele one wniosą. Różnice w zarobkach urzędników piastujących takie same stanowiska jak były, tak pozostaną.
– Nowelizacja zarządzenia w niewielkim stopniu modyfikuje dotychczasowe rozwiązania dotyczące wartościowania stanowisk pracy. Nie przewidziano w nim istotnych zmian metodologicznych, choć wszystko wskazuje na to, że obecny system nie spełnił pokładanych oczekiwań – uważa dr Piotr Zuzankiewicz z Fundacji Instytut Prawa Ustrojowego.
Wtóruje mu prof. Jolanta Itrich-Drabarek, członek Rady Służby Cywilnej, autor komentarza do ustawy o służbie cywilnej. – Nowelizacja zarządzenia może jest uproszczeniem dla dyrektorów urzędów, ale dla korpusu służby cywilnej niewiele wnosi. A idea była taka, że zarobki osób realizujących podobne zadania będą na takim samym poziomie w każdej instytucji rządowej– podkreśla prof. Jolanta Itrich-Drabarek. – Tymczasem wciąż mamy sytuacje, że na podobnych stanowiskach między urzędami wojewódzkimi i ministerstwami jest duża przepaść płacowa. Występuje ona nawet między jednostkami tego samego typu – dodaje.
Dlaczego tak się stało? Otóż zdaniem związków zawodowych błędem jest zlecenie wartościowania stanowisk bezpośrednim przełożonym urzędników.
– Okazali się nieobiektywni. Do stanowisk zaufanych pracowników przypisywali dużo zadań, choć w rzeczywistości było inaczej. Dzięki temu ci podwładni otrzymywali wyższe wynagrodzenia – tłumaczy Robert Barabasz, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”.
Jego zdaniem wartościowanie powinna na nowo przeprowadzić zewnętrzna firma.
Próba zrównania płac
Prof. Jolanta Itrich-Drabarek ma jednak nadzieję, że w przyszłym roku po planowanych podwyżkach przynajmniej część tych różnic w zarobkach zostanie zniwelowana. W urzędach wojewódzkich urzędnicy maksymalnie mogą otrzymać do 6 proc. podwyżek, a w instytucjach podległych, w których płace są na niskim poziomie, ma nastąpić wyrównanie i wzrost może przekroczyć limit.
– Otrzymaliśmy zalecenie od szefowej służby cywilnej, aby w pierwszej kolejności podwyższać tym urzędnikom, których pensja nie przekracza 2,5 tys. zł. Z pewnością tak podzielone podwyżki przyczynią się do zniwelowania przepaści płacowej – zapewnia Marek Reda, dyrektor generalny Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego.
W ocenie dyrektorów generalnych jest jednak mało realne, aby pracownicy na tych samych stanowiskach w ministerstwach i urzędach wojewódzkich, a także pozostałych instytucjach, zarabiali tyle samo. Tłumaczą, że wszystko zależy od kształtowania funduszy wynagrodzeń, a te wypracowuje się latami.
Niepotrzebne stanowiska
Eksperci zwracają uwagę także na inny problem. W administracji rządowej nigdy nie było przeprowadzanego rzetelnego audytu stanowisk. O potrzebie jego wykonania mówi się zresztą od lat, bo wszystko wskazuje na to, że część stanowisk w ogóle nie ma racji bytu. Z pomysłu jego przeprowadzenia (pojawił się już w 2010 r. – przed uchwaleniem ustawy o racjonalizacji zatrudnienia, która została skrytykowana przez sędziów TK i trafiła do kosza) rząd się wycofał m.in. ze względu na koszty i czas trwania całego procesu. Przeprowadzenia audytu nie wykluczała także obecna szefowa służby cywilnej, kiedy w listopadzie 2014 r. obejmowała swoje stanowisko. Jednak jak zaznaczyła w rozmowie z DGP, ostateczna decyzja w tej sprawie będzie należeć do premier Ewy Kopacz. Szefowa rządu jednak się na to nie zdecydowała, bo nie chciała zaczynać wojny z urzędnikami w roku wyborczym.
– Pretekst z pewnością się pojawi, gdy zmieni się ekipa rządząca – zauważa prof. Jolanta Itrich-Drabarek. – Rzetelny audyt mógłby wykazać, w których komórkach jest za dużo pracowników, a także określić, gdzie ich jest zbyt mało w relacji do nałożonych zadań – zaznacza.
Mniej wysiłku, więcej efektu
Claudia Torres-Bartyzel, szefowa Służby Cywilnej
Nowe zarządzenie ogranicza papierkową robotę i oszczędza czas potrzebny na opisywanie i wartościowanie stanowisk pracy. Wprowadziliśmy krótsze i uproszczone wzory. Jasno napisaliśmy, że można stworzyć jeden opis dla kilku stanowisk. Niby wcześniej to też było możliwe, ale mało który urząd potrafił to wyinterpretować z przepisów. Prawdziwą nowością jest natomiast to, że zespoły wartościujące przestaną być zasypywane pracą. Na przykład zmiana nazwy komórki organizacyjnej nie będzie uruchamiać żmudnej, dotychczas często wielomiesięcznej procedury opisywania i wartościowania od nowa. Po prostu w metryczce opisu skoryguje się odpowiednie rubryki. I już. To mnóstwo oszczędzonego czasu. Jedna ze zmian dotyczy reguł gry. Osoba, która jest członkiem zespołu wartościującego, nie będzie już mogła oceniać opisów stanowisk pracy ze swojej komórki organizacyjnej. Wyniki prac zespołu zwykle mają wpływ na uposażenie pracowników, warto więc usunąć wszelkie wątpliwości. Nowelizacja to część projektu „Mniej wysiłku – więcej efektu” poprawiającego efektywność służby cywilnej.