Barszcz Sosnowskiego zagraża już nie tylko ludziom. Jak gminy zwalczają chwast?

12.08.2015, 10:25; Aktualizacja: 12.08.2015, 11:21
Barszcz Sosnowskiego

Regulacje nakazujące eliminację barszczu Sosnowskiego znajdują się także w niektórych miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego.źródło: ShutterStock

PROBLEM: Rany powstałe po zetknięciu się z barszczem Sosnowskiego goją się latami. Jest to groźne szczególnie w upały. W gorące dni – kiedy z barszczu parują olejki eteryczne – do poparzeń może dojść nawet bez bezpośredniego kontaktu. Na pierwszej linii frontu walki z rośliną, która przed ponad półwieczem miała być wymarzoną paszą dla bydła, a dziś staje się w całym kraju gigantycznym kłopotem, stoją gminy. Jeśli szybko nie dostaną funduszy, a regulacje prawne się nie zmienią, walka może okazać się bardzo nierówna. Już dziś barszcz zagraża nie tylko ludziom, ale tak cennym ekosystemom jak dolina Rospudy.

1. Moc rośliny

W Polsce barszcze kaukaskie, do których należy m.in. barszcz Sosnowskiego oraz także inwazyjny Mantegazziego, występują już w każdym województwie, a liczba ich stanowisk z roku na rok wzrasta. Rośliny te mają dużą zdolność regeneracji, są odporne na środki chemiczne i łatwo się rozmnażają. Jedna sztuka wytwarza kilkadziesiąt tysięcy nasion, które zachowują zdolność do kiełkowania nawet przez pięć lat. Owoce mogą się rozprzestrzeniać z wiatrem, wodą, za pośrednictwem zwierząt, a także dzięki działalności ludzkiej. Soki barszczu są tak toksyczne, że konieczna jest ich utylizacja. W tym celu stosuje się betonowane silosy, w których warstwami układa się skoszone rośliny i zasypuje każdą warstwę ziemią i wapnem. Uzyskany sok należy kompostować nawet przez rok. Wszystko to sprawia, że zwalczanie barszczu jest niezwykle trudne i wymaga systematycznych działań. Eksperci twierdzą, że skuteczna walka z tym chwastem może potrwać nawet do 20 lat. Ich zdaniem gminy, żeby w ogóle zacząć skuteczne działania, muszą opracować strategię i realizować ją wspólnie z sąsiadami. Jeśli na danym terenie tylko jedna jednostka samorządowa zareaguje, a sąsiednia problem zbagatelizuje i terenu nie wykosi, to ten sąsiad będzie zarażał przez miedzę.

2. Zmasowany atak

Na palący problem uwagę zwrócił wójt gminy Raczki, której teren obejmuje część obszaru chronionego krajobrazu doliny Rospudy. Barszcz rośnie tam na 20–30 hektarach. Wójta ogranicza wybór metody walki, która według specjalistów jest inna na terenach objętych programem Natura 2000, a inna w pozostałych częściach Polski. Wiąże się to zarówno z aspektami glebowymi, jak i bliskością koryta rzeki. To niestety wpływa na koszty. – Kłopotem skutecznie zajmowalibyśmy się już od dwóch lat, kiedy to wraz ze starostą suwalskim złożyliśmy wniosek o dofinansowanie do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, jednak bezskutecznie – mówi wójt Raczek Andrzej Szymulewski. – W tym roku wniosek ponowię, gdyż opracowaliśmy skuteczną strategię walki z barszczem, zrzeszając siły z okolicznymi gminami – Oleckiem, Sejnami, Augustowem. Moja gmina ma szansę nawet na 1,5 mln zł. Włodarz zdaje sobie sprawę z konsekwencji ekologicznych, jakie wiązałyby się z użyciem herbicydu. Postanowił, że barszcz będzie usuwał wyłącznie metodą mechaniczną. Już od lat, kilka razy w roku stosuje wykaszanie. Inne metody stosuje burmistrz sąsiedniego Olecka Wacław Olszewski. W walce z chwastem wykorzystuje dozwolony preparat chemiczny. Dodatkowo mechanicznie wykasza na wiosnę. – W swojej gminie do tej pory miałem dwóch pracowników, którzy zostali wyposażeni w specjalne kombinezony, gdyż barszcz pali nawet przez standardowe ubrania strażackie. Stosujemy oprysk, ale pojawiają się nowe ogniska. By walka była skuteczna, trzeba lat. U nas jest sporo terenów popegeerowskich, stąd to zło się rozprzestrzeniało. Kiedyś barszcz był tanią formą paszy dla zwierząt hodowlanych – zwraca uwagę Olszewski. – Teraz, wraz z nadleśnictwem i sołtysami, walczymy kompleksowo. Na sesjach rady proszę włodarzy o inwentaryzację stanowisk barszczu, jest to konieczne do otrzymania dotacji na walkę z tym chwastem.

3. Do kogo po fundusze

Rzecznik Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska Monika Jakubiak-Rosoczuk przypomina, że zgodnie z przepisami ustawy o samorządzie gminnym z 8 marca 1990 r. (tj. Dz. U. poz. 594 z p. z.) zwalczanie barszczu leży w kompetencjach gmin. Nie oznacza to jednak, że muszą same pokrywać koszty walki. Mogą się zwrócić o dofinansowane ze specjalnej puli środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (w przypadku obszarów chronionych Natura 2000, parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz ich otulin) oraz wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej (WFOŚiGW) – dla pozostałych obszarów. Tam też gminy powinny pytać o warunki dofinansowania i składać swoje wnioski. Magdalena Skłodowska, rzeczniczka NFOŚiGW, podkreśla, że projekt obejmujący zwalczanie barszczu skierowany jest do gmin nie tylko z terenów chronionych ani nie ogranicza się do danego województwa. Obecna pula środków wynosi 4 mln zł. – Fundusz chce, by w ramach projektu były prowadzone działania kompleksowe, nie tylko przez jedną gminę, ale żeby JST tworzyły związki i miały wspólne projekty. Taka walka jest najbardziej skuteczna – twierdzi Skłodowska. – Muszą to być koncepcje wieloletnie, zakładające walkę nawet do 20 lat, gdyż roślina jest silna. Samo wykaszanie nie wystarcza, czasem trzeba jeszcze każdy korzeń likwidować poprzez wlewanie wody w odpowiedniej temperaturze.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • StAAbrA(2015-08-12 11:57) Zgłoś naruszenie 00

    Trzymajcie się dyrektywy Kozieja .
    Albo innego tłuka z Radomia .

    Odpowiedz
  • tubylec(2015-08-13 22:18) Zgłoś naruszenie 00

    Zwardoń w Beskidzie Żywieckim cały zarośnięty i nikt z tym niczego nie robi. Jeszcze trochę a strach będzie w góry wyjść 😩

    Odpowiedz
  • Oleckowianka(2015-08-12 17:08) Zgłoś naruszenie 00

    W sadzie w siejniku rośnie bardzo dużo barszczu sosnowskiego , ktory ma powyżej 2 m .

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!



30 lecie samorządności - Związek Miast Polskich



Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane