Choć każde z państw członkowskich ma przyznaną przez Komisję Europejską określoną pulę pieniędzy na realizację przedsięwzięć, czasem pojawiają się nadwyżki. Wynikają głównie z oszczędności przy realizacji projektów, co powodowane jest wahaniami kursu euro wobec złotego. W tej chwili np. duże oszczędności są w projektach środowiskowych, m.in. wodno-kanalizacyjnych.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przyznaje, że zazwyczaj tych ekstrapieniędzy nie jest dużo, więc stosunkowo łatwo je zagospodarować. Ale zdarzają się wyjątki.

Na przełomie lat 2008 i 2009 niespodziewanie przybyło 2,5 mld zł. Trzeba było szybko je wydać, w przeciwnym wypadku pieniądze by przepadły.

Ale samorządy dopiero rozpoczynały realizację projektów w ramach perspektywy 2007 – 2013. Szybko więc nadwyżkę zagospodarowano, podnosząc poziom dofinansowania w wielu projektach np. z 50 do 85 proc.

Mała gmina, duży problem z unijnymi pieniędzmi
Najmniej aktywne w wykorzystywaniu pieniędzy z UE są niewielkie miejscowości. W maju br. NIK opublikowała raport pt. „Pozyskiwanie środków z budżetu Unii Europejskiej przez małe jednostki samorządu terytorialnego”. I wskazała konkretne problemy, które utrudniają małym samorządom korzystanie ze wsparcia z Brukseli.
Są to:
● brak środków własnych na sfinansowanie wkładu własnego,
● zbyt skomplikowane procedury, w tym konieczność składania wraz z wnioskiem o dofinansowanie dużej liczby załączników sporządzanych często odpłatnie (zmusza to gminy do ponoszenia kosztów bez gwarancji przyjęcia ich projektów do dofinansowania),
● zbyt długie oczekiwanie na refundację wydatków poniesionych na realizację inwestycji finansowanych przy udziale środków unijnych. Prowadzi to do zachwiania płynności finansowej małych jednostek, a w przypadku realizowania danej inwestycji przy udziale kredytów wymusza zadłużanie się na dłuższy okres. To zaś zwiększa koszty ponoszone na dane zadanie.

Zdaniem MRR istnieje prawdopodobieństwo, że podobna sytuacja będzie miała miejsce na przełomie lat 2013 i 2014. – Dlatego namawiam samorządy, aby jeżeli mają jakiś projekt, zaczynały go realizować z własnych pieniędzy, bo potem mogą dostać zastrzyk gotówki – mówiła w wywiadzie dla DGP minister Elżbieta Bieńkowska.

Jednak tym razem samorządy nie są zainteresowane. Bo są w kiepskiej sytuacji finansowej, nie planują tylu nowych projektów, co w latach 2008 – 2009, a dodatkowo czują na sobie bat ministra finansów w postaci reguły wydatkowej. W tej sytuacji nie zamierzają ryzykować.

– Cenimy panią Bieńkowską, ale sama deklaracja, że pojawią się jakieś dodatkowe środki, to za mało. Obecnie miasta pracują nad budżetami na przyszły rok i decyzje radnych nie mogą być oparte na niejasnych zapowiedziach rządu.

Tym bardziej że zadłużanie się w najbliższych kilku latach będzie bardzo trudne – stwierdza dyrektor biura Związku Miast Polskich Andrzej Porawski.

Dodaje, że jeśli jakieś miasto nie ma teraz długów, znaczy to tylko tyle, że nawet wcześniej, w sprzyjających okolicznościach, nie podejmowały ryzyka. Tym bardziej nie zrobią tego teraz.

Zdaniem starosty żywieckiego Andrzeja Kalaty perspektywa nadwyżki jest kusząca, ale na razie samorządy o niej nie myślą. Mają inny problem. – To oczekiwanie na wypłatę już przyznanych środków z Brukseli – mówi starosta. Dobrze, jeżeli jest to tylko rok.

Ale czasami wypłata następuje po dwóch latach. W tym czasie miasto musi kredytować inwestycję, a to generuje odsetki. – W efekcie nie mamy kapitału na realizację kolejnych projektów – tłumaczy Kalata.

Wychodzi zatem na to, że wraz z kończącą się perspektywą finansową zmieniają się priorytety samorządów. Już nie chodzi o pozyskiwanie kolejnych środków na wkład własny przy projektach, ale bardziej o ustabilizowanie lokalnych budżetów. Inaczej narażą się ministrowi finansów. Nic więc dziwnego, że nikt nie chce wychodzić przed szereg.