Gdyby ktoś chciał nielegalnie zakopać tony odpadów, to szansa, że zostanie złapany, jest znikoma. Jak zbadała NIK, nadzór nad terenami dawnych wyrobisk kuleje.
Handel „dziurami w ziemi”, czyli terenami po byłych wyrobiskach, które szybko zamieniają się w dzikie wysypiska pełne wyrzuconych tam nielegalnie śmieci, ma się w Polsce świetnie. Winę za to ponosi nie tylko kulawe prawo, które pełne jest nieprecyzyjnych procedur i niejasnego podziału obowiązków, ale też zaniedbania samorządów. To wnioski z ostatniego raportu Najwyższej Izby Kontroli, do którego dotarł DGP.
Kontrole na papierze
Izba obnaża w nim, jak bardzo nie działa w naszym kraju system nadzoru nad terenami m.in. po dawnych kopalniach. Z raportu wynika, że średnio co trzecie wyrobisko nie zostało nigdy skontrolowane przez odpowiedzialne za to urzędy. Drugie tyle było sprawdzane mniej niż raz w roku. W ocenie NIK zawiodła też jakość nadzoru tam, gdzie w ogóle on występował. Zgodnie z przepisami spoczywa on na starostach – mają oni dopilnować, by w ciągu 5 lat po zakończeniu działalności przemysłowej przedsiębiorca doprowadził teren do pożądanego stanu, który nie zagrażałby środowisku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.