Trwają prace nad liftingiem programu „Czyste powietrze” i nad powołaniem do życia nowej, gigantycznej bazy danych.
Zintegrowany system wsparcia polityk i programów ograniczenia niskiej emisji, w skrócie ZONE – tak miałaby nazywać się baza. Projekt pilotuje konsorcjum Ministerstwa Rozwoju, Instytutu Ochrony Środowiska, Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla, Instytutu Łączności i Krakowskiego Alarmu Smogowego. – Mamy nadzieję, że jeszcze w listopadzie uda się złożyć stosowny wniosek do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w programie „Gospostrateg” i uzyskać kilkanaście milionów złotych dofinansowania na projekt – potwierdza Piotr Woźny, doradca wicepremiera Mateusza Morawieckiego ds. smogu. System byłby własnością Skarbu Państwa, pilotaż miałby miejsce w trzech województwach.
Pełną parą ZONE miałby ruszyć w 2019 r. i zawierać informacje o jakości ocieplenia budynków, dane o sieciach gazowniczych i ciepłowniczych. Gminy uzupełniłyby to swoimi danymi, m.in. o osobach uprawnionych do pomocy. Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska mogłyby zasilić bazę informacjami dotyczącymi tego, kto już otrzymał dotację na wymianę pieca czy ogrzewanie domu, zaś straże gminne i miejskie – oznaczać budynki, które skontrolowano i w których stwierdzono nieprawidłowości.
Reklama
Zebrane dane mają pomóc w ustalaniu strategii działania. Na przykład można będzie określić obszary, na których obowiązywałyby wyższe dotacje od państwa lub samorządów na wymianę pieców. Wiedza o przebiegających rurach ciepłowniczych pozwoli oszacować, czy rozsądniej będzie podłączyć dane gospodarstwo domowe do sieci, czy udzielić mu dotacji na wymianę pieca lub termomodernizację budynku.
Jak dowiedział się DGP, forsowany przez resort rozwoju lifting „Czystego powietrza” będący podstawą do programu termomodernizacji ma się opierać na trzech elementach: zakazie sprzedaży kotłów kopciuchów (rozporządzenie weszło w życie we wrześniu), normach jakości węgla powiązanych z systemem świadectw jakości paliw stałych oraz obowiązku wymiany nieekologicznych kotłów na urządzenia spełniające normy emisyjne wynikające m.in. z przepisów uchwał antysmogowych.

Reklama
Szykowane są dwa warianty programu wsparcia termomodernizacji – dla niezagrożonych i zagrożonych ubóstwem energetycznym (czyli gospodarstw, których nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb w tym zakresie). W drugim przypadku w grę wchodziłyby dotacje do 100 proc. kosztów termomodernizacji plus dopłaty w przypadku wzrostu kosztów ogrzewania spowodowanych wymianą źródeł ciepła. Polski Alarm Smogowy wyliczył, że ogrzewanie gazem średniego domu jednorodzinnego o powierzchni 127 mkw. po termomodernizacji będzie kosztowało tyle samo, co ogrzewanie węglem takiego samego budynku przed termomodernizacją.
W wariancie dla niezagrożonych ubóstwem energetycznym w grę ma wchodzić ulga podatkowa do wysokości 50 tys. zł (na tyle szacowany jest średni koszt termomodernizacji domu jednorodzinnego wraz z wymianą kotła) czy preferencyjne kredyty, które mógłby przygotować BGK.
– Naszą intencją jest przygotowanie programu uszytego na miarę Polski, gdzie 40 proc. produkowanej energii służy do ogrzewania mieszkań i domów, w większości takich, w których okna i drzwi powinny zostać wymienione, a mury ocieplone. A później zamontowane nowe źródło ciepła – mówi DGP Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju.
– Aby pomóc najuboższym, musimy wprowadzić do polskiego systemu prawnego kategorię ubóstwa energetycznego, która nie jest nigdzie opisana. W oszacowaniu wysokości funduszu ma nam pomóc w pierwszej kolejności studium Banku Światowego. Wówczas poznamy skalę zjawiska. Umówiliśmy się, że pierwsze kryteria powinniśmy mieć gotowe do końca grudnia – dodaje Emilewicz. I przyznaje, że proces unowocześniania domów zajmie kilka lat i niezbędna przy tym będzie współpraca rządu i samorządów.
Pilotaż ma objąć 33 gminy wymienione przez WHO w gronie 55 najbardziej zanieczyszczonych miejsc w Europie. Niewykluczone, że do współpracy przy programie rząd zaprosi np. PGNiG – tak, by część domów przyłączyć do sieci gazowej.
Jednym z beneficjentów rządowych planów może być grupa 3,3 tys. kominiarzy. Rozważana jest koncepcja, by przywrócić obowiązek dorocznego przeglądu instalacji grzewczych. Kominiarze mieliby też sprawdzać, czym ludzie palą w piecach i jakie są źródła ciepła. Dane przesyłaliby do systemu ZONE.
Realizacja programu „Czyste powietrze” na razie idzie jak po grudzie. Na przykład resort energii zgłosił na Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów, że zapowiadane na połowę tego roku kluczowe przepisy o jakości paliw powstaną do połowy 2018 r. Problematyczna okazuje się zapowiadana budowa stacji mierzących jakość powietrza. Według naszych rozmówców resort środowiska koordynujący rządowy program nie chce się zgodzić na budowę większej liczby stacji, bo dokładniejsze pomiary ujawniają jeszcze gorszą sytuację. Gdy np. stację postawiono w rodzinnych Brzeszczach premier Beaty Szydło, okazało się, że... powietrze jest tam jeszcze gorsze niż w Żywcu, który WHO uznała wcześniej za najbardziej smogowe miejsce w Europie.
5 mln gospodarstw domowych miałaby objąć baza ZONE
1,9 mln gospodarstw w Polsce jest nieocieplonych
1,7 mln ma niski standard izolacyjny (warstwa ocieplenia jest mniejsza niż 8 cm)

ROZMOWA

Grzegorz Gruchalski, prezes Warszawskiego Forum Samorządowego

Państwa zdaniem przyjmowane obecnie przez kolejne regiony uchwały antysmogowe to leczenie objawów choroby, a nie przyczyn. Dlaczego?
Te uchwały powinny już dawno obowiązywać, działania są zwyczajnie spóźnione. O smogu w Krakowie czy w Warszawie mówi się od lat. Wokół problemu narosło sporo mitów, np. przez lata myślano, że to głównie transport odpowiada za zanieczyszczenie. Tymczasem największym trucicielem jest 3 mln gospodarstw domowych. Dziś pewne działania powinny być podejmowane na poziomie miast, a nie województw.
Coraz częściej w kontekście zanieczyszczeń powietrza podnoszony jest problem tzw. aerodynamiki miast. Chaotyczna zabudowa utrudnia walkę ze smogiem?
Kiepskie planowanie miasta niestety przyczynia się do problemu smogowego. Projekty deweloperskie powinny być realizowane tylko w miejscach, które zapewniają centralne ogrzewanie z elektrociepłowni lub np. ekologicznych pomp ciepła. W Warszawie przecież największymi trucicielami są dzielnice z niską zabudową domów jednorodzinnych bez dostępu do miejskiego centralnego ogrzewania, takie jak Wilanów czy Wawer. W Krakowie brak podłączenia do miejskiej sieci ciepłowniczej powoduje, że wciąż powstają inwestycje wielorodzinne z własnymi piecami!
A co z darmowym transportem miejskim w przypadku przekroczenia norm czystości powietrza? Czy to powinien być standard?
Uważam, że tak. Inwestowanie w ekologiczny transport publiczny i jego szerokie promowanie powoduje, że mieszkańcy w mniejszym stopniu korzystają z transportu indywidualnego. Ale tu też są problemy. W Warszawie ludzie nie porzucają samochodów osobowych, bo nie są w stanie bez nich dojechać do pracy. Peryferyjne dzielnice biurowe na obrzeżach, bez transportu publicznego to problem stolicy. Tymczasem świetnie skomunikowane centrum stoi puste, jak chociażby otoczenie Pałacu Kultury, które aż się prosi o zagospodarowanie.