Przedstawiciele miast i mniejszych gmin zgodzili się co do trzech ważnych zmian w procedurze zmian granic, a rekomendacje w formie raportu zostały przesłane do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, które zainicjowało prace. Kością niezgody pozostają zasady przeprowadzenia rozliczeń finansowych pomiędzy gminą, która przejmuje część terytorium, a tą, która je traci.
Zmiany granic gmin przed wyborami samorządowymi
Już podczas ubiegłorocznych gorących sporów o zmiany granic niektórych gmin większość przedstawicieli samorządów zgodziła się, że nie powinny być one dokonywane co roku.
– Dla mnie jako włodarza, który w tym roku stracił tereny i który cały zeszły rok poświęcił, aby bronić tych granic, najważniejsze jest ograniczenie częstotliwości – mówi Anna Gliniecka-Woś, burmistrz Kobylnicy (woj. pomorskie), która w zespole reprezentowała Unię Miasteczek Polskich. Gmina w tym roku straciła część terenów na rzecz Słupska, chociaż w mniejszym wymiarze, niż zakładał pierwotny wniosek. Na kolejny rok miasto nie zdecydowało się na podobny krok. – Nie wyobrażałam sobie, że jeśli miasto w grudniu podjęłoby kolejną uchwałę, kolejny rok będzie wyglądał tak jak ostatni. Nie da się planować, nie da się inwestować, jest problem ze stworzeniem budżetu, bo nie wiemy, jakimi środkami będziemy dysponować – dodaje Anna Gliniecka-Woś.
Zespół ostatecznie postawił na ograniczenie zmian granic gmin do jednej w kadencji i przedstawił zaproponowany harmonogram. Przekładając go na obecną kadencję władz samorządowych – wnioski należałoby złożyć do końca tego roku, a zmiany weszłyby w życie 1 stycznia 2029 r. – przed wyborami samorządowymi. Chodzi o to, aby nowi mieszkańcy mogli wybrać swoje władze już w nowym podziale terytorialnym.
„Zaproponowane regulacje opierają się na założeniu, że należy możliwie skrócić okres, w którym występuje brak adekwatnej, aktualnej reprezentacji mieszkańców” – czytamy w raporcie.
Chociaż ta propozycja znalazła się w raporcie jako wynik uzgodnień, to nie wszyscy uważają ją za trafną. Padają głosy, że cały proces nie powinien trwać tak długo.
– To właściwie trzy lata, a działalność w zmienionych warunkach zaczyna się w czwartym roku. Można dyskutować o tym, że raz w kadencji, ale na pewno nie przy tak rozwleczonym harmonogramie – uważa Marek Wójcik, ekspert ds. legislacyjnych Związku Miast Polskich.
Propozycja ograniczenia częstotliwości zmian wypracowana razem z NIST nie dotyczy nadawania miejscowościom statusu miasta czy zmiany nazw gmin albo siedziby ich władz. Zmiany granic również mogłyby odbywać się częściej, ale tylko w przypadku terenów niezamieszkałych i tych następujących za obopólną zgodą.
Sąd na straży procedury zmiany granic gmin
Małe gminy od lat narzekają, że zmiany granic dokonywane na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów nie podlegają sądowej kontroli. Zespół zaproponował, aby było ono poprzedzone postępowaniem administracyjnym i wydaniem stanowiska w sprawie zmian w podziale terytorialnym państwa przez właściwego ministra (szefa MSWiA) w formie postanowienia. Postępowanie prowadzone byłoby w oparciu o przepisy kodeksu postępowania administracyjnego z urzędu albo na wniosek zainteresowanej gminy. I właśnie to postanowienie podlegałoby sądowej kontroli.
„Propozycja przewiduje, że postanowienie ministra właściwego do spraw administracji publicznej może być zaskarżone przez zainteresowaną gminę do sądu administracyjnego z powodu niezgodności z prawem. Oznacza to, że wzorcem kontroli będzie legalność, czyli weryfikacja oparcia rozstrzygnięcia o stosowne podstawy prawne oraz dochowanie wymogów proceduralnych, w tym zasięgnięcie stosownych opinii rad gmin, przeprowadzenia konsultacji lub referendum (w zależności od przypadku) itd.” – wskazuje NIST.
Kolejnym aspektem jest wzmocnienie roli konsultacji z mieszkańcami. Chociaż dziś możliwe jest przeprowadzenie referendum, to nie jest ono obowiązkowe. Członkowie zespołu zgodzili się, że przy nowej procedurze powinno się to zmienić. Rada gminy mogłaby odstąpić od przeprowadzenia referendum tylko jeśli zmiana dotyczyłaby obszarów niezamieszkałych albo obszaru mniejszego niż 10 proc. powierzchni gminy i zamieszkałego przez mniej niż 5 proc. jej mieszkańców. Koszty referendum miałaby pokrywać gmina wnioskująca o zmianę granic. Jego wynik nie byłby jednak wiążący dla Rady Ministrów.
Problematyczne rozliczenia między gminami
NIST podjął się też próby wypracowania kompromisu w zakresie rozliczeń finansowych między gminami. Chociaż zgodzono się co do tego, że taka procedura powinna być, to nie osiągnięto porozumienia, w jakim zakresie.
– Co do tego, że trzeba się uczciwie rozliczać, nikt nie miał wątpliwości. Natomiast byli tacy, którzy mówią, że jeśli gmina zaciągnęła kredyt na budowę szkoły i spłaciła 75 proc., a następnie następuje zmiana w podziale terytorialnym, to przejmująca gmina powinna zwrócić cały kredyt. My mówimy: absolutnie nie – komentuje Marek Wójcik. Dodaje, że rozliczenia powinny dotyczyć pozostałych do spłaty kosztów, ponieważ te już poniesione służyły konkretnym mieszkańcom na danym terenie w ramach realizacji usług publicznych. Kobylnica i Słupsk są obecnie na etapie wypracowywania porozumienia dotyczącego rozliczeń, ale przepisy na ten temat milczą.
– To, co wypracowaliśmy w ramach zespołu, jest krokiem naprzód. Musimy od czegoś zacząć i dalej możemy rozmawiać o kwestiach finansowych, bo wiadomo, że to jest najtrudniejsze. Każda ze stron ma swój punkt widzenia – uważa Anna Gliniecka-Woś.
Kwestia rozliczeń finansowych związanych z przekazywaniem mienia komunalnego znalazła się w poselskim projekcie zmian przepisów, zaproponowanym przez PSL. Był on przygotowywany we współpracy ze Związkiem Gmin Wiejskich RP.
– Ten projekt jest podobny, prace były prowadzone równolegle, ale nie są ze sobą powiązane – podkreśla Anna Gliniecka-Woś.