Wydatki związane ze zmianami projektu i dodatkowymi pracami spowodowanymi odkryciem nieznanych wcześniej innych zabytków w remontowanym obiekcie powinny obciążać jego właściciela, a nie wykonawcę remontu – orzekł Sąd Najwyższy.
Sprawa miała swoje źródło w kontrakcie na blisko 12 mln zł, jaki zawarła Jelenia Góra ze spółką C., a którego przedmiotem miał być remont połączony z pracami konserwatorskimi i przebudową niektórych elementów wnętrza zabytkowego zespołu klasztoru pocysterskiego w Cieplicach. Kontrakt ten, zawarty zgodnie z przepisami o zamówieniach publicznych, był oparty na systemie „zaprojektuj i zbuduj”, co oznaczało, że wykonawca zobowiązuje się do wykonania całości prac – zarówno projektowych, jak i budowlanych – a także do zakupu niezbędnego sprzętu i materiałów.
Reklama

Reklama
Elementem projektu remontowo-konserwatorskiego było także zbudowanie wewnątrz budynku poklasztornego nowoczesnej windy. Jednak w toku prac wykonawca odkrył zamurowaną niegdyś zabytkową klatkę schodową, na ścianach której znajdowały się barokowe polichromie. W efekcie wojewódzki konserwator zabytków nie wyraził zgody na budowę windy wewnątrz budynku, trzeba więc było umieścić ją na zewnątrz. Wykonano nowe projekty, które zatwierdziło miasto, a konserwator wyraził zgodę na ich realizację. Winda została zbudowana, ale spółka C., po odebraniu przez miasto wykonanej pracy, zażądała zapłaty ponad 180 tys. zł za wykonanie nowych projektów i dodatkowych prac związanych z budową windy na nowych warunkach. Miasto odmówiło zapłaty, twierdząc, że strony umówiły się na wynagrodzenie ryczałtowe, a to oznacza, że wypłata dodatkowych kwot ze względu na zwiększone koszty prac nie jest możliwa.
Sprawa trafiła do sądu, gdzie zapadły różne orzeczenia – w I instancji wygrała spółka C., ale sąd II instancji powództwo całkowicie oddalił. Z kolei Sąd Najwyższy zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania.
Uzasadniając wyrok SN wskazał, że w sytuacji, gdy strony umawiają się na realizację inwestycji w systemie „zaprojektuj i zbuduj”, nie mamy do czynienia z umową o roboty budowlane, zwłaszcza że przedmiotem w tym wypadku nie była budowa, lecz remont. Ale prace budowlane muszą być poprzedzone pracami nad projektem, z którym wiąże się obowiązek uzyskania wielu zezwoleń przez właściwe organy władzy publicznej, zwłaszcza że mają dotyczyć zabytkowej budowli.
Zdaniem SN mamy tu raczej do czynienia z umową bliższą umowie o świadczenie usług albo wręcz umową mieszaną, zawierającą elementy różnego typu kontraktów cywilnych, takich jak roboty budowlane, umowa o dzieło, zlecenie, a nawet umów nienazwanych (np. umowa o prace projektowe). Mieszany charakter umowy oraz fakt, że prace dotyczą zabytku, mogą przesądzić o ewentualnych uprawnieniach wykonawcy prac.
Zdaniem SN nie można zgodzić się z poglądem, że doświadczony przedsiębiorca musi liczyć się z tym, że w toku prac w zabytkowym otoczeniu mogą wystąpić nieprzewidziane wcześniej sytuacje, wiążące się ze zmianą projektów i dodatkowymi pracami, a w efekcie nie może żądać zmiany wynagrodzenia, gdy strony ustaliły wynagrodzenie ryczałtowe. Artykuł 632 k.c. nie może być tu wprost zastosowany.
– Jeżeli remontowany obiekt należy do zamawiającego prace, to jego obciążają też konsekwencje wynikające z ujawnienia nieznanych wcześniej właściwości tego obiektu, takich jak odkrycie nowych elementów zabytkowych – powiedziała sędzia Marta Romańska.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Najwyższego z 7 kwietnia 2017 r., sygn. akt V CSK 481/16