Darmowe szkolenia pracowników mogą pochłonąć w tym roku ponad 191 mln zł. Pracodawcy chcą dotacji na naukę języków obcych dla... sprzątaczek.
Urzędy pracy zasypywane są wnioskami o dofinansowanie kształcenia pracowników i pracodawców. Na ten cel przeznaczono w tym roku ponad 191 mln zł z Krajowego Fundusz Szkoleniowego (KFS). O dotacje mogą się ubiegać firmy, urzędy i fundacje. Dofinansowaniem mogą być objęte różnego rodzaju szkolenia, a nawet studia podyplomowe realizowane z inicjatywy pracodawcy lub za jego zgodą. Urzędy pracy mogą też dofinansować egzaminy kwalifikacyjne lub np. certyfikujące, badania lekarskie lub psychologiczne.
Reklama

Reklama
Pracodawca może otrzymać dofinansowanie w wysokości 80 proc. kosztów kształcenia, ale nie więcej niż 300 proc. przeciętnego wynagrodzenia (ok. 12 tys. zł) na jednego pracownika w ciągu roku. Mikroprzedsiębiorstwa, czyli firmy zatrudniające do 10 osób, mogą otrzymać zwrot nawet 100 proc. kosztów szkolenia, ale też w kwocie nie większej niż trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia.
Pracodawcy chętnie korzystają z tej możliwości. – Ale wiele wniosków o dofinansowanie nie jest związanych z podnoszeniem twardych kompetencji, czyli tych związanych z konkretnymi umiejętnościami i wiedzą niezbędną do wykonywania zawodu. Dotyczą one kształtowania kompetencji miękkich, związanych z psychiką i zachowaniami społecznymi – mówi Irena Lebiedzińska, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Opolu. Dodaje, że wśród propozycji szkoleń są np. takie, które dotyczą „holistycznego zarządzania zdrowiem”, poświęcone są treningom asertywności lub wiedzy o tym, jak wyglądać będzie przyszłość.
– Pojawiają się nawet propozycje szkoleń, podczas których sprzątaczki miałyby się uczyć języków obcych, jakby to było im potrzebne do wykonywania zawodu w Polsce – podkreśla Wioletta Tybiszewska, dyrektor PUP w Żaganiu. Dodaje, że czasem pracodawcy nie wiedzą nawet, jakie szkolenia mają przejść ich pracownicy. Zdarza się, że podpisują dokumenty w ciemno i upoważniają firmy szkoleniowe, aby zajęły się kompleksowo pozyskiwaniem pieniędzy na szkolenia i przeprowadzenie kursów.
Z wypowiedzi dyrektorów urzędów pracy wynika też, że firmy szkoleniowe wykorzystują rosnący popyt na kształcenie pracowników za pieniądze z Krajowego Fundusz Szkoleniowego. – Stawki za szkolenia pracowników są w tym roku nawet trzy razy większe niż za takie samo szkolenie bezrobotnych przeprowadzane w roku ubiegłym – twierdzi dyrektor Lebiedzińska. – Za dwa dni szkolenia pracownika firmy oczekują nawet 2–3 tys. zł – dodaje Tybiszewska.
Zdaniem Lebiedzińskiej w ostatnich dwóch latach powstało dużo firm szkoleniowych nastawionych głównie na wykorzystywanie środków, którymi dysponują urzędy pracy. Są przy tym bardzo ekspansywne. – Choć Żagań leży przy zachodniej granicy, to zjawiają się u nas firmy szkoleniowe z południa Polski – wskazuje Tybiszewska.
– Firmę szkoleniową może założyć każdy, a nam trudno zweryfikować jej kompetencje. Dlatego czasem mamy obawy, czy pieniądze zostaną wydane z sensem – przyznaje Zdzisław Szramowski, dyrektor PUP w Ostródzie.
Jest też inny problem. – Nie możemy wejść do firmy i ocenić, czy szkolenie wynika z rzeczywistych potrzeb pracowników, czy też jest sposobem na dodatkowe zyski firm – podkreśla Jerzy Bartnicki, dyrektor PUP w Kwidzynie.
Co do zasady szkolenia dofinansowywane przez urzędy pracy mają zapobiegać utracie zatrudnienia przez osoby, których kompetencje są nieadekwatne do wymagań zmieniającej się gospodarki. W tym roku nie obowiązuje już granica wieku pracowników, na szkolenie których można otrzymać wsparcie finansowe z KFS – w dwóch poprzednich latach dotyczyło ono kształcenia osób w wieku 45 i więcej lat. Można więc doszkalać także młode, świeżo zatrudnione osoby, które podjęły pracę po skończeniu szkoły.
Krajowy Fundusz Szkoleniowy finansowany jest ze składek odprowadzanych przez pracodawców na Fundusz Pracy.