Każdy kraj w zjednoczonej Europie ma przesyłać informacje o osobach, które straciły uprawnienia do wykonywania zawodu lub posługują się sfałszowanym dyplomem. W ten sposób powstanie czarna lista pseudospecjalistów, a wgląd do niej będą miały uprawnione instytucje (m.in. ministerstwa i samorządy zawodowe).
„Na krześle, przy brudnym stole i z użyciem przeterminowanych leków leczył zęby dentysta z zagranicy. Za wizytę brał ok. 100 zł. Mężczyzna nielegalnie świadczył usługi stomatologiczne w jednym z domów jednorodzinnych koło Radomia.”
„32-letnia kobieta walczy o powrót do sprawności. Podczas masażu pseudospecjalista doprowadził do niedrożności tętnicy, co wywołało udar. Kobieta jest sparaliżowana.”
„38-letni mężczyzna przez 10 lat pracował w zespole szkół leśnych jako nauczyciel wychowania fizycznego. Po ponad dekadzie – przypadkowo – okazało się, że dokument potwierdzający jego kwalifikacje został sfałszowany, a nauczyciel ma jedynie dyplom licencjata.”
Reklama
Podobnych informacji o pseudospecjalistach można znaleźć mnóstwo w internecie. Niestety takie sprawy najczęściej wychodzą na jaw dopiero wtedy, gdy dojdzie do tragedii. Dlatego Unia Europejska chce przeciwdziałać niebezpiecznym sytuacjom. Każdy kraj w zjednoczonej Europie ma przesyłać informacje o osobach, które straciły uprawnienia do wykonywania zawodu lub posługują się sfałszowanym dyplomem. W ten sposób powstanie czarna lista pseudospecjalistów, a wgląd do niej będą miały uprawnione instytucje (m.in. ministerstwa i samorządy zawodowe).

Reklama
W Polsce obowiązki te z 18 stycznia 2016 r. wprowadziła nowa ustawa o zasadach uznawania kwalifikacji zawodowych nabytych w państwach członkowskich Unii Europejskiej. Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak mechanizm ten działa w praktyce i czy zamieszczane w nim informacje są użyteczne. Okazało się, że na razie nie działa wcale. A zdaniem ekspertów nawet gdy zacznie, może być niefunkcjonalny ze względu na problematyczne przepisy.
Jednocześnie kilka dni przed tą ustawą, a dokładnie 15 stycznia, weszła inna regulacja, nie mniej ważna z punku widzenia sprawdzania kwalifikacji. To ustawa o zintegrowanym systemie kwalifikacji. Ma ona ułatwić pracodawcom ocenę wiedzy i umiejętności, które nabyli kandydaci do pracy na różnego rodzaju kursach i szkoleniach, czy też wartości certyfikatów, które przedstawiają przyszli pracownicy. Z pomocą ma im przyjść Polska Rama Kwalifikacji (PRK), która przypisuje kwalifikacjom odpowiedni poziom. Co więcej, PRK odnosi się do europejskiej ramy, pozwala więc porównywać dyplomy czy zaświadczenia zdobyte w różnych krajach UE.
Jakie efekty ma przynieść wdrożenie PRK? Pracodawcom ułatwi rekrutację pracowników. Z kolei osoby szukające pracy będą dysponowały wiarygodnymi dowodami – czyli dyplomami – które poświadczą posiadane przez nie kompetencje. Jednak system potwierdzania kwalifikacji jest na razie w powijakach. Aby działał skutecznie, każda kwalifikacja musi zostać opisana. Powinna też działać instytucja, które będzie potwierdzała, że dana osoba ma wystarczające umiejętności i wiedzę, aby uzyskać świadczący o tym certyfikat. Są jednak obawy, że zamiast ułatwić życie obu stronom na rynku pracy, PRK wywoła odwrotny efekt – uruchomi maszynę biurokratyczną potwierdzania wszelkich kwalifikacji. Można się też zastanawiać, czy system ten rzeczywiście uprości poszukiwanie pracy i pracowników, skoro nadal niewiele osób wie, o co w nim w ogóle chodzi, mimo że mówi się o nim już od kilku lat.