W armii zawodowej nie ma stałej pracy dla żołnierzy, którzy służą w korpusie szeregowych. Co prawda mogą oni liczyć na awans na podoficerów lub nawet oficerów, ale taka możliwość dotyczy tylko nielicznych. Pozostali zgodnie z art. 13 ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (t.j. Dz.U. z 2011 r. poz. 1414 ze zm.) po 12 latach muszą bezwzględnie pożegnać się z armią zawodową. Szef MON Antoni Macierewicz za jeden ze swoich priorytetów uznał likwidację tego przepisu. O przydatności żołnierzy do armii mają decydować dowódcy, którzy w sytuacji słabej kondycji fizycznej szeregowego będą mogli podziękować mu za służbę.

– Takie rozwiązanie jest jak najbardziej słuszne i wielu żołnierzy cieszy się z tego, że będą mogli zostać w armii dłużej niż 12 lat – potwierdza starszy szeregowy Andrzej Kucharek, mąż zaufania korpusu szeregowych zawodowych Sił Powietrznych RP. – Przez ten przepis dowódcy muszą się żegnać ze specjalistami – dodaje.

Poprzednia ekipa rządząca wprowadziła 12-letni limit służby tylko po to, aby żołnierze w korpusie szeregowym nie nabyli prawa do wcześniejszej emerytury wojskowej. Ta przysługuje żołnierzom zawodowym – zatrudnionym przed 31 grudnia 2012 r. – już po 15 latach służby. Większość osób służących obecnie na kontrakcie należy właśnie do grupy żołnierzy, która może wcześniej nabyć uprawnienia emerytalne. Pojawiły się więc głosy, że szeregowi chcą pozostać dłużej w wojsku tylko dlatego, by móc szybko przejść na emeryturę. – Dla szeregowych ważne jest robienie kariery w armii, a nie uciekanie z niej po nabyciu uprawnień na wcześniejszą emeryturę. Biorąc pod uwagę, że taka osoba może liczyć zaledwie na 40 proc. z 2,5 tys. zł uposażenia, to raczej nie będzie to zachęcać do odchodzenia z wojska – przekonuje Andrzej Kucharek.

Dodaje, że żołnierzom po 12 latach służby bardzo trudno jest odnaleźć się w cywilu. – Jeśli szeregowy w wojsku był zwykłym strzelcem, to znalezienie pracy graniczy z cudem. Dlatego wolimy, aby wojsko umożliwiło nam dalszą służbę i realną możliwość awansu do wyższych korpusów – zaznacza Andrzej Kucharek.

Możliwość awansu obecnych szeregowych będzie z pewnością większa, jeśli armia rzeczywiście będzie zwiększana do 150 tys. Dzięki temu w pierwszej kolejności do korpusu podoficerów będą awansować doświadczeni żołnierze. – Miałem cały czas wątpliwości, czy utrzymywać te 12 lat służby kontraktowej. Dlatego jeśli limit ten zostanie zniesiony, to nic złego się nie stanie. Przy czym nie może być tak, że dowódca zezwoli służyć w korpusie szeregowych 50-latkom – mówi prof. gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Jego zdaniem należy też udrożnić ścieżkę przechodzenia szeregowych do korpusu podoficerów. – Nie ma wątpliwości, że powinni być oni w pierwszej kolejności kierowani na kursy podoficerskie i oficerskie. A osoby cywilne na wzór policji powinny rozpoczynać karierę w armii właśnie od najniższych stopni wojskowych – uważa prof. gen. Stanisław Koziej.

Inni eksperci również są przekonani o słuszności decyzji nowego szefa MON, ale pod pewnymi warunkami. – Nie mam nic przeciwko zniesieniu 12-letniego limitu. Trzeba jednak stworzyć system, który będzie wolny od koneksji i układów, jakie mogą mieć miejsce przy zniesieniu tego ograniczenia. Nie można dopuścić do sytuacji, że w korpusie szeregowych będą żołnierze, którzy nie są przydatni armii, a mogą jedynie przysporzyć kłopotu, bo podczas ćwiczeń dostaną np. zawału – mówi gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony narodowej.

Jego zdaniem wojsko nie powinno porzucać szeregowych, którzy nie będą mogli służyć w korpusie. – Można by z nich stworzyć formację, która zajmowałaby się ochroną jednostek wojskowych. Obecnie zadanie to jest powierzane prywatnym firmom ochroniarskim – dodaje.