Tak przypuszcza jeden z sądów okręgowych, który skierował w tej sprawie do Sądu Najwyższego pytanie prawne. Eksperci zaś przyznają, że dotychczasowa praktyka sądów może być niewłaściwa.

Chodzi o art. 53 par. 1 pkt 2 kodeksu pracy. Pozwala on wypowiedzieć umowę pracownikowi, jeśli przez ponad miesiąc nie może on wykonywać swoich zadań zawodowych. I to nawet jeśli jest w stanie to usprawiedliwić. Przykładem takiej absencji może być konieczność sprawowania opieki nad członkiem rodziny innym niż dziecko. Sęk w tym, że większość pracodawców i sądy usprawiedliwioną nieobecność rozumieją szeroko i rozciągają także na przypadek zastosowania wobec pracownika środka zapobiegawczego w postaci zawieszenia w czynnościach służbowych na podstawie prawa karnego.

O takim zawieszeniu zdecydować może prokurator jeszcze na długo przed wydaniem wyroku. Zawieszenia najczęściej dotyczą osoby wykonujące zawody zaufania publicznego – np. lekarza, policjanta, adwokata czy aptekarza – choć nie zawsze. Wtedy z oczywistej przyczyny pracownik nie może wykonywać swoich obowiązków, a wówczas pracodawcy na podstawie art. 53 kodeksu pracy wypowiadają umowę.

Jeden z sądów okręgowych jednak twierdzi, że zawieszenia w czynnościach służbowych nie należy traktować jako nieobecności w rozumieniu przepisów prawa pracy. Jest to bowiem instytucja prawnokarna. A to zdaniem sądu oznacza, że zawieszonego na skutek prokuratorskiego postanowienia pracownika nie można wyrzucić z pracy.

– Zgodnie z aktualną linią orzeczniczą Sądu Najwyższego zatrzymanie i osadzenie pracownika w zakładzie karnym celem odbycia kary pozbawienia wolności stanowi usprawiedliwioną przyczynę nieobecności pracownika w pracy – podkreśla Karolina Zalewska-Zbiciak, prawniczka w kancelarii Świeca i Wspólnicy.

Pytanie, czy za taką przyczynę należy również uznawać zawieszenie. Orzecznictwo w tym zakresie do tej pory jest skromne. W ocenie mec. Zalewskiej-Zbiciak skoro naczelną zasadą prawa karnego jest domniemanie niewinności, należałoby tę zasadę rozciągnąć na sytuację zawodową oskarżonego. Ergo: zawieszenie w czynnościach służbowych nie powinno uzasadniać wypowiedzenia umowy.

Podobnego zdania jest Olgierd Rudak, redaktor naczelny czasopisma „Lege Artis”. – Gdyby konsekwencją zastosowania tymczasowego środka zapobiegawczego była utrata pracy, niewinny poniósłby pewnego rodzaju karę za czyn, którego jeszcze mu nie udowodniono – zaznacza. Wskazuje, że niedopuszczalne wydaje się sięganie po konsekwencje określone kodeksem pracy w okolicznościach, które w najmniejszym stopniu nie zależą od pracownika. Za takie zaś należy uznać wszelkie decyzje prawnokarne podejmowane wobec osoby, której nie dowiedziono jeszcze popełnienia przestępstwa i nie skazano. Tym bardziej że art. 66 kodeksu pracy wskazuje wprost, że stosunek pracy osoby tymczasowo aresztowanej wygasa dopiero po trzech miesiącach nieobecności pracownika. Zdaniem eksperta absurdem byłoby więc nakładanie większych restrykcji w postaci trzykrotnie szybszej możliwości wypowiedzenia stosunku pracy na osoby, co do których zastosowano znacznie mniej restrykcyjny środek zapobiegawczy.

Sąd, który skierował pytanie, twierdzi, że dopiero odbywanie przez pracownika kary pozbawienia wolności uzasadniałoby wypowiedzenie umowy z powodu usprawiedliwionej nieobecności w rozumieniu art. 53 kodeksu pracy. W takiej bowiem sytuacji należy już uznać, że pracownik przyczynił się do powodu swej absencji.

52 457 tyle razy w 2014 roku prokuratura zastosowała środki zapobiegawcze (z wyłączeniem tymczasowego aresztowania)