Trzynastka nie jest jedynym problemem urzędów

autor: Artur Radwan21.10.2015, 08:03; Aktualizacja: 23.10.2015, 13:21

Reforma systemu wynagradzania jest niezbędna, tak jak wzrost płac. Obecnie nie ma jednak gwarancji, że na lepsze pensje będą mogli liczyć najmniej zarabiający - mówi w wywiadzie dla DGP prof. Jacek Czaputowicz.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Reklama

Komentarze (14)

  • skarbona(2015-10-21 11:05) Zgłoś naruszenie 10

    Dostaną (czy na pewno?) najmniej zarabiający. Czyli panienka, która odmawia wykonania dodatkowych zadań będzie teraz zarabiać o 100-150 zł mniej niż wszechstronny pracownik z 20 letnim stażem pracy?
    Bardzo motywujące. Bardzo ...

    Pytam się jak to jest, że zwiększono kwotę bazową nauczycielom czyli 620.000 ludzi dostało prawie 2900zł, a jak mowa o zwiększeniu kwoty bazowej dla 100.000 członków SC to już problem.

    A urzędnicy mianowani to już kością w gardle stają wszystkim. ( A niby kogo "wytwarza" KSAP?)
    Uprzejmie informuję, że urzędnik nie spada nikomu z nieba. Trzeba zdać trudny egzamin, w tym test na inteligencję :-)

    Odpowiedz
  • Man(2015-10-21 11:09) Zgłoś naruszenie 00

    Profesor ciekawy a nie znajdzie informacji w kilkanaście sekund...
    dsc.kprm.gov.pl/sites/default/files/sprawozdanie_ssc_tresc_2015.03.27_do_druku_z_podpisem.pdf
    W skrócie odsetek ocen na najwyższych poziomach wynosi 57,4% czyli nie ma żadnej automatyki. Wielu urzędników nadal pozostaje z pierwszym stopniem i najniższym dodatkiem.

    Odpowiedz
  • małogramotnyj.(2015-10-21 11:27) Zgłoś naruszenie 00

    Wszystkie wywiady "REDAKTORUŃCIA" to nazwyklejszy pijar, czyli pic propaganda. Wczesśiej po wywiadzie z "Szefową całej kompanii" zwanej SC nzwałem te działania "makijażem w hospicjum" Obecnie, inną nieco odmianę ww. propagandy należy nazwać : "zbieraniem śmietany na g...nie". Najogólniej rzecz biorąc chodzi tu o wykończenie całej administracji rządowej, o paraliż instytucji Państwa i o danie "wolnej ręki" oligarchii i lobbystom, hojnie wynagradzanym z zagranicznych budżtetów.
    Powtarzam jraz jeszcze: jeżeli odchodzący na emeryturę pracownicy SC ( wcale nie urzędnicy i np. naczelnicy) otrzymuja emeryturę netto o 200-300 zł. wiekszą od ostatniej pobieranej "gaży" ( też netto) to całe ww. podchody "REDAKTORUŃCIA" i wysoko honorowanych funkcjonariuszy Słuzby ) maja tylko za zadanie wpowadzić nieład i jeszcze wiekszy bałagan w ww. "kompanii". A po takim przygotowaniu "kompania" bedzie rzucona na tzw. rozpoznanie wroga "siłą żywą", a to znaczy iż z kompanii pozostanie pluton. Reszta padnie po huraganowym śmiechem otoczenia oraz pod wrażeniem zaptrzebowania rynku na obecnanych z procedurami "urzędników. A pogaduchy o bajecznych dodatkach dla np. 200 świeżo mianowanych rocznie urzędników to kolejne bajki dla grzecznych dzieci, wcale nie natomiast dla ww. pretorian. "GRANDOLA Vi:la MORENA)"

    Odpowiedz
  • T1000(2015-10-21 17:12) Zgłoś naruszenie 00

    Mianowania absolutnie do reformy albo do skreślenia. Nie może tak być, że absolwent KSAP dostaje mianowanie za nic a reszta musi się bić ze skandalicznym limitem stu kilkudziesięciu miejsc na ponad sto tysięcy członków korpusu. Przecież to syf a nie służba cywilna.

    Odpowiedz
  • rd d2(2015-10-21 20:43) Zgłoś naruszenie 01

    Ogólny poziom kompetencji pracowników i urzędników SC jest w stanie katastrofalnym, lub będzie w takim za moment. I twierdzę to ja, który pracowałem na niemal każdym poziomie SC, od wojewody po ministra i swoje widziałem. I jednym z powodów tego jest piramidalnie głupi system wynagradzania (w czym mieści się również status mianowanych urzędników; jednakże mianowania są w rzeczywistości tematem-problemem zastępczym).

    Odpowiedz
  • gennaro gattuso(2015-10-21 20:56) Zgłoś naruszenie 00

    Dlaczego mianowani mają się czuć winni temu, że rząd ustala od lat absurdalnie niskie limity mianowań, albo że kierownicy urzędów nie mają dla nich ciekawych propozycji pozostawiając ich przy wykonywaniu dotychczasowych zadań forując w zamian, jak się słyszy, biernych, miernych ale wiernych? Może porozmawiamy o tych mianowanych, którzy - jak głosi fama - od lat nie mogą uzyskać drugiego stopnia, gdyż wtedy to macierzysty urząd musiałby na siebie wziąć koszty ich dodatku? Za absurdalne uważam zarzuty, dotyczące tego, że ktoś ma dodatek "tylko dlatego, bo parę lat temu zdał egzamin". Po pierwsze, weź go zdaj jeden z drugim, po drugie, równie dobrze trzymacz łopaty mógłby mówić: "dlaczego ktoś zarabia znacznie więcej ode mnie, tylko dlatego, że kiedyś skończył jakieś tam studia i został inżynierem, przecież pracujemy na jednej budowie". Last but least, dajcie ludziom w urzędach normalne zarobki, to będzie można myśleć nad zmianą formy profesjonalizacji służby cywilnej (bo temu ma służyć mianowanie), nie ma dwóch zdań, że 99% starających się o mianowanie robi to tylko i wyłącznie dla kasy. W administracji powiatowej i wojewódzkiej kilkaset złotych dodatku to 20-30% wynagrodzenia. Jak już się tak rozpisałem, to od razu się upomnę o wyrównanie zarobków pomiędzy administracją niezespoloną i zespoloną, a także wewnątrz tej drugiej oraz o zbliżenie poziomu płac między regionami.

    Odpowiedz
  • dr dr(2015-10-21 22:34) Zgłoś naruszenie 00

    Czaputowicz kłamie. Większość mianowanych jest na 1 albo drugim stopniu przez kilkanaście lat. Dodatek mają ok. 600 lub niecałe 900 zł.

    Skąd te kłamstwa o 2 tys., o 4 tys.? Jaki procent mianowanych ma taki dodatek i po ilu latach?

    Odpowiedz
  • aaa(2015-10-21 23:01) Zgłoś naruszenie 00

    Służba cywilna i cała ustawa do wymiany.
    Urzędnicy z kolejnymi stopniami wręcz żerują na budżetach macierzystych jednostek.
    A tak na marginesie prezydent i prezes pis nie raz mówili o likwidacji tego bubla

    Odpowiedz
  • adam(2015-10-22 06:44) Zgłoś naruszenie 00

    Urzednik jaki by nie byl to w danym kraju to pasorzyt aspoleczny ,bezproduktywny truten kturego utrzymuje cale spoleczenstwo ,dlatego ich liczba zawsze powinna byc redukowana do minimum bo inaczej dojdzie do rozpadu panstwa co znamy z histori

    Odpowiedz
  • skarbona(2015-10-22 07:41) Zgłoś naruszenie 00

    redaktor!
    Masz swój oczekiwany wpis: "adam" (2015-10-22- 06:44).
    Znowu "mądre" argumenty na temat bezproduktywności urzędników.
    Przypominam panu redaktorowi (celowo z małej litery!) i czytelnikom, że policjanci też nie przynoszą zysku, ani nauczyciele, ani służba więzienna itp.

    Ps. o błędach ortograficznych w tym wpisie nie mówię. Tacy chcą nami rządzić ...

    Odpowiedz
  • urzędnik(2015-10-22 08:33) Zgłoś naruszenie 00

    Aby uzyskać wyższy stopień mianowania trzeba mieć dwie oceny okresowe powyżej oczekiwań. Oceny okresowe są co 2 lata, jak dobrze pójdzie, bo czasami dłużej. Czyli jeżeli się wyróżniasz i bierzesz na swoje barki pracę za innych i podlizujesz się szefowi przez 4 lata non stop, to dostaniesz 260 zł. podwyżki. Automatyka awansu jest wykluczona. Z moich doświadczeń wynika, że na w miarę regularne podnoszenie stopnia urzędnika mogą liczyć jedynie dyrektorzy wydziałów.
    Jeżeli ktoś mi zarzuca że jestem urzędnikiem i zarabiam więcej odpowiadam, że przecież każdy może przystąpić do egzaminu. Na to słyszę wymówki że trzeba mieć magistra, że trzeba znać język, że egzamin bardzo trudny. I tyle w tym temacie.

    Odpowiedz
  • Rychu(2015-10-22 11:18) Zgłoś naruszenie 00

    Mam wrażenie, że Pan Profesor został kiedyś bardzo skrzywdzony przez jakiegoś urzędnika służby cywilnej. Inaczej nie mogę wytłumaczyć tej - chyba mogę to tak nazwać - nienawiści do mianowanych. Każdy może przystąpić do egzaminu i uzyskać mianowanie. Problem polega na tym, że najgłośniej o przywilejach urzędników krzyczą ci, którzy - z różnych powodów - nie mogą przystąpić do egzaminu, bądź wiedzą, że ich możliwości nie dają pewności, że zdadzą. No cóż, szkoda byłoby wyłożonych pieniędzy, a egzamin (i przygotowanie do niego) kosztuje! Ktoś wcześniej krzyczał, że to skandal, że absolwenci KSAP dostają mianowanie "z automatu" po ukończeniu szkoły a inni muszą zdawać egzamin. Proponuję zapoznać się z egzaminami wstępnymi do KSAP i programem nauki w tej szkole. I nie, nie jestem absolwentem KSAP. O samej instytucji mianowania mógłbym wiele napisać i faktycznie można ją lekko zreformować, ale te wszystkie "przywileje" mają służyć utrzymaniu w służbie osób, które zdając egzamin potwierdziły swoją wiedzę z różnych dziedzin i dobrze rokują na przyszłość. Sama formuła egzaminu - test wiedzy i test umiejętności - w zasadzie daje możliwość sprawdzenia przydatności kandydata dla służby cywilnej, jego elastyczności. W założeniu taki pracownik, w razie konieczności, powinien być przygotowany do pracy na różnych stanowiskach i móc łatwo się przekwalifikować. Niestety, dyrektorzy zazwyczaj nie biorą tego pod uwagę i nie dają usc dodatkowych zadań, a szkoda.
    Na zakończenie, żeby pokazać jaki to raj, to bycie urzędnikiem mianowanym, przedstawię z życia wzięte historie. Po pierwsze, dodatek to kula u nogi przy zmianie pracy w ramach służby cywilnej. Pieniądze na dodatek nie przechodzą za urzędnikiem w przypadku zmiany urzędu. Urząd zatrudniający musi sam wygospodarować na to dodatkowe pieniądze, co często decyduje ostatecznie o zatrudnieniu, bądź niezatrudnieniu takiej osoby. Im wyższy stopień - tym trudniej zmienić pracę i się rozwijać. Po drugie, uzyskanie wyższego stopnia często jest niemożliwe. Oceny są raz na 2 lata, więc w bardzo sprzyjających warunkach można uzyskać kolejny stopień i dodatek wyższy o niecałe 300 zł raz na 4 lata. Często spotykaną praktyką jest zaniżanie co drugiej oceny okresowej do "na poziomie oczekiwań". W ten sposób choćbyś nie wiem jak się starał, to do emerytury nie dostaniesz kolejnego stopnia. I nie są to odosobnione przypadki - jak zwykle chodzi głównie o brak pieniędzy. Po trzecie, często urzędnicy są pomijani przy jakichkolwiek podwyżkach. Dlaczego? "I tak masz więcej, bo masz dodatek". Dla mnie, to jak mój pracodawca wycenia moją pracę ma odzwierciedlenie w wysokości wynagrodzenia zasadniczego, a nie całości, na którą składa się jeszcze dodatek stażowy i dodatek sc. Nie wspomnę, że stażowy wylicza się właśnie od wysokości zasadniczego, a nie od całości. W moim konkretnie przypadku, osoby niemianowane na tym samym stanowisku mają zasadnicze o 500 zł wyższe od mojego, a to właśnie przez mój dodatek - to był warunek zatrudnienia mnie. Jakież to mianowanie wspaniałe! Cudownie jest być członkiem tej elitarnej kasty, nieprawdaż?

    Odpowiedz
  • kapsel(2015-10-22 13:34) Zgłoś naruszenie 00

    Pan profesor jak widać szuka oszczędności, a nie zwiększenia wydajności lub produktywności. Likwidacja trzynastek i przywilejów urzędników mianowanych. To mu się jak widać marzy. Pytanie brzmi: dlaczego? Obecny system polega na tym, że marne płace w SC kompensuje nieco trzynastka, a każdy do tego (pominąwszy kwestię limitu mianowań) może zwiększyć pensję zdając nie taki znowu łatwy egzamin na urzędnika mianowanego. Reformy pana profesora prowadzić będą jedynie do zubożenia całej SC plus kopa dostaliby urzędnicy mianowani, którzy mianowania nie dostali za piękne oczy, ale za poświęcenie sporego czasu na naukę materiału egzaminacyjnego oraz języka i wydało sporo pieniędzy na kurs i egzamin językowy oraz sam egzamin na mianowanie. Dodatkowo wbrew zapewnieniom eksperta nie jest tak, że każdy urząd radośnie rozdaje stopnie.

    Odpowiedz
  • Bert(2015-10-22 19:12) Zgłoś naruszenie 00

    Tak , należy zgodzić się z Radwanem. 13 nie jest jedynym problemem urzędów. Jest jeszcze drugi ważny problem - dodatek służby cywilnej urzędników mianowanych !
    A poza tym jest OK.
    Nie ma problemu niewaloryzowanych od 7 lat wynagrodzeń i związanego z tym ubóstwa, frustracji, demotywacji i zagrożeniu korupcją.
    Nie ma problemu coraz niższej efektywności, skuteczności, obniżenia jakości orzecznictwa administracyjnego i coraz gorszego odbioru społecznego działań administracji rządowej.
    Nie ma problemu gigantycznego przerostu wewnętrznej biurokracji.
    Nie ma problemu przeciążenia pracą, setek tysięcy nierekompensowanych nadgodzin.
    Nie ma problemu naruszania przez kierujących jednostkami prawa, potwierdzonego bardzo licznymi prawomocnymi wyrokami, że już nie wspomnę o czymś tak dla nich nie zobowiązującym jak kodeks etyki służby cywilnej.
    Nie ma problemu gigantycznego bałaganu spowodowanego nieprzemyślanymi, zbędnymi reorganizacjami i procedurami - wprowadzanymi jak się wydaje głównie po to żeby zespoły 4z (zespół zadaniowy do zadań zbędnych) mogły zarobić.
    Nie ma problemu zamordyzmu, mniej lub bardziej elegancko opakowanego hipokryzją, jako podstawowej formuły komunikowania się z pracownikiem.
    Nie ma wreszcie problemu niezrozumiałej dychotomii administracji państwowej : na służbę cywilną- zatrudniającą z otwartego naboru (4.600 zł średnia) i urzędy państwowe tzw. święte krowy- zatrudniającą po uważaniu ze średnią od ok.7.000 zł do ok.11.000 zł.
    Tego wszystkiego, jako się rzekło, nie ma.
    Jest problem 13 i problem dodatków służby cywilnej.
    No to zatem parę zdań o problemie który "jest".
    Radwan, cyngiel naeoliberalnej propagandówki, dla żartu noszącej w tytule słowo "prawna" , szczucie jednych grup pracowników na inne opanował dobrze. I trzeba mu przyznać, że dobrze węszy krew, jak na padlinożercę przystało.
    Rzeczywiście, w tak zgnojonym przez ostatnie 8 lat środowisku pracowniczym, jak służba cywilna, gdzie
    np. 8.000 ludzi trzeba podnieść zarobki, bo wypadli poza najniższe ustawowe wynagrodzenie, myśl że kolega z pokoju zdał egzamin i ma dodatek 800 zł do pensji i dodatkowy urlop może budzić zawiść. Jednak o dziwo, od lat poruszając się w tym środowisku, rozmawiając z wieloma ludźmi nie dostrzegłem, aby z nielicznymi wyjątkami, dla osób które nie uzyskały mianowania albo nie podchodziły do egzaminu na urzędnika mianowanego, stanowiło to jakąś traumę. Urzędnicy mianowani, stanowiący drobną mniejszość, nie spotykają się ze strony kolegów z wyrzutami, złośliwościami czy ostracyzmem. I tu pozwolę sobie uchylić rąbka tajemnicy, dlaczego moim zdaniem się tak dzieje.
    Otóż zdecydowana większość znanych mi urzędników mianowanych, którzy uzyskali certyfikat językowy i zdali trudny, dość kosztowny egzamin - po prostu ma klasę. Nie szpan, nie pozory, nie przebojowe chamstwo- tak obecnie powszechne w gremiach decyzyjnych tylko rzetelną wiedzę, umiejętność jej zastosowania, kulturę i życzliwość dla kolegów.
    Padają zarzuty, że robią to samo co niemianowani, a zarabiają więcej. Ale, ale - poproszę o dowody, że tak jest naprawdę. Bo to, że mają np. jednakowe zakresy obowiązków, to nie znaczy wcale, że robią to samo i tak samo. Z moich wieloletnich obserwacji wynika zupełnie jednoznacznie, że urzędnicy mianowani dostają do załatwienia najtrudniejsze, najbardziej skomplikowane sprawy i załatwiają je lepiej niż inni sprawy prostsze. Sorry za szczerość. Ale opatrzność nie wszystkich po równi wyposażyła. Więc jeśli pracownicy którzy swoje zdolności, ambicję i pracowitość udokumentowali zdanym egzaminem zarabiają z tego tytułu więcej o dodatek, to z punktu interesu służby cywilnej i państwa jest to słuszne, bo bez tych dodatkowych pieniędzy najzwyczajniej w świecie już dawno pokazali by rządowemu pracodawcy plecy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane