Firmy rozpoczęły przygotowania do zmiany zasad zatrudniania pracowników tymczasowych, m.in. ze względu na niekorzystne przepisy przejściowe. Już teraz niechętnie oferują pracę kobietom.
Reklama
Od 1 czerwca 2017 r. pracownica tymczasowa będąca w ciąży skorzysta z automatycznego przedłużenia umowy o pracę do dnia porodu, jeśli umowa ta uległaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży. Taką zmianę przewiduje rządowy projekt nowelizacji ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Mimo że dopiero pracuje nad nim Sejm, to agencje już przygotowują się do zmiany przepisów.
KŁOPOTLIWA REGULACJA
Wszystko za sprawą przepisu przejściowego – art. 10 projektu nowelizacji. Wynika z niego, że umowy na czas określony, na podstawie których jest wykonywana praca tymczasowa, trwające w dniu wejścia w życie tej ustawy, które uległyby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, również będą ulegać przedłużeniu do dnia porodu. Oznacza to, że przepis, który ma wejść w życie z początkiem czerwca, obejmie również te kobiety, które już teraz zaczynają pracę jako pracownice tymczasowe.
– Agencje już teraz podejmują pewne działania, aby zapobiec negatywnym skutkom proponowanych przez rząd przepisów – mówi Przemysław Ciszek, radca prawny z Kancelarii C&C Chakowski i Ciszek. Zmiana prawa oznacza dla nich bowiem dodatkowe koszty. Będą musiały wypłacać wynagrodzenie dla pracownicy tymczasowej do dnia porodu nawet wtedy, gdy nie będą miały dla niej oferty pracy. Rząd szacuje, że przepis ten co roku będzie obejmował ok. 3 tys. kobiet.
– W agencjach toczy się żywa dyskusja, jak przygotować się do nowych przepisów. Wielu chce zniwelować skutki, jakie przyniesie zapis o przedłużaniu umowy do dnia porodu – wskazuje Przemysław Ciszek.
DYSKRYMINUJĄCY WYBÓR
Jedną ze strategii, którą obierają agencje, jest oferowanie pracy zwłaszcza mężczyznom. – W ten sposób agencje mogą starać się budować swoją przewagę. Będą konkurować płcią swoich pracowników. Można to nazwać wojną płci – dodaje Ciszek.
Agencje pracują też nad zmianą umów, które zawierają z pracodawcami użytkownikami, którym wypożyczają pracowników. Teraz widnieje w nich zapis, że w każdej chwili pracodawca użytkownik może zrezygnować z pracy danego pracownika i zastąpić go innym.
– Taką samą odpowiedzialność powinni ponosić agencja i pracodawca użytkownik. Dlatego w nowelizowanych przepisach powinien znaleźć się zapis wskazujący, że pracodawca użytkownik nie może przed upływem czasu trwania umowy, tj. do dnia porodu pracownicy tymczasowej, zrezygnować z jej pracy bez żadnego uzasadnienia – uważa Ciszek.
Pozostawienie pracodawcom użytkownikom możliwości odesłania pracownika bez powodu byłoby bardzo nie na rękę agencjom zatrudnienia, ponieważ w sytuacji, gdy pracodawca użytkownik będzie chciał z niej skorzystać, agencje zostawałyby z pracownikiem, dla którego nie mają oferty zatrudnienia.
Inna strategia podejmowana przez agencje zatrudniania w obawie przed art. 10 to oferowanie pracownicom tymczasowym, które już teraz podejmują zatrudnienie za pośrednictwem agencji, wyłącznie umów cywilnoprawnych. Projekt nowelizacji przewiduje bowiem, że do dnia porodu przedłużają się tylko umowy o pracę. – Agencje zatrudnienia już teraz po cichu podejmują działania, które pozwolą im ograniczyć koszty, gdy niekorzystny dla nich przepis zacznie obowiązywać. Proponowanie umów cywilnoprawnych to najprostsza metoda – mówi Grzegorz Orłowski, radca prawny z kancelarii Orłowski – Patulski – Walczak.
Przed tym przestrzegają jednak związkowcy.
– Umowa cywilnoprawna może zostać zawarta, jeżeli ma to uzasadnienie. Jeżeli natomiast spełnione są przesłanki do zawarcia umowy o pracę, to agencja nie może wybrać dowolnej formy kontraktu tylko z uwagi na to, że chce uniknąć uciążliwego dla niej obowiązku, w razie gdy kobieta zajedzie w ciążę w trakcie trwania stosunku pracy – mówi dr Anna Reda-Ciszewska z NSZZ „Solidarność”.
Grzegorz Orłowski zastrzega przy tym, że taktyka z oferowaniem umów cywilnoprawnych w niektórych profesjach może się okazać nieskuteczna.
– Systematycznie poprawia się sytuacja na rynku pracy. Mamy rynek pracownika. W wielu zawodach wymusił on umowy o pracę. To bowiem kandydaci zaczynają dyktować warunki w niektórych profesjach. Zatem zarówno pomysły na rezygnowanie z zatrudnienia kobiet na rzecz mężczyzn, jak i oferowanie gorszych umów mogą się okazać na dłuższą skalę niewykonalne – wskazuje Orłowski. – Konsekwencje wprowadzonej zmiany będziemy mogli obiektywnie ocenić dopiero za rok, porównując wskaźniki zatrudnionych kobiet za pośrednictwem agencji zatrudnienia, w tym na podstawie umów o pracę – uzupełnia.
NIESKUTECZNA WALKA
Przedstawiciele agencji zatrudnienia w trakcie prac sejmowych apelowali do posłów o przesunięcie wejścia w życie przepisów – z 1 czerwca 2017 r. na 1 stycznia 2018 r. Dzięki temu zyskałyby one czas na podjęcie działań, które pomogłyby im uchronić się przed negatywnymi skutkami projektowanej nowelizacji. Jednak na to nie zgodziło się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Rząd nie przychylił się także do propozycji agencji, aby koszty zatrudniania pracownic tymczasowych do dnia porodu przejął ZUS. Proponowały one bowiem, aby kobietom w ciąży zatrudnianym do prac tymczasowych do czasu urodzenia dziecka zasiłki macierzyńskie wypłacał organ rentowy.
– Nie ma na to zgody, aby Fundusz Ubezpieczeń Społecznych wziął na siebie jeszcze dodatkowo to obciążenie. To nie wchodzi w grę – argumentował Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej. Dodał jednak, że ze stroną społeczną zostanie wypracowana poprawka do krytykowanego przez agencje zatrudnienia przepisu (miało to nastąpić wczoraj, już po zamknięciu tego wydania).