Emil Domeracki, ekspert ds. gruntów inwestycyjnych z Colliers, przewiduje, że nowi gracze, pochodzący często z odległych rynków, mogą w ciągu najbliższych kilku miesięcy wydać na działki łącznie 80 mln euro. – Prowadzimy negocjacje z firmą z Jordanii, ale mamy też zapytania o możliwość zakupu gruntu od przedsiębiorstwa z Chin. Generalnie widać, że Daleki Wschód szuka nisz, w których może zainwestować kapitał – informuje Emil Domeracki.

Na Polskę patrzą też inwestorzy z Rosji i Ukrainy. W kręgu ich zainteresowań jest nie tylko Warszawa, ale też Wrocław, Trójmiasto, Kraków czy Poznań. Pojawiają się także zapytania o grunty w Łodzi, Rzeszowie oraz Toruniu. – Najczęściej chodzi o działki, na których może powstać budynek z 300–400 mieszkaniami. Co ważne, rośnie popyt na nieruchomości położone w centrach, a nie jak dotąd na obrzeżach miast – wyjaśnia specjalista Colliers.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Inwestorów przyciągają dobre perspektywy polskiego rynku mieszkaniowego, dzięki którym zwrot wyłożonych pieniędzy następuje już po 3–5 latach, a nie 10, jak ma to miejsce w przypadku nieruchomości komercyjnych. Na dodatek jest to rynek, który od dołka w 2009 r. regularnie rośnie. W ciągu ostatnich kwartałów sprzedaż nowych mieszkań przebijała nawet wyniki z rekordowego do tej pory 2007 r. To powoduje naturalny wzrost zainteresowania ze strony nowych podmiotów.

– Warto jednak zaznaczyć, że decyzje o inwestowaniu w Polsce są przemyślane – twierdzi jeden z naszych rozmówców. Jego zdaniem nie dochodzi do takich sytuacji jak przed siedmiu-ośmiu laty, kiedy masowo kupowano grunty bez sprecyzowanych planów ich wykorzystania, co często kończyło się potężnymi stratami, gdy ceny zaczęły gwałtownie spadać. – Choć teraz rynek rośnie, wcale nie jest na nim łatwo i trzeba mocno walczyć z silną konkurencją – dodaje. Dobre przygotowanie i doświadczenie jest niezbędne, bo w przeciwieństwie do poprzedniej hossy klienci mają ogromny wybór mieszkań w różnych fazach budowy, a oferta jest większa niż popyt. Dla przykładu w III kw. tego roku spółki rozpoczęły sprzedaż 13,5 tys. lokali, podczas gdy chętni znaleźli się na 10,4 tys.

Co przyciąga do Polski nowych graczy? Mirosław Bednarek, prezes Matexi Polska, które pojawiło się u nas pod koniec 2010 r., wskazuje m.in. na duży, stabilny rynek z jeszcze większym potencjałem wzrostu. Ale to nie wszystko. – Kryzys z jednej strony wyeliminował małych graczy, z drugiej przyczynił się, pośrednio, do profesjonalizacji rynku m.in. przez wdrożenie nowej ustawy deweloperskiej. A to stworzyło dobre warunki dla silnych graczy, więc nasi belgijscy partnerzy nie wahali się z nich skorzystać – tłumaczy Bednarek. Obecnie spółka w kilku warszawskich projektach buduje ponad 500 lokali i nie wyklucza inwestycji w innych miastach.

Ważna jest też łatwość wejścia do Polski. Jak wskazuje Adam Dąbkowski z Nexity Polska, należącego do francuskiego giganta z rynku nieruchomości, we Francji np. można korzystać tylko z usług miejscowych biur projektowych, a na rynku dominuje kilka dużych spółek. Z kolei w Szwajcarii zagraniczny deweloper nie może kupić gruntu przeznaczonego bezpośrednio pod zabudowę mieszkaniową.

– U nas rynek jest mocno konkurencyjny, co działa na korzyść kupujących, ale ciągle rozdrobniony. W samej Warszawie działa aż 150 spółek deweloperskich. Na dodatek bardzo atrakcyjne są marże brutto na sprzedaży, średnio dwukrotnie większe niż w Europie Zachodniej, gdzie wynoszą 7–8 proc. – dodaje Dąbkowski. Nexity ze sprzedażą pierwszej inwestycji w Polsce ruszyło w 2013 r. W budowie ma teraz 1 tys. lokali, a w 2015 r. rozpocznie budowę kolejnych 900. Firma szuka gruntów we Wrocławiu, w Poznaniu i Krakowie.

Na rynek mieszkaniowy wszedł też ostatnio ponownie budowlany gigant Skanska. Skończył pierwszy etap (298 mieszkań) projektu obliczonego na 1,6 tys. lokali. W długofalowej perspektywie inwestycji mieszkaniowych w Polsce nie wyklucza też znany u nas z budownictwa infrastrukturalnego Strabag. Na razie firma jako deweloper rozpoczęła w stolicy budowę swojego pierwszego obiektu biurowo-handlowego.

Według części rozmówców na rynku jest jeszcze miejsce dla nowych deweloperów, ale z dobrym know-how i doświadczeniem. Niektórzy uważają jednak, że dla zagranicznych podmiotów najlepszy moment na wejście do Polski już minął. – Teraz spodziewam się raczej początku aktywności na naszym rynku zagranicznych instytucji finansowych inwestujących w mieszkania, a nawet w całe inwestycje typu domy czy osiedla, wzorem państw zachodnich – ocenia Mirosław Bednarek z Matexi.