Do zarządzania oddziałem Strabagu w Polsce Alfred Watzl wykorzystuje wzorce ze szkoły oficerskiej.
Alfred Watzl z zarządu Strabagu wyznaczył nową strategię. Spółka ma apetyt na „dwa E”: ekspresówki i energetykę. – Wyznaczyłem dla siebie i Strabagu w Polsce w 2014 r. trzy podstawowe zadania. Po pierwsze, pozyskać kontrakty na drogi ekspresowe z dobrą marżą. Po drugie, zintensyfikować działanie na rynkach lokalnych. Po trzecie, w ramach dywersyfikacji portfela wygrać w energetyce większy kontrakt na roboty budowlane – mówi Alfred Watzl z zarządu Strabagu.
Ten 44-letni menedżer to człowiek zaprogramowany do realizowania celów. Początki jego kariery zawodowej to Szkoła Oficerska Bundeswehry. W jednostce w Passau młody Watzl na początku lat 90. miał okazję po raz pierwszy wziąć odpowiedzialność za ludzi (jak wspomina, był to czas jednoczesnej pracy z żołnierzami bez wykształcenia, ale także tymi po studiach i wysoce wykwalifikowanymi) i sprzęt wart miliony marek.
Co z tego dziś mu zostało? Jak opowiada, współczesne niemieckie wojsko reprezentuje sposób zarządzania podobny do pracy w korporacji. Kluczem jest zasada, w której każdy żołnierz jest maksymalnie poinformowany o tym, co się dzieje. Dzięki temu w każdej chwili jedna osoba może zastąpić inną, a machina się nie zacina. – Zasady w wojsku i dobrze zarządzanej firmie są podobne. Jeżeli przed ludźmi stawiane jest jakieś zadanie, to nie tylko oficer, lecz także zwykły żołnierz musi rozumieć, co, jak i dlaczego należy zrobić – twierdzi Alfred Watzl.

Pierwszy raz na budowie pracował z ojcem, mając zaledwie 14 lat

Według najnowszych dostępnych danych Strabag Polska z obrotami rzędu prawie 5 mld zł jest drugi w kraju – po Budimeksie, a przed Skanską. Budimex stawia głównie na duże projekty, a Skanska celuje przede wszystkim w mniejsze inwestycje w regionach. A Strabag? Ten jest obecny w największych projektach autostradowych, ale jednocześnie ze swoimi 32 wytwórniami asfaltu i biurami w naszym kraju stanowi strukturę zdecentralizowaną. Watzl nie urzęduje – tak jak konkurenci – w gabinecie w biurowcu w centrum Warszawy, ale w nowoczesnej siedzibie koncernu obok wytwórni asfaltu przy autostradzie A2.
Pochodzi z rodziny o tradycjach budowlanych (w branży tej pracowali jego ojciec i dziadek). Jak opowiada, pierwszy raz na budowie pracował z ojcem, mając 14 lat. To były swoiste wakacje z łopatą. Dla budowlanki ostatecznie porzucił kamasze. W 1994 r. najął się jako kierownik projektu w bawarskiej spółce Weber Bau, która zajmowała się wykończeniem wnętrz. Uczestniczył m.in. w uruchamianiu jej filii w Dreźnie. Już w 1998 r. trafił do Strabagu, który szukał wówczas specjalistów dla oddziału w Polsce. Rok później Watzl jako kierownik budowy uczestniczył w budowie centrum handlowego M1 w Bytomiu, a w ciągu dwóch kolejnych lat – marketów Real w Lublinie i M1 w Krakowie. W 2003 r. – już jako dyrektor oddziału do spraw klientów kluczowych – nadzorował prace m.in. przy budowie obiektów towarzyszących autostradzie A2 w koncesji Jana Kulczyka i magazynach koncernu Rossmann. Rok później został członkiem zarządu Strabagu w Polsce. Spółką kieruje wspólnie z Wojciechem Trojanowskim, który pełni w zarządzie równorzędną funkcję.
Watzl mieszka w Polsce od 15 lat. W tej chwili w Lublinie, ale w planach jest przeprowadzka do Warszawy. Jego żona jest Polką. Płynnie mówi w naszym języku (z nielicznymi wstawkami z niemieckiego i angielskiego). Podczas meczów reprezentacji jednakowo kibicuje drużynie polskiej i niemieckiej. To także pierwszy obcokrajowiec w radzie Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Cel Strabagu na 2015 r. to 4,5 mld zł obrotu. Spółka jest po restrukturyzacji, w wyniku której zatrudnienie spadło z 8 tys. osób – to dane z czasów boomu przed Euro 2012 – do 5 tys. W ramach konsolidacji zarządzanej przez Watzla w strukturach Strabagu znalazły się spółki Züblin Polska i Dywidag. Pod szyldem Strabagu znalazły się m.in. Polski Asfalt, Hermann Kirchner.
Spółka właśnie skończyła projektowanie S7 na obwodnicy Raszyna i Janek, w tym roku zaczną się prace. Jest obecna w większości z ponad 50 przetargów w ramach perspektywy 2014–2020. – W czasie boomu przed Euro 2012 banki, inwestorzy i wykonawcy byli ślepi. Tym razem liczę na rozsądek wszystkich stron procesu inwestycyjnego, dzięki któremu uda się rozstrzygnąć opóźnień i upadłości – mówi Alfred Watzl.