Październikowe spadki liczby rozpoczynanych budów to głównie efekt statystyczny
Nowe dane Głównego Urzędu Statystycznego o budownictwie mieszkaniowym w październiku na pierwszy rzut oka są nie najlepsze. Zarówno liczba mieszkań oddanych do użytku, jak też nowych pozwoleń na budowę i rozpoczętych budów są niższe niż przed rokiem. Słabo wygląda zwłaszcza ta ostatnia: nowo budowanych mieszkań było o niemal jedną piątą mniej niż w październiku 2019 r. Źle wypadają deweloperzy, który rozpoczęli budowę 11,5 tys. lokali. To o 24 proc. mniej niż rok wcześniej.
Tak duży spadek można by tłumaczyć ostrożnością deweloperów: już w drugiej połowie października dzienna liczba zakażeń COVID-19 zaczęła szybko rosnąć. Nadciągająca druga fala mogłaby zdusić popyt na nowe mieszkania, więc – by utrzymać ceny – należałoby szybko dostosować podaż. Mniej pozwoleń na budowę i mniej samych budów, to mniej mieszkań na rynku w perspektywie kolejnych kilku kwartałów.
Bartosz Turek, analityk HRE Investments, zwraca jednak uwagę, że październikowe dane są nieco zaburzone. Przede wszystkim przez efekt bardzo wysokiej bazy z poprzedniego roku. Wtedy liczba rozpoczętych inwestycji deweloperskich przekraczała 15 tys. Ten rekord został pobity dopiero we wrześniu tego roku, gdy ruszyły budowy ponad 17 tys. mieszkań. Według analityka mamy więc raczej do czynienia ze statystycznym efektem wysokiej bazy, a nie załamaniem rynku. Bo skoro we wrześniu był najwyższy wynik w historii, to trudno zakładać, że podobnie wysoki będzie miesiąc później.
Reklama
– W ub.r. przeciętnie liczba rozpoczętych budów wynosiła miesięcznie 11,8 tys. Widać więc, że październikowy wynik nie odbiega zbytnio od średniej z roku, który był dla rynku bardzo dobry – mówi Bartosz Turek.
Czy to znaczy, że pandemia w ogóle nie wpływa na budownictwo mieszkaniowe? Nie do końca. Jak dotąd w tym roku liczba rozpoczętych budów w sumie jest niższa od ubiegłorocznej o ok. 10 proc. Ale na ten wynik zapracował głównie II kwartał i pełen lockdown gospodarki, który odbił się na sprzedaży mieszkań i skłonił deweloperów do bardziej ostrożnej polityki inwestycyjnej.
– Prędko się okazało, że po odmrożeniu gospodarki popyt na mieszkania znów szybko rośnie. Co spowodowało, że deweloperzy przestali się skupiać głównie na kończeniu wcześniej rozpoczętych inwestycji i zaczęli rozszerzać ofertę. To, że w III kwartale liczba nowych budów tak rosła, pokazuje, że wierzą w wysoki popyt również w kolejnych kwartałach – mówi Bartosz Turek.
Lider rynku, czyli Dom Development, sprzedał w III kwartale 995 lokali, o 22 proc. więcej niż w poprzednich trzech miesiącach i o 6 proc. więcej niż rok wcześniej. Spółka twierdzi, że po silnym odbiciu w maju i czerwcu – czyli zaraz po zniesieniu wiosennego lockdownu – popyt utrzymywał się na wysokim poziomie we wszystkich segmentach rynku. I właśnie w odpowiedzi na ten silny popyt w III kwartale rozpoczęła budowę ponad 2 tys. mieszkań.
Więcej sprzedawały też inne firmy. Develia – inny podmiot z czołówki rynku – znalazła chętnych na 358 mieszkań wobec 310 lokali rok wcześniej. W Atalu sprzedaż wzrosła do 810 mieszkań z 689 przed rokiem. Przy czym popyt rósł z każdym kolejnym miesiącem: w lipcu zawarto 242 umowy, a we wrześniu już 307.
Deweloperzy wierzą, że popyt nie osłabnie po doświadczeniach z pierwszego lockdownu. Nie skończył się on masowym bezrobociem i utratą dochodów konsumentów, klientów nadal stać na rekordowo tanie kredyty (część banków złagodziła już kryteria), a inne formy lokowania kapitału są obecnie mało atrakcyjne.
– Dlatego nie należy oczekiwać spadku cen mieszkań – ocenia Bartosz Turek.
3,4 proc. taki był w październiku roczny spadek liczby mieszkań oddanych do użytku (przekazano ich 19,9 tys.)
3,8 proc. taki był spadek liczby pozwoleń na budowę (wydano je na 26,8 tys. lokali)
18,7 proc. tak w porównaniu z październikiem ub.r. zmniejszyła się liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto