W ramach pierwszej tarczy antykryzysowej (Dz.U. z 2020 r. poz. 568) w art. 90 przyjęto rozwiązanie przewidujące, że jeśli ustawowy termin zwołania walnego zgromadzenia spółdzielni mieszkaniowej przypada w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, to ulega on przedłużeniu o sześć tygodni od dnia odwołania tego stanu. Ministerstwo Rozwoju, które przygotowało ten przepis, uznało, że należy przełożyć obrady do czasu, gdy możliwe będzie bezpieczne przeprowadzenie dyskusji. Szkopuł w tym, że stan epidemii może trwać jeszcze przez wiele miesięcy. Część spółdzielni zaś musi podejmować uchwały na szczeblu walnego zgromadzenia.

„Konieczne jest zatem rozważenie, czy wystarczające i racjonalne jest faktyczne wstrzymanie organizowania walnych zgromadzeń w spółdzielniach mieszkaniowych na tak długi okres” – zauważa RPO. I przypomina, że kompetencje walnego zgromadzenia są kluczowe. Pomijając, że to właśnie ono uchwala kierunki rozwoju działalności gospodarczej, społecznej i kulturalnej spółdzielni, to także ocenia pracę zarządu oraz rady nadzorczej. Dziś więc nad osobami zarządzającymi nie ma praktycznie żadnej kontroli. Walne również podejmuje uchwały w sprawie podziału nadwyżki bilansowej lub sposobu pokrycia straty. Bez jego organizacji niemożliwe więc jest np. zasilenie funduszu remontowego dodatkowymi środkami pochodzącymi np. z opłat pobieranych za wynajem powierzchni.

„Niektóre kompetencje dotyczą spraw o zasadniczym znaczeniu dla funkcjonowania spółdzielni. A możliwość podjęcia uchwał w niektórych sprawach może mieć wręcz zasadnicze znaczenie dla jej kondycji gospodarczej i finansowej, a nawet dalszego bytu” – zauważa Adam Bodnar. I sugeruje, by wprowadzić takie regulacje prawne, które stworzą spółdzielniom mieszkaniowym warunki do podejmowania uchwał przez walne zgromadzenie – przynajmniej w sprawach niecierpiących zwłoki.

Kłopotem może być również to, że część spółdzielni – mimo obowiązywania art. 90 tarczy antykryzysowej – planuje przeprowadzić walne zgromadzenie w stanie epidemii. I tu pojawia się niejasność, czy w takich wypadkach, gdy co do zasady walne w ogóle nie może zostać zwołane, podjęte uchwały będą skuteczne. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało kilka miesięcy temu, że podejmie prace nad tym, by przynajmniej w dużych spółdzielniach możliwe było głosowanie na walnym zgromadzeniu spółdzielców przez internet. Prace jednak, z uwagi na epidemię koronawirusa, toczą się powoli. W najlepszym razie do uchwalenia nowych przepisów potrzeba 3–4 miesięcy. Do tego czasu zaś wiele spółdzielni mieszkaniowych będzie sparaliżowanych. Cieszą się jedynie prezesi zarządów i członkowie rad nadzorczych, których kadencje uległy wydłużeniu wskutek braku możliwości ich odwołania bądź wyboru następców.