Mowa o uchwale z 20 listopada 2019 r. wydanej przez powiększony skład Sądu Najwyższego (sygn. akt III CZP 3/19). Sprawa dotyczyła branży budowlanej. Strony w umowie ustaliły terminy płatności wynagrodzenia, a także kary umowne obciążające wykonawcę w razie zwłoki, m.in. w wykonaniu prac, w usunięciu wad, oraz karę umowną płatną przez zamawiającego w razie odstąpienia przez wykonawcę od umowy z przyczyn, za które odpowiedzialność ponosi zamawiający. Karę tę strony w umowie ustaliły na 10 proc. wartości danego zakresu umowy i przewidziały, że wykonawca może od umowy odstąpić, jeżeli zamawiający opóźnia się z płatnościami za faktury co najmniej 14 dni i mimo wezwania nie płaci.

Jako że zamawiający nie płacił, wykonawca odstąpił od umowy i zażądał prawie 160 tys. zł. I powstała wątpliwość: czy można naliczyć karę umowną przy odstąpieniu tylko dlatego, że dłużnik nie regulował zobowiązań na czas.

Sąd Najwyższy stwierdził, że nie można; że muszą wystarczyć odsetki. Jego zdaniem art. 483 kodeksu cywilnego (który pozwala na naliczenie kary umownej tylko w przypadkach naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania niepieniężnego, zaś o pieniężnym milczy) ma charakter bezwzględnie obowiązujący i nie przewiduje innych konsekwencji dotyczących umieszczenia w umowie postanowienia, które jest bezskuteczne z mocy ustawy. Tego rodzaju postanowienie jest bezwzględnie nieważne.

Franczyzowa rewolucja

– Uznanie za nieważne uprawnienia do naliczenia kary umownej z tytułu odstąpienia, gdy nastąpiło ono z powodu braku płatności lub opóźnień w płatności ma znaczenie także dla innych branż niż budowlana – spostrzega adwokat Łukasz Dubicki, partner w kancelarii Dubicki i Wspólnicy. Dla jakich?

Przede wszystkim dla rynku franczyzy. Nie jest tajemnicą, że np. niektóre duże sieci handlowe, które współpracują z franczyzobiorcami korzystającymi z ich oznaczeń, mają w umowach zastrzeżoną karę umowną na wypadek niepłacenia w terminie. Często przekracza ona wielokrotnie wysokość powstałego zadłużenia.

– Można było odnieść wrażenie, że dla niektórych sieci kłopoty z płatnościami franczyzobiorców były wymarzoną sytuacją – co prawda po czasie, ale z reguły udawało się ich skasować na znacznie większe pieniądze – mówi nam osoba dobrze zorientowana w rynku franczyzy. Powodowało to, że franczyzodawcy szybko odstępowali od umowy, tuż po ustalonym okresie umożliwiającym naliczenie kary, tak by przypadkiem kontrahent nie zdążył uregulować zobowiązania. Doprowadzali tym samym do upadłości wielu drobnych przedsiębiorców.

Przytłaczająca większość sądów uznawała, że skoro franczyzobiorca zgodził się na takie brzmienie umowy, to powinien ponosić tego konsekwencje. W opozycji do tego stanowiska stały niektóre składy sądów warszawskich, które już od kilku lat prezentowały stanowisko zbieżne z wydaną właśnie uchwałą SN.

Łukasz Dubicki przyznaje, że często franczyzodawca zastrzega sobie uprawnienie do odstąpienia od umowy i naliczenia kary umownej w przypadku, gdy nie otrzymuje od franczyzobiorcy na czas umówionych świadczeń pieniężnych.

– Również w umowach leasingu spotkać można konstrukcje prawne, które nakładają na leasingobiorcę obowiązek zapłaty sumy pieniężnej w przypadku wypowiedzenia umowy leasingu przez leasingodawcę, jeżeli przyczyną wypowiedzenia było niepłacenie określonej liczby rat leasingowych – dodaje mec. Dubicki.

Rewizja umów

Adwokat Maciej Jóźwiak, szef zespołu rozwiązywania sporów w kancelarii Wierzbowski Eversheds Sutherland, wskazuje, że wszędzie tam, gdzie realizacja kontraktu bazuje na harmonogramie, w którym przewidziane są częściowe płatności, bądź gdzie realizowane są milestone’y (czyli kluczowe dla wykonania umowy etapy powiązane z płatnościami), czy wreszcie zobowiązanie ma charakter świadczenia okresowego (np. płatność czynszu najmu), zastrzeganie kary umownej na wypadek odstąpienia było rynkowym standardem.

– Do rynków, na których stosowano takie umowy, należą rynek nieruchomości – i to zarówno transakcyjny, jak i w zakresie najmu – czy też rynki nowych technologii, gdzie realizowane są wszelkie umowy wdrożeniowe oraz umowy finansowania inwestycji – wymienia mec. Jóźwiak. Dlatego jego zdaniem przedsiębiorcy działający w tych branżach powinni niezwłocznie przejrzeć zawarte kontrakty, których wykonywanie jest w toku. Część się zapewne ucieszy z uchwały Sądu Najwyższego, inni – nie.

Łukasz Dubicki zgadza się, że uchwała z pewnością spowoduje konieczność zrewidowania dotychczasowych konstrukcji umownych zabezpieczających stronę umowy w postaci prawa do odstąpienia od niej i naliczenia kary umownej, gdy przyczyną odstąpienia jest brak płatności. Wykonawcy muszą stworzyć rozwiązania, które nie będą tak ściśle wiązały prawa do naliczenia kary umownej z brakiem zapłaty.

Ciekawie może być także ze sprawami, w których toczą się już postępowania sądowe.

– O ile dotychczas pozwani bronili się, wykazując przede wszystkim brak przesłanek do odstąpienia od umowy przez ich przeciwnika procesowego, o tyle teraz powołają się wprost na uchwałę SN i będą podnosili zarzut nieważności klauzuli umownej. To zmieni oblicze wielu spraw – suponuje Maciej Jóźwiak.

Sama uchwała poróżniła prawników. Sąd Najwyższy uznał bowiem, że skoro przepis kodeksu cywilnego brzmi jednoznacznie, nie jest rolą sądu interpretować go w taki sposób, w jaki zaczął on funkcjonować w obrocie gospodarczym. Część ekspertów uważa, że sędziowie wyszli ze słusznego założenia. Ale są też tacy, którzy zwracają uwagę na to, że uchwała przynajmniej w branży budowlanej uderzy w słabszą stronę kontraktów, czyli wykonawców, którzy niejednokrotnie nie mogą doprosić się zlecających o należne im pieniądze.