Jedna z notowanych na NewConnect spółek czeka na dotację z PARP dwa lata, choć już od kilku miesięcy ma pozwolenie na budowę nowej fabryki. Inna spółka niemal zrezygnowała z budowy nowoczesnej platformy internetowej. Przedstawiciele tych firm chcą pozostać anonimowi, ponieważ obawiają się, że ujawnienie nazw może oznaczać dla nich konsekwencje i całkowity brak płatności.

Miłosz Marczuk, rzecznik prasowy PARP, zapewnia, że PARP wstrzymuje wypłaty tylko w przypadku zaniedbań po stronie przedsiębiorców. A te są częste. Dowodem może być na przykład konkurs z 2009 r., w którym wsparcie otrzymywały firmy rozpoczynające inwestycje o wysokim potencjale innowacyjnym.

– Z 220 umów 99, czyli 45 proc. ogółu rozpatrywanych projektów, miało różnego rodzaju problemy w trakcie realizacji – wylicza rzecznik PARP.

Dodaje, że dotyczyły uchybień i nieprawidłowości stwierdzonych w czasie wizyt kontrolerów w miejscu realizacji projektu lub przy weryfikacji dokumentacji rozliczeniowej. – Powodowały one konieczność ich wyjaśnienia przed wypłatą dofinansowania – tłumaczy Marczuk.

Najczęstsze problemy dotyczyły braku lub niepełnej dokumentacji oddziaływania projektu na środowisko; braku pozwolenia na budowę lub pozwolenia na użytkowanie; niekompletnej dokumentacji potwierdzającej, że wybór dostawcy lub wykonawcy odbył się zgodnie z wymogami umowy o dofinansowanie; dokonania zakupów w ramach projektu od dostawcy powiązanego osobowo lub kapitałowo z beneficjentem. Częste były także rozbieżności między zapisami wniosku o dofinansowanie a faktycznie zrealizowanym zakresem inwestycji czy sytuacje, w których nowe technologie nie były zgłaszane do ochrony patentowej.

Fachowcy potwierdzają, że błędy beneficjentów są dość częste.

– Faktycznie klienci często zapominają o tym, że zapisy umowy są święte. Kolejne etapy inwestycji muszą być realizowane zgodnie z nimi. Nie można sobie zamieniać miejscami kolejnych etapów działań – tego, co w umowie zapisane jest na maj, nie można przełożyć na wrzesień, a teraz wykonać tego, co było planowane na jesień. Taka przekładanka także grozi wstrzymaniem wniosków – tłumaczy Anna Misiołek. Dodaje, że nie można także pieniędzy wydawać na cel inny, niż zapisano w umowie.

Jej zdaniem powodem problemów firm jest to, że decydują się one samodzielnie ubiegać się o środki, choć nie znają przepisów unijnych i krajowych. Jednak nie brakuje głosów, że powodem trudności firm są nadmierne wymagania, jakie stawiają polscy urzędnicy.

– Nie zgadzam się z argumentami urzędników, że takiego rygoru jak obecnie wymaga od nich Unia. To nie UE konstruowała kryteria oceny wniosków – podkreśla Tomasz Gierwatowski, dyrektor zarządzający firmy doradczej WYG International.

Beneficjenci twierdzą, że wymagania PARP są zbyt rygorystyczne