Dwa lata temu, dokładnie 2 sierpnia 2016 r., doszło do niemal udanej próby usunięcia prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Zdominowana przez PiS Rada Mediów Narodowych (RMN) podjęła już tę decyzję, ledwie pół roku od zainstalowania jego ekipy na Woronicza. Tyle że wówczas „zagłosował” prezes PiS Jarosław Kaczyński, nakazując zawieszenie decyzji o odwołaniu Kurskiego. Przez kilka miesięcy nad głową nonszalanckiego, ale pechowego polityka wisiał jeszcze topór – pod postacią konkursu (RMN zadecydowała, że prezes TVP musi zostać wybrany w trzyetapowym konkursie; został rozstrzygnięty w październiku 2016 r. – red.). Po tym, jak Kurski go wygrał, osiągnął jako taką stabilizację. Jest ona jednak warunkowa.
Mówi jego współpracownik: „Jacek jest znienawidzony nie tylko wśród opozycji. W PiS nie ma przyjaciół, bo kogoś nie pokazał, o czyjeś interesy nie zadbał. Jedni przynoszą wieści, że nawet lojalny elektorat uważa, iż telewizja jest zbyt ostra, niezręczna, toporna. Inni tropią odstępstwa od ortodoksji. Jest zawieszony na woli prezesa partii. Kaczyński zaś co dwa, trzy miesiące wysyła mu ostrzegawcze sygnały. Kurski wymienia wtedy kogoś z ekipy albo udziela wywiadu w przyjaznych mediach, i tak trwa”.

Kłótnie w rodzinie