„Sejm RP wzywa Radę Ministrów do wprowadzenia moratorium na budowę elektrowni wiatrowych z wyłączeniem budowy mikroinstalacji oraz małych instalacji do czasu uchwalenia przepisów prawnych, określających warunki budowy elektrowni wiatrowych oraz stworzenia instytucji nadzoru i kontroli, które będą odpowiedzialne za bezpieczeństwo ludzi i środowiska”. Tak brzmi projekt uchwały wniesionej do Sejmu przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Dokument wprawił w osłupienie producentów zielonego prądu.

Energetyka w zawieszeniu

Wnioskodawcy podkreślają, że firmy wiatrowe prowadzą inwestycje bardzo agresywnie „degradując nie tylko krajobraz, ale przede wszystkim działając na szkodę mieszkańców”. Wskazując na wyniki raportu Najwyższej Izby Kontroli (patrz: grafika) twierdzą, że obecne przepisy nie chronią w wystarczający sposób obywateli. Stąd konieczne jest zablokowanie wszelkich inwestycji w turbiny.

Turbiny na cenzurowanym

Turbiny na cenzurowanym

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W ocenie Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) uchwała mogłaby przynieść opłakane skutki dla rynku OZE.

– Gdyby moratorium weszło w życie, zakazane byłoby nie tylko wznoszenie nowych farm, ale i kontynuowanie rozpoczętych inwestycji. Obecnie wiele przedsięwzięć jest w toku. Część z przedsiębiorców chce bowiem nadal działać w systemie zielonych certyfikatów, a to wymaga zakończenia prac budowlanych do końca 2015 roku – wyjaśnia dr Arkadiusz Sekściński, wiceprezes PSEW.

Jak mówi, moratorium odbiłoby się także na nowo wprowadzanym (na początku 2016 roku) systemie wsparcia OZE – systemie aukcyjnym. Żadna nowa inwestycja wiatrowa nie mogłaby bowiem do niego wejść do czasu spełnienia się nieprecyzyjnych przesłanek zawartych w uchwale.

– Teza, jaką posłużył się PiS, jakoby obecnie nie było przepisów określających warunki budowy elektrowni wiatrowych, jest całkowicie fałszywa. Przepisy w zakresie lokalizacji elektrowni wiatrowych funkcjonują i są bardzo precyzyjne. Każda elektrownia jest instalowana w oparciu o miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego lub decyzję o warunkach. Na tej podstawie inwestor musi jeszcze uzyskać pozwolenie na budowę – akcentuje Sekściński.

Brak uzasadnienia

Mniej stanowczy są jednak prawnicy.

– W zakresie sytuowania farm wiatrowych w Polsce zastosowanie mają przepisy ogólne: prawa budowlanego, ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, a także akty wykonawcze do nich. Mimo jednak, że regulacje te istnieją od lat, ich praktyczne stosowanie nadal rodzi problemy – mówi Tomasz Gawarecki z Kancelarii Kaczor Klimczyk Pucher Wypiór.

Od razu jednak zastrzega, że nie jest to wyjątek – budowa wielu inwestycji o nietypowym charakterze stwarza trudności.

– Było tak chociażby w przypadku farm fotowoltaicznych, gdzie pojawił się problem, czy ich montaż na dachach wymaga uzyskania pozwolenia na budowę, czy tylko zgłoszenia. Ostatecznie odpowiedzi na to pytanie udzieliło dopiero orzecznictwo uznając, że pozwolenie co do zasady nie jest konieczne – przypomina mec. Gawarecki.

W przypadku farm wiatrowych problemy występują przede wszystkim przy interpretacji planów zagospodarowania przestrzennego. W braku jasnego wskazania, że dany teren przeznaczony jest pod energetykę odnawialną czy konkretnie farmy wiatrowe, z pomocą muszą przyjść sądy. I to one decydują, czy np. na terenach określonych jako przemysłowe można stawiać wiatraki.

– Podobnie jest w przypadku zapisów w planach mówiących, iż podstawową funkcją danego terenu jest funkcja rolna. To orzecznictwo wskazuje, czy instalacje OZE można dopuścić jako funkcję uzupełniającą takiego terenu – podkreśla mec. Gawarecki.

– Pewnie są rzeczy, które wymagają doprecyzowania. Nie jest to jednak powód do tworzenia specregulacji, które tylko osłabią system prawny – twierdzi prawnik.

Brak konsekwencji

W ocenie Sekścińskiego działanie PiS jest tym bardziej niezrozumiałe, że w Sejmie prowadzone są prace nad zmianą ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (druk 3640). Projekt zakłada, że zainstalowanie masztu elektrowni wiatrowej będzie wymagało pozwolenia na użytkowanie, a każda instalacja OZE większa niż 40 kW (a więc również elektrownia wiatrowa) będzie lokalizowana w oparciu o miejscowy plan zagospodarowania.

– Sprawozdanie z prac komisji ma być przedstawione już podczas kolejnego posiedzenia Sejmu. Jeśli posłowie PiS będą głosować przeciw, to będzie totalny paradoks, który wskazuje, że projekt moratorium jest tylko elementem kampanii politycznej – akcentuje Sekściński.

Samo zamrożenie inwestycji OZE – jak zaznaczają prawnicy – mogłoby godzić w ustawę zasadniczą.

– Uchwała mówi o wprowadzeniu moratorium na budowę elektorowi wiatrowych z wyłączeniem budowy małych i mikroinstalacji. W mojej ocenie takie rozgraniczenie jest niedopuszczalne. Taki zakaz można byłoby wprowadzić, gdyby istniało realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi, gospodarki czy środowiska. Taka sytuacja zaś nie występuje. Farmy są budowane i nie widać, żeby Polska z tego powodu była w ruinie – puentuje mecenas Gawarecki.