Autopromocja

Wyższe wymogi dla wiatru niż atomu. Bat kręcony na farmy uderzy we wszystkie inwestycje OZE

Farma wiatrowa
Farma wiatrowaShutterStock
17 lipca 2015

Bat kręcony na farmy wiatrowe uderzy we wszystkie inwestycje OZE, i to bez należytego uzasadnienia. To konstytucyjnie wątpliwe – twierdzą prawnicy

2247771-plany-miejscowe-w-praktyce.jpg
Plany miejscowe w praktyce

Obowiązek lokalizacji obiektów służących wytwarzaniu energii z odnawialnych źródeł (OZE) wyłącznie na podstawie planów miejscowych przewiduje projekt zmieniający ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym i prawo budowlane (druk 2964). Z obostrzeń miałyby być zwolnione jedynie mikroinstalacje, a więc urządzenia o mocy do 40 kW.

Brak równości

W ocenie fundacji ClientEarth, skupiającej prawników zajmujących się ochroną środowiska, powyższa regulacja jest jednak wątpliwa konstytucyjnie. Powód? „Projekt nie dotyczy innych kategorii obiektów aniżeli instalacje OZE o mocy, co do zasady, większej niż 40 kW; w szczególności zaś nie dotyczy instalacji wytwarzających energię elektryczną lub ciepło w oparciu o konwencjonalne, mniej innowacyjne technologie” – czytamy w opinii przygotowanej przez ClientEarth. Te – jak podkreśla fundacja – choć oddziałują na środowisko, na zdrowie i życie ludzi bardziej niż instalacje OZE – nie zostały objęte regulacją. Będą więc nadal mogły powstawać tam, gdzie planów nie ma. A to godzi w zasadę równości wynikającą z art. 32 konstytucji.

„Projektowany art. 10 ust. 2c ustawy o planowaniu przestrzennym niewątpliwie różnicuje sytuację prawną podmiotów znajdujących się w tej samej sytuacji normatywnej – tj. inwestorów zamierzających lokalizować instalacje wytwarzające energię elektryczną lub ciepło – tylko i wyłącznie ze względu na wybraną technologię, bez jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia” – akcentuje ClientEarth.

Trzeba wyjaśnić

Tego zróżnicowania nie rozumieją również konstytucjonaliści.

– To bardzo dziwne ograniczenie. Instalacje OZE są przecież najmniej ingerujące w środowisko naturalne, produkują najczystszą energię – mówi prof. Marek Chmaj, radca prawny z kancelarii Chmaj i Wspólnicy.

– Energia elektryczna produkowana z węgla czy ropy jest energią bardzo emisyjną. Jeśli ustawodawca chce wprowadzić ograniczenie jedynie dla odnawialnych źródeł energii, powinien to należycie i szczegółowo uzasadnić – dodaje ekspert.

Szkopuł w tym, że w całym uzasadnieniu projektu nie znajdziemy informacji, skąd wzięła się decyzja, by każdego rodzaju instalacje OZE o mocy powyżej 40 kW podlegały specjalnych regułom. Mowa bowiem jedynie o energetyce wiatrowej i jej negatywnym wpływie „na funkcjonowanie, życie i zdrowie ludzi”. Uzasadnienie odnosi się też do raportu Najwyższej Izby Kontroli, która badała działalność farm wiatrowych. Ale nie ma ani słowa o powodach wprowadzenia ograniczeń dla biogazowni czy instalacji fotowoltaicznych, a więc innych OZE.

– Projekt jest bardzo dziurawy. Uzasadnienie musi wskazywać, dlaczego ustawodawca wybiera takie, a nie inne rozwiązanie. Dostrzegam ryzyko naruszenia nie tylko art. 32 konstytucji, ale i jej artykułu 2 („Polska jest demokratycznym państwem prawnym” – red.) – podkreśla prof. Chmaj.

Brak racjonalności

Wątpliwości zgłasza również Biuro Analiz Sejmowych. W ocenie jego eksperta dr. Bogusława Lackorońskiego wyłączenie możliwości budowania obiektów wytwarzających zielony prąd na podstawie decyzji o warunkach zabudowy nie spełnia warunku proporcjonalności, koniecznego przy regulacjach ograniczających prawo własności. „Wydaje się, że racje mogące przemawiać za ograniczeniem lokalizowania obiektów służących wytwarzaniu energii z wiatru, nie uzasadniają ograniczania lokalizowania obiektów służących wytwarzaniu energii z innych odnawialnych źródeł energii, takich jak: promieniowanie słoneczne, opady, pływy morskie, fale morskie i geotermia” – czytamy w opinii BAS.

Co więcej, jeśli ustawa wejdzie w życie w zaproponowanym brzmieniu, posłowie dopuszczą do kuriozalnej sytuacji. Jak podkreśla ClientEarth: „Na mocy art. 8 ust. 2 ustawy o przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie obiektów energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących (Dz.U. z 2011 r. nr 135, poz. 789) takie inwestycje lokalizuje się bowiem w sposób obligatoryjny na podstawie – będącej odpowiednikiem decyzji o warunkach zabudowy – decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej. Obiekt energetyki jądrowej może, choć nie musi, zostać przewidziany w odpowiednim planie miejscowym”. W efekcie plan miejscowy nie będzie wymagany w przypadku lokalizacji atomówki o mocy kilku GW, natomiast bez niego nie ruszy budowa zajmującej ok. 250 mkw. farmy fotowoltaicznej o mocy 41 kW.

Do tego dochodzi jeszcze problem ułamkowego pokrycia Polski planami miejscowymi (patrz: grafika), których sporządzenie wymaga czasu i pieniędzy.

– W województwie podkarpackim zaledwie 8 proc. powierzchni posiada plan zagospodarowania przestrzennego, w kujawsko-pomorskim, mającym bardzo dobre warunki wietrzne, tylko 5,6 proc. – wskazuje Ilona Jędrasik z ClientEarth.

W jej ocenie oczywiste jest, że taka regulacja uderzy w również w obywatelskie OZE niebędące mikroinstalacją, np. w spółdzielnie chcące produkować prąd z fotowoltaiki na dachach budynków. 

Etap legislacyjny

Projekt ustawy przed głosowaniem w Sejmie

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png