27 lutego Sejm przyjął projekt tzw. ustawy sieciowej, czyli nowelizację prawa energetycznego, która ma uprościć proces przyłączania instalacji do sieci i pozbyć się z kolejki tzw. „projektów zombie OZE”. Chodzi o projekty, dla których inwestorzy uzyskali warunki przyłączenia lub podpisali umowy przyłączeniowe z operatorem, jednak ostatecznie ich nie realizują. Przez to „zajmują” przyłącza, które mogłyby zostać wykorzystane przez innych inwestorów. Projekt wprowadza także inne zmiany, m.in. zobowiązuje operatorów sieci do publikacji informacji o dostępnych mocach przyłączeniowych i statusie wniosku, daje odbiorcom prądu możliwość zawarcia umowy sprzedaży prądu ze stałą ceną na co najmniej rok czy zwiększa przejrzystość rachunków dla odbiorców. Doprecyzowuje też kryteria dotyczące ubóstwa energetycznego i rozszerza mechanizm cable pooling, czyli współdzielenia przyłączy, na magazyny energii.
Prace nad ustawą sieciową trwają od ponad roku
Projekt został wpisany do wykazu prac legislacyjnych w styczniu 2025 r., a w marcu w RCL pojawił się jego projekt. We wrześniu ministerstwo energii i Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły, że ustawa jest częścią „pakietu antyblackoutowego”. Na stały komitet rady ministrów projekt został skierowany w grudniu, a do Sejmu trafił w styczniu.Mimo że minister energii wskazywał, że ma on charakter priorytetowy, to także prace w Sejmie się przeciągały – na dwóch posiedzeniach komisji posłom nie udało się dojść do porozumienia i rozpatrzyć projektu ustawy. Ostatecznie stało się to za trzecim razem, w środę, po pięciogodzinnych obradach.
Największe emocje wzbudziła propozycja zmian procesu przyłączenia instalacji do sieci. Mimo że co do samej potrzeby reformy od początku istniała ogólna zgoda, zarówno wśród inwestorów, jak i polityków, to projekt i jego konkretne zapisy wywołały rozłam – zarówno w branży, jak i w Sejmie. „Za” projektem głosowało 234 posłów, „przeciw” – 200. Czterech posłów wstrzymało się od głosu.
– Przyjęte przepisy to odpowiedź na wyzwania, z którymi od lat mierzy się polska energetyka: zbyt długie procedury, nadmiar formalności, zablokowane moce przyłączeniowe i zbyt mała przewidywalność dla inwestorów – mówił Miłosz Motyka, minister energii.
Warunki przyłączenia stały się dobrem rzadkim
Obecnie wielu inwestorów OZE boryka się z problemem uzyskania warunków przyłączenia do sieci. Operatorzy systemu elektroenergetycznego co roku wydają tysiące odmów wydania warunków. Jednym z powodów jest to, że warunki zostały już wydane na dużą skalę, ale niekoniecznie są wykorzystywane.
Jak tłumaczył w wywiadzie dla DGP Grzegorz Onichimowski, prezes PSE, w ostatnich latach trwał „wyścig o warunki przyłączenia”. Podkreślał, że dziś moc planowanych źródeł OZE i magazynów posiadających warunki przyłączenia lub podpisane umowy przyłączeniowe dochodzi powoli do 200 GW. – Liczba pozytywnie rozpatrzonych wniosków jest przez to ograniczona. W efekcie warunki przyłączenia stały się dobrem rzadkim, a ich posiadanie – wstępną gwarancją możliwości realizacji inwestycji. Rozpowszechniła się praktyka handlowania warunkami przyłączenia, które osiągały horrendalne ceny. To nie jest zdrowa sytuacja – podkreślał prezes PSE.
Sejm wprowadził zmiany w ustawie sieciowej
Projekt zakłada wprowadzenie nowych lub podwyższenie dotychczasowych opłat czy zaliczek, co ma zwiększyć wiarygodność projektów realizowanych przez inwestorów. Tworzy też system „kamieni milowych”, które musi wykazać inwestor podczas realizacji przedsięwzięcia, np. przedstawienie pozwolenia na budowę. Skrócony zostanie także okres ważności warunków przyłączenia z dwóch lat do roku. Na etapie prac w komisjach sejmowych wprowadzono dodatkowe zmiany, w tym doprecyzowujące „siłę wyższą”, która uzasadnia niewywiązanie się z terminów. Złagodzono też niektóre zapisy.
Projekt jest popierany przez większych inwestorów OZE. Obiekcje mają mniejsze podmioty, które mogą mieć problem z wniesieniem dodatkowych zabezpieczeń i wywiązaniem się z obowiązujących terminów. Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej wskazywała, że „projekt ustawy wprowadza nierealne harmonogramy oraz skokowe, nieprzewidziane wcześniej obciążenia finansowe – również wobec inwestycji będących już w toku”. Tę perspektywę prezentował też poseł Ireneusz Zyska, przedstawiając stanowisko PiS do projektu. – Zamiast wprowadzić przepisy permitingowe, upraszczające procedury administracyjne i skracające czas realizacji inwestycji, w przedkładanym projekcie ustawy rząd proponuje rozwiązania, które w istocie są zamachem na polskie małe i średnie przedsiębiorstwa z sektora OZE. Szczytne i skądinąd słuszne hasło wyczyszczenia rynku z tzw. projektów zombie zostało użyte w uzasadnieniu ustawy jako wytrych do tego, żeby w sposób bezprawny, naruszający Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, poprzez działanie prawa wstecz, naruszając prawa nabyte, zmieniając warunki projektów w toku, usunąć z rynku projekty polskich małych i średnich przedsiębiorców – mówił.