Cel ustawy sieciowej jest taki, by pozbyć się tych projektów, które od lat blokują moce przyłączeniowe, choć wcale nie powstają. Efekt? W 2024 r. wydano ponad 7,8 tys. odmów wydania warunków przyłączenia do sieci. Otrzymują je także ci inwestorzy, którzy chcą realizować obiecujące projekty.
Moc wydanych warunków przyłączenia i podpisanych umów przyłączeniowych zbliża się już do 200 GW. Dla porównania, moc dotychczas zainstalowanych farm wiatrowych to 11,2 GW, a fotowoltaiki – 26,1 GW. Ponad połowę warunków w obiegu posiada zaledwie kilkanaście podmiotów.
Konkurencja z projektami-widmami wyzwaniem dla inwestorów OZE
Michał Gondek, wiceprezes Columbus Energy, nie ma wątpliwości: - Największą patologią rynku jest obecnie konkurencja z projektami-widmami, które latami blokują dostęp do sieci, mimo że nigdy nie powstaną. Zjawisko jest napędzane w szczególności przez działania spekulacyjne deweloperów, którzy nigdy nie mieli w zamiarze budowy, a jedynie przygotowywanie dokumentów do sprzedaży, np. funduszom - mówi. Tłumaczy, że takie transakcje często odbywają się „w paczkach”, gdzie obok kilku wartościowych projektów znajdują się liczne lokalizacje o niskim potencjale, ale duży wolumen pozyskanych zgód sztucznie podbija wartość portfela.
Rozwiązanie? Inwestorzy posiadający warunki przyłączenia będą musieli wnieść dodatkowe zabezpieczenie finansowe i wyższe zaliczki. Ważność warunków przyłączenia ma się natomiast skrócić z dwóch lat do roku, a inwestorzy będą musieli wykazywać postępy prac poprzez realizację kamieni milowych. Podczas prac nad projektem dodano też zapis o możliwości zwrotu wpłaconego przez inwestora zabezpieczenia w przypadku rozwiązania albo odstąpienia od umowy o przyłączenie na wniosek podmiotu ubiegającego się o przyłączenie. Wartość zwrotu będzie zależała od tego, ile czasu od zawarcia umowy podmiot się na to zdecydował.
Zdaniem Adama Ferensa, dyrektora ds. sieci elektroenergetycznych w Polenergii, takie rozwiązania mogą szybko uwolnić moce przyłączeniowe, bo projekty spekulacyjne po prostu wypadną z systemu. - Trzeba się jednak spodziewać, że radykalne zmiany opisane w ustawie w pierwszej fazie zaburzą rynek, co przejściowo może doprowadzić do kolejnych spowolnień i zamieszania w wydawaniu warunków – dodaje. Przyznaje też, że jeśli operatorzy będą sprawnie wydawali warunki przyłączeniowe, to rynek powinien zareagować zmianą wycen projektów, bo posiadanie warunków przestanie być aktywem.
Według Gondka, projekty powinny być odsiewane kryterium finansowym, co zmniejszyłoby spekulację. - Zadatek jest w naszej opinii jednym z najlepszych strażników intencji dewelopera – mówi prezes Columbus Energy.
Obawy o skutki ustawy sieciowej
Nie wszyscy jednak podzielają entuzjazm wobec nowych regulacji. Część inwestorów uważa, że projekt ustawy uderza w prawa nabyte i premiuje duże podmioty, które mają większe możliwości finansowe. Ewa Krasuska, dyrektorka generalna Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, ocenia, że ustawa „uderza rykoszetem w rzetelnych inwestorów”, którzy są już w zaawansowanej fazie realizacji projektów. Jej zdaniem retroaktywność przepisów zmusza firmy do nagłej zmiany planów, mimo że poniosły już znaczne nakłady.
Krasuska przypomina, że wiele projektów napotyka przeszkody niezależne od inwestora – od nowych barier lokalizacyjnych i środowiskowych po nowe ograniczenia lotnictwa wojskowego i cywilnego. PIGEOR postuluje, by wymogi dotyczyły wyłącznie nowych wniosków.
Paweł Konieczny, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej, przyznaje, że na rynku istnieją projekty spekulacyjne, ale – jak podkreśla – „zdecydowana większość projektów z warunkami przyłączenia przygotowywana jest przez podmioty profesjonalne”.
Zwraca uwagę, że samo uzyskanie warunków to dopiero początek procesu deweloperskiego, a problemy formalne czy techniczne zdarzają się incydentalnie. Jego zdaniem projekt ustawy nie rozróżnia skutecznie projektów realnych od spekulacyjnych. - Przewidziane zobowiązania finansowe mogą w istotny sposób obciążyć małe i średnie polskie firmy deweloperskie, które działają w dobrej wierze i realnie rozwijają projekty – dodaje Konieczny.
Prace nad ustawą sieciową (UC84), okazały się trudniejsze, niż zakładało Ministerstwo Energii. Choć szef resortu Miłosz Motyka chciał, by projekt był rozpatrywany podczas posiedzeniu Sejmu 8–9 stycznia, komisje zajęły się nim dopiero 21 i 22 stycznia. Dalszy ciąg prac zaplanowano na 10 lutego.