Brak zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw – taki werdykt wydała wczoraj unijna Grupa koordynacyjna ds. ropy naftowej i produktów ropopochodnych, która zebrała się w sprawie zakłóceń przesyłu rurociągiem „Przyjaźń”. Węgry i Słowacja, dwa kraje, które korzystają z wyjątku od unijnego embarga dla dostaw rosyjskiej ropy realizowanych drogą lądową, odbierają w zamian surowiec tłoczony z chorwackiego naftoportu przez rurociąg Adria. Wcześniej rząd w Zagrzebiu oraz Komisja Europejska nie zgodziły się na postulowane przez Węgry umożliwienie odbioru tą drogą ropy rosyjskiej. Oba kraje sięgnęły też po strategiczne rezerwy surowca, by zabezpieczyć stabilną pracę swoich rafinerii. Obowiązkowe zapasy, zgodnie z przepisami unijnymi, to ekwiwalent 90 dni typowych dostaw.

Dywersyfikacja się nie opłaca? Orbán i Fico nie chcą rezygnować z rosyjskich surowców

Jak podkreśliła rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen, szlak ten dysponuje wystarczającą przepustowością, by w pełni zaspokoić potrzeby Słowacji i Węgier, a kraje te dysponują oprócz tego rezerwami surowca. Jej stanowisko potwierdził operator Adrii, chorwacka spółka JANAF, która oświadczyła, że dostawy do Węgier i Słowacji „pozostają kompletnie niezagrożone”, a grupa MOL zakontraktowała już odbiór ośmiu ładunków ropy nierosyjskiej w chorwackim naftoporcie w ciągu najbliższego miesiąca.

W piątek (27 lutego) mija miesiąc od momentu zatrzymania przesyłu ropy naftowej biegnącą przez Ukrainę tzw. południową nitką rurociągu „Przyjaźń”. Wstrzymanie tranzytu było motywowane „siłą wyższą”. Według władz Ukrainy jego bezpośrednią przyczyną były zniszczenia infrastruktury hubu naftowego w Brodach (obwód lwowski) wywołane przez atak rosyjskich dronów.

KE ma monitorować dalszy rozwój sytuacji. Ursula von der Leyen, która, wraz z przewodniczącym Rady Europejskiej Antonio Costą, spotkała się z Zełenskim w dniu 4. rocznicy rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na jego kraj, zwróciła się do niego z prośbą o przyspieszenie napraw rurociągu.

Skuteczne wykorzystanie chorwackiego szlaku to jednak kolejne potwierdzenie formułowanych od dawna przez ekspertów diagnoz, iż kraje korzystające z wyjątku są zależne od rosyjskiej ropy z wyboru, przede wszystkim ze względu na korzyści ekonomiczne, a nie z geograficzno-infrastrukturalnej konieczności. Od niemal roku rosyjskiej ropy nie sprowadzają już Czesi, którzy początkowo też korzystali z dostaw z południowej nitki „Drużby”. Beneficjentami relatywnie tańszej ropy rosyjskiej jest Grupa MOL, która osiąga wyższe zyski, przerabiając ten surowiec w swoich węgierskich i słowackich rafineriach, oraz budżety obu państw.

Bruksela tonuje, strony wybierają konfrontację. Kto szantażuje kogo?

Fakty te oraz diagnoza europejskiego gremium nie przeszkodziły jednak głównym zainteresowanym podnieść temperatury sporu. W czwartek Viktor Orbán ogłosił, że w związku z „ukraińskim zagrożeniem” skieruje żołnierzy do ochrony kluczowych obiektów infrastruktury energetycznej Węgier. Szef węgierskiego rządu zarzucił też w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych Ukrainie, instytucjom europejskim i krajowej opozycji, że współpracują w celu przekazania władzy nad Węgrami proukraińskiemu rządowi. Podobne zarzuty sformułował publicznie szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó, precyzując, że na wynik nadchodzących wyborów miałyby wpłynąć wywindowane przez kryzys zaopatrzeniowy ceny paliw. Równocześnie premier Węgier zwrócił się z bardziej koncyliacyjnym przekazem do europejskich partnerów, proponując skierowanie do Ukrainy grupy ekspertów UE, którzy zbadaliby stan rurociągu. „Węgry uznają jej ustalenia” – zadeklarował w liście do przewodniczącego Costy.

Również słowacki premier Robert Fico kwestionuje ukraińskie wyjaśnienia przyczyn przedłużającej się przerwy w pracy rurociągu. Powołując się na źródła wywiadowcze, stwierdził, że hub w Brodach został już naprawiony i nie ma przeciwwskazań do wznowienia eksploatacji. Szef słowackiego rządu zarzucił ponadto Wołodymyrowi Zełenskiemu, że używa tranzytu ropy jako narzędzia „politycznego szantażu” wobec Bratysławy, i ostrzegł, że nieprzywrócenie przesyłu poskutkuje wycofaniem zgody Słowacji na ukraińską akcesję do UE.

W minionym tygodniu Słowacja i Węgry zdecydowały się na wdrożenie pierwszych działań odwetowych wobec Kijowa. Ogłoszono wstrzymanie dostaw diesla i prądu – istotnych dla obszarów dotkniętych przez rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną – oraz zablokowano kluczowe dla Ukrainy decyzje UE, m.in. w sprawie wartej 90 mld euro pożyczki na obronę i odbudowę kraju oraz dwudziestego pakietu sankcji wspólnoty na Rosję.

Na początku tygodnia ukraińskie drony uderzyły w jeden z kluczowych węzłów „Przyjaźni” w rosyjskim Tatarstanie, co również było interpretowane jako element wymiany ciosów z Orbanem i Fico. Rząd Ukrainy, w stanowisku przekazanym Grupie koordynacyjnej UE, podkreślił, że odpowiedzialność za zniszczenie rurociągu obciąża Rosję, a Kijów uznaje stosowanie ultimatów oraz wywieranie politycznej presji w tej sprawie za nieakceptowalne. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha zapewnił ponadto, że Kijów przedstawił partnerom konkretne propozycje rozwiązania zaistniałego problemu z rurociągiem i wyraził sprzeciw wobec wciągania Ukrainy do wewnętrznej polityki Węgier.

Tymczasem według ustaleń agencji Reutera KE planuje przedstawić swoją propozycję legislacyjną w sprawie wygaszenia dostaw rosyjskich paliw kopalnych 15 kwietnia, trzy dni po węgierskich wyborach parlamentarnych, których faworytem jest opozycyjna Tisza. Komisja przekazała, że termin widniejący w dokumentach, do których dotarł Reuters, należy traktować jako roboczy, a ostateczny nie został jeszcze wyznaczony. Plany pożegnania z rosyjskimi surowcami energetycznymi KE ogłosiła pod koniec zeszłego roku. Ma ono nastąpić w drodze aktu legislacyjnego, do którego przyjęcia wystarczy kwalifikowana większość głosów (co najmniej 15 państw reprezentujących 65 proc. ludności UE).