Reforma emerytur z 1999 roku miała dostosować system do zmieniającego się trendu demograficznego. Politycy dostrzegli, że polskie społeczeństwo zaczyna się starzeć w niepokojącym tempie. Jeszcze niedawno na jednego emeryta pracowało pięć osób. Teraz już tylko cztery osoby, a w 2040 roku na jednego emeryta będą pracowały już tylko dwie osoby.

Debata przed reformą była prowadzona już od początku lat 90. bowiem państwo zmagało się z wysokim obciążeniem budżetu przez wydatki przeznaczane na system emerytalny. W ciągu kilku lat ścierały się ze sobą liczne koncepcje. 

W ostatecznym kształcie reforma emerytalna zakładała uzupełnienie dotychczasowej metody finansowania rent i emerytur tworząc trzy filary emerytalne — pierwszy oparty o FUS, drugi oparty o Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE) i trzeci oparty o IKE, IKZE i PPE. Według początkowych założeń reforma emerytalna miała doprowadzić do stworzenia systemu powszechnego, to znaczy łączącego wszystkie grupy zawodowe wcześniej korzystające z rozmaitych przywilejów w ramach oddzielnych systemów emerytalnych. Po 2000 roku rząd SLD i PSL przywrócił wcześniejsze wyłączenia m.in. w stosunku do służb mundurowych, następnie górników oraz sędziów i prokuratorów. Z opóźnieniem zlikwidowano także emerytury pomostowe. W końcu w zeszłym roku rząd zadecydował o przekazaniu pieniędzy zgromadzonych w OFE do ZUS.

Pierwsze emerytury zgodnie z nowym systemem ich wyliczania zostały wypłacone w 2009 roku. Do 2013 roku obowiązywał mieszany system wypłaty emerytury. Dopiero w 2015 r. wszyscy ubezpieczeni, którzy osiągną w tym roku powszechny wiek emerytalny, będą otrzymywać emerytury obliczone według docelowych zasad nowego systemu emerytalnego. O pierwsze podsumowanie reformy pokusiło się właśnie Biuro Analiz Sejmowych.

Jednym z podstawowych założeń reformy emerytalnej było wydłużenie czasu aktywności zawodowej Polaków. Zgodnie z nowym systemem wyliczania emerytury i brakiem kwoty bazowej, w interesie pracujących jest jak najdłuższe pozostanie na rynku pracy. Zdaniem BAS, w badanym okresie cel ten udało osiągnąć się tylko w odniesieniu do kobiet (z 56,2 lat w 2008 r. do 59,3 lat w 2013 r.). Ponadto kobiety, które przeszły na emeryturę w ramach starego systemu emerytalnego legitymowały się coraz wyższym stażem pracy (w 2008 r. – 32,9 lat, a w 2013 r. – 36,4 lat). W przypadku mężczyzn nastąpiło obniżenie przeciętnego wieku przechodzenia na emeryturę z 61,1 lat w 2008 r. do 59,7 lat w 2013 r. oraz zmniejszenie przeciętnego stażu z 40,6 lat w 2008 r. do 32,8 lat w 2013 r., albowiem masowo korzystali oni z istniejących jeszcze możliwości pobierania świadczeń emerytalnych przed osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego w ramach starego i nowego systemu emerytalnego.

- Dane z lat 2009-2013 nie pozwalają na wnioski dotyczące wpływu reformy na wiek przechodzenia na emeryturę mężczyzn, gdyż większość mężczyzn - nowych emerytów w tym okresie, to korzystający ze starego systemu, głównie górnicy. Warto byłoby popatrzeć na te statystyki z wyłączeniem górników. Pamiętajmy, że średni wiek przechodzenia na emeryturę na Śląsku to 57 lata – twierdzi dr Anna Ruzik-Sierdzińska , wykładowca SGH. 

Emerytury górników wpływają także na zaciemnienie wysokości otrzymywanych emerytur. Ze statystyk wynikało, że 30 proc. emerytów otrzymuje świadczenia powyżej 3000 złotych. Tymczasem, co jest zgodne z założeniami reformy, konsekwencją zmian w emeryturach jest znaczne obniżenie świadczeń, zwłaszcza w przypadku kobiet, np: w 2013 r. emeryturę w wysokości 1800 zł i poniżej otrzymało 88,3% kobiet i tylko 5% mężczyzn.

- W nowym systemie emerytalnym brak warunku posiadania minimalnego okresu ubezpieczeniowego powoduje, że znacznie większy odsetek ubezpieczonych uzyskuje prawo do świadczenia emerytalnego i tym samym większa jest liczba emerytur poniżej najniższej gwarantowanej emerytury. Każdy, kto wpłacił składki, niezależnie od ich wysokości, może w przyszłości uzyskać status emeryta. W starym systemie emerytalnym osoby ze stażem poniżej 15 lat w ogóle nie otrzymywały emerytur. Problem wprowadzenia minimalnego stażu lub minimalnej kwoty zgromadzonej na koncie w FUS powinien być na nowo rozważony – twierdzi Bożena Kłos, autorka analizy Biura Analiz Sejmowych.

W nowym systemie odsetek emerytur do 900 zł otrzymywanych przez kobiety w 2013 r. wyniósł 36,1 proc., a w starym 5,4 proc.. Z kolei wysokie emerytury z nowego systemu w 2013 r. wypracował tylko 1 proc. kobiet, zaś w starym udało się to ponad 25% kobiet. Najwięcej emerytur kobiet mieściło się w nowym systemie w przedziale 1001–1600 zł (38,4% w 2013 r.), a w starym systemie systematycznie przesuwały się do najwyższych przedziałów by osiągnąć 40,4% w 2013 r.

W nowym systemie wyższy jest odsetek emerytur niskich (do 800 zł) – ponad 15%, podczas gdy w starym systemie takich emerytur było tylko od 4,4% w 2011 r. do 1,8% w 2013 r.

• znacznie większy odsetek niskich emerytur wśród kobiet niż mężczyzn, np. w 2013 r. emeryturę do 900 zł otrzymało 30,4% kobiet i tylko 1,5% mężczyzn;
• znacznie niższy odsetek wysokich emerytur wśród kobiet niż mężczyzn, np. w 2013 r. emeryturę powyżej
3500 zł otrzymało 5,4% kobiet i 29,6%% mężczyzn;
• największy odsetek kobiet pobierał emerytury w wysokości 1001–1600 zł (w 2013 r. 32,4%), a wśród mężczyzn powyżej 3001 zł (41,5% w 2013 r.).

- Analiza potwierdza, że potrzebne jest, aby ZUS prezentował bardziej szczegółowe raporty dotyczące struktury emerytur najniższych. Zwłaszcza, kiedy w nowym systemie wysokość świadczenia jest ściśle uzależniona od składek zaewidencjonowanych na indywidualnym koncie ubezpieczeniowym. Zagrożenie niską emeryturą bowiem wzrasta w przypadku osób, które w karierze zawodowej mają częste epizody bezrobocia, mających przerwy w wykonywaniu pracy zarobkowej (np. związane z wychowywaniem dzieci), itd. Okazuje się również, że nawet jeden rok więcej stażu pracy i późniejsze przejście na emeryturę może w znaczny sposób podwyższyć świadczenie. Nowy system pokazuje również jak ważne jest jak najszybsze odkładanie składek emerytalnych. Dotyczy to zwłaszcza młodych ludzi wkraczających na rynek pracy, a ci nie zawsze zdają sobie z tego sprawę – komentuje dr Anna Ruzik-Sierdzińska.

- Przejście ze "starego" do nowego systemu oznacza stopniowy spadek świadczeń a jego dotkliwość będzie coraz bardziej dostrzegana przez osoby, które będą przechodzić na emeryturę w kolejnych latach. Potrzebna jest praca edukacyjna ze strony rządu dotycząca konieczności zabezpieczania się emerytalnego ludzi wspierana przez rynek finansowy, w dobrze rozumianym interesie obywateli i państwa. Prezentacja danych z prognozy sytuacji finansowej funduszu emerytalnego przedstawiona ostatnio w ZUS - wskazuje paradoksalnie, że bez względu na to jakie zmiany wprowadzi się w systemie - w perspektywie długoterminowej - ma to dość neutralne znaczenie. Kluczowe są bowiem efekty przejścia demograficznego oraz forma świadczenia pracy i poziom stopy bezrobocia. Ważne jest jednakże pozostawanie w sferze pracy a nie ucieczka w sferę świadczeń. Tzw. stopa zastąpienia będzie spadać, nierozwiązany pozostaje problem świadczeń minimalnych. Państwo jak dotąd nie podejmowało działań na rzecz efektywnego rozwoju III filara, jak np. czynią to m.in. Czechy lub W. Brytania. Jaskółką nadziei jest aktywna rola Ministra Pracy i Polityki Społecznej, ujawniona w ramach przeglądu emerytalnego. Będzie ona ważnym impulsem do wdrożenia zmian prawnych w III filarze, których katalog został przygotowany z udziałem środowiska tworzącego PPE, IKE i IKZE. Czas na zmiany. Za kluczowe do rozwiązania problemy w systemie emerytalnym w najbliższych latach (do 2019 roku) uważam lepsze zabezpieczenie minimum emerytalnego, stopniowe znoszenie i wygaszanie przywilejów emerytalnych w tzw. systemie pracowniczym oraz zwiększenie skłonności społeczeństwa do oszczędzania emerytalnego na starość – podsumowuje dr Wojciech Nagel przewodniczący Zespołu ds. Strategicznych Rady Nadzorczej ZUS.

Trzecim założeniem reformy było zmniejszenie obciążeń dla budżetu i poprawa sytuacji finansowej. Już w 2010 roku z analizy Forum Obywatelskiego Rozwoju wynikało, że cel ten nie zostanie osiągnięty. - Oszczędności dla sektora finansów publicznych nie należy szukać w zmianie konstrukcji systemu emerytalnego, ale w reformach, które trwale ograniczą tempo wzrostu wydatków publicznych. To właśnie zbyt szybkie, w stosunku do tempa wzrostu gospodarki, zwiększanie wydatków publicznych, a nie wprowadzenie reformy emerytalnej, jest główną przyczyną dużego deficytu w finansach publicznych w Polsce - czytamy w raporcie Reforma emerytalna a finanse publiczne w Polsce.